a mi na pan nie przeszkadza jak kogoś nie znam, nie muszę mieć z każdym niewiadomo jakiego kontaktu, jak ktoś mi tylko pomaga dojść gdzieś, co nieznaczy, że na ty, mi przeszkadza.
@łowca Mało jest niewidomych, którzy by się tak na serio za tę niewiedzę obrażali, czy wkurzali, to nie o to chodzi. Bardziej chodzi o to, że tym bardziej, jak tak żyjesz zawsze i dla ciebie to normalne, to po kilkunastu / dziesięciu latach może zacząć cię męczyć, że jesteś traktowany trochę mniej poważnie. Oczywiście racją jest, żę to się zmienia i dzięki Bogu.
pewne sytuacje biorę przymróżeniem oka, obracam na dobry dowcip - np. wejście w słup - ja sobie to wyobrażam jak stoję z boku i patrzeę na siebie - ubaw po pachy hehe. Oczywiście to tylko przykład. Pierwszym odruchem w takim przypadku to jest qrwa z wieloma wykrzyknikami, a potem reflekcja i sam się z sibie śmieję. Ostatnio podciął mnie niski murek - rypnąłem o glebę, aż zachuczało, dawne treningi chyba uratowały mnie przed większymi obrażeniami więc tylko obtarte piszczele prawie do mięsa - tutaj jeansy mnie ochroniły bo tak to zdarłoby mi sórę - oczywiście nic przyjemnego, ale potem sobie - jak już ból ten największy minął - wyobraziłem sobie jak widzę - stawia gość pierwsze trzy kroki, ejest, a nagle myk i gościa niema hehe
Zwracanie się do kogoś na "pan"/"pani" jest głęboko zakorzenione w polskie jkulturze i obserwując młodych ludzi, nie szybko ten nawyk zniknie z języka polskiego. :) Mnie osobiście to nie przeszkadza, jeśli tylko jest wypowiedziane z szacunkiem, lubię ten specyficzny rodzaj dystansu. Ale nie znaczy to, że uważam, że zwrócenie się do kogoś na "ty" jest przejawem braku szacunku. Wszystko zależy od sytuacji, od tego, z kim rozmawiam, kiedy i o czym. :)
Ja tam obie formy lubię i nawet dzisiaj, no OK wczoraj obu doświadczylem. Przy czym sam używam Pan Pani i to pisane z dużej litery i to nie tylko dlatego, że istnieje jakiś stosunek wykłądowca/student, czy uczeń/nauczyciel, akurat jak powiedziała to MOnia01: Jest to głęboko zakorzenione w naszej kulturze i... Warto takie coś podtrzymać. Swoją drogą ja od dość niedawna zacząęm doceniać naszą polską kulturę, szczególnie to minioną np. w czasach międzywojennych. W końcu czymy wszyscy musimy być jak te amerykańce? Już i tak wszystko schodzi na psy, przepraszam, że zofftopuję, ale.. Taki przykłąd: Dzisiaj przeprowadziłęm dość ciekawą rozmowę (popartą przykładami przez osobę ze mną rozmawiającą) o muzyce Trance i teraz idąc na imprezę nie odróżniż jednego DJ'a od drugiego, przy czym ja już nie mówię o konkretnych kawalkach, a o konkretnych artystach. Wszyscy chcą tak samo, bo tak się teraz gra. Teraz utwór najbardziej mi o Psy trance chodzi to jest nałożenie efektów na głosy i oczywiście kick, ewentualnie jakieś dźwięki, ale brak linii melodycznej a nie jak było w latach 90/wczesnych 2000. I to jest troszkę analogia do tego, że co niektórzy nie lubią jak się mówi Pan Pani, a to jest jeden zunikatów naszej kultury.
Dzisiaj ja przychodzę z pewną kwestią, która chyba najlepiej wpisuje się w ten wątek. Sytuacja z piątku. Jak wspominałem wielokrotnie, chodzę do liceum masowego. Dojeżdżam tam czy wracam zwykle samemu, po szkole też samodzielnie się umiem poruszać i tak dalej. Więc myślałem, że w trzeciej liceum nikt nie będzie wątpił w może nie moją samodzielność, a, hmm, po prostu to, że pewne rzeczy umiem. Wkrótce odbywa się pielgrzymka maturzystów na Jasną Górę, na którą bardzo chciałem się udać. Tym czasem usłyszałem, że musi ze mną jechać np. rodzic. Dlaczego? Bo mną trzeba się zająć, a pani nauczycielka się tego nie podejmie. To znaczy, ja rozumiem, że ma całą grupę i nie mam pretensji o to, że się jakiejś wielkiej opieki podejmować nie chce. Tylko jest kilka ale. Po pierwsze, nie wiem jakiej wielkiej opieki trzeba na, podkreślę, jednodniowej pielgrzymce, nie tygodniowej wycieczce, gdzie jednak grupa w większości jest razem. Będą tam osoby z mojej klasy, które znam i które na pewno potrafiłyby po prostu pokazać, gdzie trzeba iść, podprowadzić gdzieś. Byliśmy na nie jednej wycieczce klasowej, w tym przez pięć dni w Krakowie, chodziliśmy po lasach, czołgaliśmy się w Wieliczce i wspinali na górę i jakoś problemu nie było. Nie chcę tu mówić, że osoba niewidoma to żaden problem, nic z tych rzeczy, to zawsze niestety pewna potrzeba pomocy chociażby, żeby ktoś gdzieś zaprowadził z grupą. Ale dziwi mnie sam wymóg rodzica. Obecnie prawdopodobnie na pielgrzymkę się niestety nie udam. Istnieje bowiem pewna granica tego, czego wymagać można. To znaczy, ja nie chcę tutaj udawać jakiegoś nadmiernie dorosłego, bo takim nigdy się nie czułem i nie czuję. Ale kiedy mamy pielgrzymkę maturzystów, z nazwy, sami maturzyści, konkretnie nas jedzie ponad setka, to już sam charakter wskazuje na to, że nie miejsce to dla rodzica. Poza tym, ludzie, ja jestem ponoć licealistą, a nie człowiekiem w podstawówce. Dlaczego o tym mówię. Doszedłem bowiem do wniosku, że są ludzie, jak w tym przypadku ta nauczycielka, którzy nie wiem czemu nie rozumieją pewnych rzeczy mimo, że przecież widują mnie codziennie na korytarzach, ulicach, dworze. Mimo, że przekonywałem, iż dam sobie radę, klasa obiecała się mną zająć, jest pewien strach. Nie mam do tej osoby żadnych pretensji, jest mi po prostu przykro i jestem zdziwiony reakcją.
