1 / 7
Next
Niektórzy bliscy kategorycznie zabraniają niewidomym samodzielnych wyjść. Nawet jeżeli pozwalają na jakąś samodzielność w domu, gdy usłyszą, że delikwent zamierza sam gdzieś się wybrać reagują sprzeciwem. Czy doświadczylicie takich problemów? Jeżeli tak to czy udało się wam je przezwyciężyć?
A ja pamiętam, jak jedna nauczycielka traktowała mnie niemal jak zgniłe jajko. W końcu nie wytrzymałem i zasymulowałem upadek ze schodów. Podeszła maksymalnie przerażona, a ja wstałem i powiedziałem, że to był żart. Pomogło.
2 likes
O, znam osobę, która postąpiła podobnie i też pomogło. Poza tym cóz, moja recepta na samodzielne wyjście byłaby po prostu taka, żeby postawić niechętnych przed faktem dokonanym i po prostu wyjść samemu. A jeśli nie samemu, to spróbować znaleźć kogoś, kto by wyciągnął z domu.
3 likes
ja zrobiłem jak mówi zuzler. Pojechałem sobie do innego miasta pomimo wyraźnemu sprzeciwowi rodziców, pomogło.
2 likes
U mnie sprzeciwu nie było, ale żeby ktoś szczególnie zachęcał do dalszych wyjść, też nie mogę powiedzieć. Niemniej właściwie od dziecka chodziłam z pieskiem na pewnej, niezbyt długiej trasie. Obecność psa jakoś złagodziła obawy i rodziców i dziadków. W momencie, gdy do tego sama dorosłam, zaczęłam chodzić i problemów nikt mi nie robił, może poza tradycyjnymi uwagami, żeby uważać na to, czy tamto.
2 likes
Nim jeszcze dojdzie do awantury spowodowanej samodzielnym wyjściem, proponuję zadać podstawowe pytania:
1. Co może mi się stać, mamo?
2. No dobrze, a jak Ciebie zabraknie, to kto mnie będzie ciągał?
itp itd.
Dużo to nie pomoże, z pewnością, ale przynajmniej da do myślenia.
Ja byłam delikatnie zachęcana do samodzielności, choć niezawsze w odpowiedni sposób, zwłaszcza przed tatę.
Jeżeli chciałam zrobić coś sama i zdecydowanie o tym mówiłam, nie było sprzeciwu.
Ale znam wiele osób, które miały takie problemy.
1. Co może mi się stać, mamo?
2. No dobrze, a jak Ciebie zabraknie, to kto mnie będzie ciągał?
itp itd.
Dużo to nie pomoże, z pewnością, ale przynajmniej da do myślenia.
Ja byłam delikatnie zachęcana do samodzielności, choć niezawsze w odpowiedni sposób, zwłaszcza przed tatę.
Jeżeli chciałam zrobić coś sama i zdecydowanie o tym mówiłam, nie było sprzeciwu.
Ale znam wiele osób, które miały takie problemy.
1 likes
Drugie pytanie powinno szczególnie dawać rodzinie do myślenia.
Choć istnieje też na to nieśmiertelny kontrargument: wiem, że sobie radzisz, ale przecież narazie mogę pomagać.
Choć istnieje też na to nieśmiertelny kontrargument: wiem, że sobie radzisz, ale przecież narazie mogę pomagać.
Ja się zakochałam i to nauczyło mnie samodzielności.
Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b.
Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga.
Oczywiście takiej osoby nie było.
Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś?
Ja owszem.
Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b.
Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga.
Oczywiście takiej osoby nie było.
Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś?
Ja owszem.
Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
A czy ta osoba dąży do samodzielności, czy jest jej tak dobrze? Czy wszędzi jeździ z mamą, czy ma jakieś miejsca, gdzie sama dociera?
--Cytat (magmar):
Ja się zakochałam i to nauczyło mnie samodzielności.
Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b.
Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga.
Oczywiście takiej osoby nie było.
Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś?
Ja owszem.
Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
--Koniec cytatu
--Cytat (magmar):
Ja się zakochałam i to nauczyło mnie samodzielności.
Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b.
Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga.
Oczywiście takiej osoby nie było.
Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś?
Ja owszem.
Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
--Koniec cytatu
Umnie od małego moja mama wręcz nakłaniała mnie do samodzielnych wyjść. Na początku na podwurko gdzie z balkonu miała na mnie oko a z wiekiem im starszy to dalej. Tak , że w wieku 17 lat jeździłem po Warszawie sam. A potem do Krakowa i z powrotem.
2 likes
Postawić przed faktem dokonanym. U mnie działa ;). Raz tak zrobię i później z górki mogę daną rzecz ogarniać sam.
1 likes
Ej, ale w sumie to jest strasznie przykre, że musimy uciekać się do takich podstępów. :(
Edited
2 likes
Jest, ale prędzej czy później i tak dojrzały człowiek przestanie zgadzać się z tym czy tamtym, co mają do powiedzenia rodzice i zacznie robić po swojemu. To jest tylko objaw takiego postępowania.
2 likes
nie jest przykre, jest konieczne. Gdyby wielu ludzi się innym ludziom nie postawili, wiele wynalazków by nie ujrzało światła dziennego.
1 / 7
Next