Niektórzy bliscy kategorycznie zabraniają niewidomym samodzielnych wyjść. Nawet jeżeli pozwalają na jakąś samodzielność w domu, gdy usłyszą, że delikwent zamierza sam gdzieś się wybrać reagują sprzeciwem. Czy doświadczylicie takich problemów? Jeżeli tak to czy udało się wam je przezwyciężyć?
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
A ja pamiętam, jak jedna nauczycielka traktowała mnie niemal jak zgniłe jajko. W końcu nie wytrzymałem i zasymulowałem upadek ze schodów. Podeszła maksymalnie przerażona, a ja wstałem i powiedziałem, że to był żart. Pomogło.
O, znam osobę, która postąpiła podobnie i też pomogło. Poza tym cóz, moja recepta na samodzielne wyjście byłaby po prostu taka, żeby postawić niechętnych przed faktem dokonanym i po prostu wyjść samemu. A jeśli nie samemu, to spróbować znaleźć kogoś, kto by wyciągnął z domu.
U mnie sprzeciwu nie było, ale żeby ktoś szczególnie zachęcał do dalszych wyjść, też nie mogę powiedzieć. Niemniej właściwie od dziecka chodziłam z pieskiem na pewnej, niezbyt długiej trasie. Obecność psa jakoś złagodziła obawy i rodziców i dziadków. W momencie, gdy do tego sama dorosłam, zaczęłam chodzić i problemów nikt mi nie robił, może poza tradycyjnymi uwagami, żeby uważać na to, czy tamto.
Nim jeszcze dojdzie do awantury spowodowanej samodzielnym wyjściem, proponuję zadać podstawowe pytania: 1. Co może mi się stać, mamo? 2. No dobrze, a jak Ciebie zabraknie, to kto mnie będzie ciągał? itp itd. Dużo to nie pomoże, z pewnością, ale przynajmniej da do myślenia. Ja byłam delikatnie zachęcana do samodzielności, choć niezawsze w odpowiedni sposób, zwłaszcza przed tatę. Jeżeli chciałam zrobić coś sama i zdecydowanie o tym mówiłam, nie było sprzeciwu. Ale znam wiele osób, które miały takie problemy.
Drugie pytanie powinno szczególnie dawać rodzinie do myślenia. Choć istnieje też na to nieśmiertelny kontrargument: wiem, że sobie radzisz, ale przecież narazie mogę pomagać.
Ja się zakochałam i to nauczyło mnie samodzielności. Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b. Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga. Oczywiście takiej osoby nie było. Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś? Ja owszem. Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
A czy ta osoba dąży do samodzielności, czy jest jej tak dobrze? Czy wszędzi jeździ z mamą, czy ma jakieś miejsca, gdzie sama dociera? --Cytat (magmar): Ja się zakochałam i to nauczyło mnie samodzielności. Musiałam uciekać się do małych kłamstewek, że jestem w miejscu a, a byłam w miejscu b. Moich rodziców uspokajała wiadomość, że jest osoba trzecia, która nam pomaga. Oczywiście takiej osoby nie było. Mustafo, Gadaczce naprawdę się nie nudzi, poruszyła problem nadopiekuńczych rodziców, czy nigdy się z czymś takim nie spotkałeś? Ja owszem. Osoba jest grubo po trzydziestce i w wiele miejsc jeździ z mamą.
Potem jak zaczęłam studiować miałam więcej możliwości sprawdzenia siebie.
--Koniec cytatu
Dziękuję użytkownikom portalu Elten Link za możliwość obserwowania środowiska niewidomych. Stanowiło to dla mnie etap wstępny do pracy z niewidomymi na żywo.
Umnie od małego moja mama wręcz nakłaniała mnie do samodzielnych wyjść. Na początku na podwurko gdzie z balkonu miała na mnie oko a z wiekiem im starszy to dalej. Tak , że w wieku 17 lat jeździłem po Warszawie sam. A potem do Krakowa i z powrotem.
Jest, ale prędzej czy później i tak dojrzały człowiek przestanie zgadzać się z tym czy tamtym, co mają do powiedzenia rodzice i zacznie robić po swojemu. To jest tylko objaw takiego postępowania.
Przykre jest to, że musimy udowadniać również najbliższym, że jesteśmy bardziej normalni niż sobie wyobrażają. Problem w tym, że wielu z nas dało się przekonać, że rację ci najbliżsi jednak mają.