To jeszcze jedna sytuacja. W pociągu. Było to w czasach kiedy nie było gps-a i telefonów komórkowych. Kolega pyta przepraszam jaka to stacja. Cisza po dłuższej chwili wyciąga białą laskę a jedna z pasażerek zaczyna krzyczeć: "ratunku napad".
Jakiś czas temu idąc przez centralny dworzec w Wawie nagle czuję, że ktoś wkłąda mi coś w łapę. Zgłupiałem ostatecznie, gdyż przedmiot okazał się być kebabem. Żeby nie było, wszystko udało się kamerą nagrać i gdyby ktoś chciał mogę podesłać :dd.
Heh my w 3 osoby w sumie byliśmy w jednym kebabie, podeszliśmy do kolejki gdzie odibera się kebaba, anie składa zamówienie, ale przyjęli zamówienie i powiedzieli, że zapłaciłmy jak podadzą kebaba, no i babka podchodzi i mówi 40 zł proszę, ja szukam kasy, ale nie mogłem znaleźć, no to ktośinny zaczął szukać, ale to trwało hm z minutę niecałą, ale nagle babka mówi, a nie dobra dziękuję. Hmm chyba szef jej machnął, że za darmo mamy;P Dla dobra firmy, by nie zbankrutowała, nazwa jej zostanie tylko w pamięci tych co tam byli;P
Tomecki, dwie rzeczy: i co zrobiłeś z tym kebsem: zjadłeś, oddałeś czy stwierdziłeś, że może zatruty i zrezygnowałeś. I w ogóle ten, co Ci go dał coś powiedział przy tym? A druga rzecz: co za kamera, gdzie, kto, jak? Szczegóły proszę. A do tego wątku nadaje się chyba też sytuacja, o której opowiadał mój nauczyciel. Mianowicie, kiedyś ta, w zamiezchłej przeszłości on i inni niewidomi wybrali się na jagody. Nazbierawszy ich już pewną ilość, przystanęli sobie gdzieś pod drzewem. Jeden z kolegów wlazł na owo drzewo, a że mu się tam widać dobrze siedziało, to postanowił sobie z tych wyżyn opróżnić pęcherz. Pech chciał, że trafił prosto pojemnika z jagodami. Powiedzmy sobie szczerze: choćby i chciał, choćby i widział, to by tak idealnie nie utrafił, no nie?
Kebaba oddałem, kamerkę miałem na sobie celem testów terenowych tj. sprawdzić czy można se isć, a to będzie dobrze nagrywało. Już nie pamiętam czy coś mówiła pani przy wręczeniu ww. kebaba.
Nie wiem czy to odpowiada bardziej do tego wątku, czy raczej innego, gdyż to taki śmiech przez łzy, ale... Dobra. Rzecz działa się na Warszawskim Śródmieściu, w okolicach Politechniki. Udaję ja się w kierunku przystanku tramwajowego, gdy zaczepia mnie jakiś człeczyna i zagaduje: - Co robisz? Co nieco zdumiony odpowiadam, iż idę na tramwaj. - I masz zamiar sam jechać tym tramwajem? - Pyta dalej napotkany osobnik. - Tak, na metro pole Mokotowskie. - Odpowiadam, zastanawiając się czy mam mu się wyspowiadać już z planu na cały dzień czy co? - Na metro? - Spytał z przerażeniem w głosie. - I jeszcze chcesz tym metrem jechać? W tym momencie, oględnie rzecz ujmując, zirytowałem się, a więc moja odpowiedź brzmiała: - Tak, mam taki zamiar, a potem jeszcze straszniejszym pociągiem. No cóż, nie spodobała mu się ta odpowiedź, zapytał bowiem mnie, gdzie są rodzice, bo on musi sobie porozmawiać o tym, jak pozwalają narażać się swojemu dziecku. No cóż, odparłem, zgodnie z prawdą, że w Gdyni. Niestety... Na to nic nie odpowiedział.
Po prostu karma do niego wróciła w tempie ekspresowym. --Cytat (Zuzler): A do tego wątku nadaje się chyba też sytuacja, o której opowiadał mój nauczyciel. Mianowicie, kiedyś ta, w zamiezchłej przeszłości on i inni niewidomi wybrali się na jagody. Nazbierawszy ich już pewną ilość, przystanęli sobie gdzieś pod drzewem. Jeden z kolegów wlazł na owo drzewo, a że mu się tam widać dobrze siedziało, to postanowił sobie z tych wyżyn opróżnić pęcherz. Pech chciał, że trafił prosto pojemnika, do którego ten nauczyciel nazbierał już jagód. Powiedzmy sobie szczerze: choćby i chciał, choćby i widział, to by tak idealnie nie utrafił, no nie?
Mogłeś powiedzieć, że jedziesz strasznym pociągem na jeszcze straszniejsze lotnisko i jeśli wszystko się uda i przeżyjesz będziesz płynąłstrasznym promem. --Cytat (pajper): Nie wiem czy to odpowiada bardziej do tego wątku, czy raczej innego, gdyż to taki śmiech przez łzy, ale... Dobra. Rzecz działa się na Warszawskim Śródmieściu, w okolicach Politechniki. Udaję ja się w kierunku przystanku tramwajowego, gdy zaczepia mnie jakiś człeczyna i zagaduje: - Co robisz? Co nieco zdumiony odpowiadam, iż idę na tramwaj. - I masz zamiar sam jechać tym tramwajem? - Pyta dalej napotkany osobnik. - Tak, na metro pole Mokotowskie. - Odpowiadam, zastanawiając się czy mam mu się wyspowiadać już z planu na cały dzień czy co? - Na metro? - Spytał z przerażeniem w głosie. - I jeszcze chcesz tym metrem jechać? W tym momencie, oględnie rzecz ujmując, zirytowałem się, a więc moja odpowiedź brzmiała: - Tak, mam taki zamiar, a potem jeszcze straszniejszym pociągiem. No cóż, nie spodobała mu się ta odpowiedź, zapytał bowiem mnie, gdzie są rodzice, bo on musi sobie porozmawiać o tym, jak pozwalają narażać się swojemu dziecku. No cóż, odparłem, zgodnie z prawdą, że w Gdyni. Niestety... Na to nic nie odpowiedział.
Pewnego zimowego dnia koleżanka stała sobie na przystanku autobusowym.Wpewnej chwili zjawiła się pani w futrze i przykucnęła wjej pobliżu. Zaintrygowana koleżanka tym, że coś ją musnęło wyciągnęła rękę, by sprawdzić co to takiego i dotknąwszy ręką futra zawołała do męża: "o choć zobacz jaki fajny pies".