Ale z tego, co wiem to teraz co raz bardziej obcinają, a sam czytałem, że Laski z jakimś związkiem zawodowym podpisały porozumienie, że zawieszają podnoszenie pensji i takich na 1,5 roku.
Co do nadopiekuńczości u mnie niestety w pewnych kwestiach tak jest. Ostatnio postawiłem swoich przed faktem dokonanym, że wyjeżdżam nagrywać na 3 dni i się udało. Gdybym zapytał czy mogę etc pojawiło by się wiele pytań etc etc a tak to mam trochę luźniej. Od jakiegoś czasu staram sie ogarniać coraz więcej rzeczy, żeby pokazać, że jestem w stanie sobie poradzić i to ciągłe wyręczanie i obawy, że coś mi się stanie są bezsensowne.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
I bardzo dobrze że postawiłeś na swoim. I dobrze że dążysz do samodzielności. Ja też się musiałam ostro sprzeciwi ć by moi rodzice zrozumieli że sobie poradzę. A później było obserwowanie mnie z daleka. A w końcu sami dali spokój uznając, że sobie poradzę.
Ja właśnie jestem na etapie przebijania głową muru. Naprawdę bardzo wiele rodzicom zawdzięczam i nie mam zamiaru z nimi wojować, ale sytuacja często wygląda mniej więcej tak: - Oczywiście, że możesz sobie sama radzić. Jak najbardziej trzeba pewne rzeczy ćwiczyć. - Dobra, to idę wynieść śmieci. - E, nie, tam nie idź, bo tam jest kłopotliwe przejście. - Skoczę jutro rano do mięsnego i kupię te polędwiczki. - Nie, bo tam jest skomplikowana trasa, jeszcze na dodatek jakieś prace remontowe. I to wszystko prawda, ale kto powiedział, że będzie łatwo? Ostatnio mam taką metodę, że jak chcę coś zrobić, to po prostu robię i stawiam rodziców przed faktem dokonanym. Gorzej jak chcę, żeby mi pokazali jak coś się robi, albo jak gdzieś dojść i słyszę, że na pewno nie dam sobie rady, bo to jest akurat zbyt trudne, pokręcone i tak dalej. Nie jest to może nadopiekuńczość z którą nie idzie sobie poradzić, bo jak coś zrobię, raz drzwi otworzę to już problemu nie ma, ale wcześniej trochę oszarpać się trzeba.
Wiesz czasem tak myślę, że rodzice nie zawsze myślą o tym że kiedyś może ich zabraknąć. I co wtedy? Napewno chcą dobrze i napewno kochają. Gorzej z przyjęciem i zrozumieniem że przez takie podejście mogą skrzywdzić a izolacja, i zakładanie że sobie nie poradzisz to nie jest wyjście. Może też czasem brak im cierpliwości, bo oni pewne rzeczy nie są w stanie zrozumieć. Przyczyny mogą być różne I bynajmniej ich nie usprawiedliwiam. Dlatego mimo wszystko trzeba walczyć na ile jest to możliwe. I teraz gdy moich rodziców już nie ma wiem że gdybym nie walczyła to musiałabym być uzależniona od innych. Teraz też jestem przez tą moją chorobę i to, że poruszam się na wózku ale pogodzić się z tym nie mogę. I zastanawiam się co zrobić żeby w miarę możliwości być bardziej samodzielna i żeby mąż nie musiał dużo rzeczy robić za mnie.
Takim osobom w dorosłości pozostaje DPS, bo rodzice i nauczyciele robili wszystko za nich.
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Jakiś czas byłam w dps i to był najgorszy okres w moim życiu. I powiedziałam sobie, że jak długo będę jeszcze cokolwiek mogła samodzielnie zrobić to nigdyy tam nie wrócę. A najlepiej by było bym w ogóle nie musiała tam wracać.
Gadaczka no nie powiem super optymistyczne podejście. I mówisz to ty- ta, która chce pomagać niewidomym. Nie mam więcej pytań. --Cytat (gadaczka): Takim osobom w dorosłości pozostaje DPS, bo rodzice i nauczyciele robili wszystko za nich.
--Koniec cytatu
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
To chyba nie do końca jest tak, ze oni nie myślą o tym, że kiedyś ich zabraknie. Przypuszczam nawet, że niejednokrotnie sen to im z powiek spędza. Chodzi bardziej o to, że oni teraz są, po prostu. Tu i teraz są i może nie chcą myśleć o tym, że w każdej chwili może ich zabraknąć, bo teraz są.
Łysy, chyba źle zrozumiałeś. Chodziło mi o o, że niewidomi muszą nauczyć się samodzielności, żeby nie trafić do DPSu. Iwkan, jeśli to nie tajemnica to z jakiego powodu aż tak źle wspominasz pobyt w domu pomocy społecznej?
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
A ja widzę często przyczynę dość prozaiczną: brak cierpliwości. Po co niewidomy ma robić coś, co ja zrobię szybciej, być może lepiej? I ja to poniekąd rozumiem. Nie mówię oczywiście, że to dobre podejście.
A nie jest to tak, że oni się po prostu boją? Boją, że wyjdziecie z domu i nie wrócicie np. Taki najbardziej podstawowy strach opiekuna, że kiedy odwróci wzrok, stanie się coś złego, czemu on nie poradzi, nie naprawi. Piszę wyjdziecie, choć sama to przechodziłam, ale w moim przypadku to nie niepełnosprawność była największym problemem
Myślę, że obie, Zuzler i Elanor, macie rację. W ogóle różne są sytuacje. Wydaje mi się, że wielu rodziców brak wzroku po prostu przeraża, bo oni sami nie potraffią sobie wyobrazić siebie na naszym miejscu i myśla, że by sobie wtedy nie poradzili, bo bardzo polegają na swoim wzroku...
Monia, no dokładnie. Wniosek: brak im zaufania w nasze możliwości, czyli, tak trochę dalej i smutniej idąc, chyba i w to, że coś możemy: brak im zaufania w nas, bo przecież niepełnosprawność to część nas, której się nie przeskoczy w pewnych sytuacjach