Co do internatów, laski to akurat nie zbyt dobry pomysł chyba, że religia jest dla nas jako rodziców ważnym elementem edukacji. Ale można olać religie, tak jak i ja zrobiłem i skupić się na tym, co laski mi mogą dać poza tym. Trzeba przyznać, że nie ma ośrodka, w którym lepiej by prowadzili oriętację przeztrzenną chociaż do ideału brakuje i koncentrują się na samodzielności też pewnie dlatego, że to ostatni bastion całkowicie niewidomych :). I powiem tak, ja akurat ucieszyłem się z faktu, że byłem w internacie zamiast w domu. Teraz po tylu latach, wracam z lasek do domu, bo i studiować trzeba i tak samotny to ja się dawno nie czułem. Te nieustanne przełamywanie barier ludzi dookoła mnie, na uczelni, jest męczące. To nie to, że stoje sobie sam, nikt mnie nie lubi, z nikim nie gadam a ludzie są źli bo ze mną nie gadają. Często stoję w grupce studentów i rozmawiam z nimi, ale jest te poczucie, że nie należę do ich grupki. Szczególnie jak pokazują sobie coś i się śmieją a ja jako jedny stoje jak ten debil. studenci to akurat ten fajny wiek, że nie chce się im mnie wyręczać bo no cóż - są statystycznymi studentami, leniwimi do tego jak ja :d, a z drugiej strony nikt mi nie odmówił pomocy jak zapytałem się o nią wprost. Ale samotność bardziej wynika z faktu, że bardzo trudno będzie mi tam znaleźć kogoś, kto się naprawdę ze mną zaprzyjaźni i będzie mnie traktował jako dobrego kumpla a nie jako niewidomego.