I tak jesteś bardzo miły, że nie masz żadnych pretensji, dziwnie postępują, zwłąszcza, jak klasa deklaruje pomoc. Bez sensu są takie reakcje kompletnie, głupie to jest, jeśli ktoś tak robi, zwłąszcza, jak wie, że jesteś samodzielny, a wiadomo, że jesteś skoro sobie sam jeździsz itd. No więc dziwne, dziwne.
dawid, może porozmawiaj z wychowawcą? Może on jakoś wpłynie na nauczycielkę religii? Chociaż z drugiej strony... nie wie czy chciałabym jechać gdziekolwiek z kimś kto postrzega mnie tak, jak Ciebie ta pani.
Nie odpuszczaj tak szybko. Porozmawiaj jeszcze. Ruwnież nie chciałabym z kimś takim jechać wiedząc jaki ta osoba ma do mnie stosunek, ale z drugiej strony będziesz miał tam osoby, które są tobie przychylne, czyli kolegów z klasy.
Ludzie się fiksują i czasem trzeba siłowo powiedzieć: WYchodzę o tej i o tej, więc się nie zdziw, że mnie nie ma i to tak żeby osoba nie miała opcji reakcji, no, ale... TU sytuacja troszkę inna, ludzie w pewnym wieku nie są tak elastyczni, ja sam po sobie to zaczynam widzieć i jak gdzieś taki stereotyp im się wbije to.. Mimo tego, że coś zaprzecza sobie to... Będą przy swoim sterczeć, a wątpię żeby w grupie było się jakoś łatwo zgubić, no ale ok.
No, ale jak nie pojedziesz na tą pielgrzymkę to stracisz jedyną okazję. Istnieje prawdopodobieństwo, że ona się powtórzy, ale musiał byś niezdać i jeszcze raz chodzić do klasy maturalnej XD
Inna sprawa, że ludzie też nie chcą na siebie odpowiedzialności brać za to, że coś CI się stanie. A to jest jedna z największych krzywd jakie można niewidomemu zrobić, nie pozwolić mu, bo nie i już, a najlepiej go zamknąć jak się wychodzi żeby mu czasem do głowy nie przyszło wyjść. A potem czlowiek w doroslym życiu albo nie ma siły dalej walczyć, albo musi powoli sam krok po kroku naprawiać błędy innych. Takie czasem są realja. NO, ale to już skrajności. :D
Nie można w ten sposób podchodzić, postawice się na miejscu nauczycilea, On bierze odpwiedzialność za uczniów. To nie jest zachowanie skierowane jako przeciw osobie niewidomej, u mnie w szkole syna jak wracali z teatru nie wolno Mu było wysiąść na przystanku jak rpzejrżdżali w drodze do domu tylko wszyscy musieli dojechać pod szkołę bo nauczycelka brała odpowiedzialność za uczniów od wyjścia ze szkoły do teatru do NDKDIpowrotu ich po spektaklu.DDDDDD
Łowca ma rację z tym, że jest odpowiedzialność. Nie wiem, jak ta odpowiedzialność ma się na pielgrzymce, w której jako grupa łączymy się z kilkoma szkołami, same osoby dorosłe, nie mówię, że odpowiedzialności nie ma, po prostu nie znam prawa w tym zakresie. Co do wychowawcy, to też zły pomysł. Nasz wychowawca stwierdził m.in., że skoro nie widzę, to nie mam poco iść na studniówkę, byłem tam, ale, no wiecie. :D Ogólnie kkwestia pewnego ogarnięcie, że niewidomi umieją ma się tak. Ludzie dzielą się na tych, co zrozumieją, pozwolą na wszystko, w granicach rozsądku, i tych, którzy będą się bać dotknąć, aby nie przewrócić.
No to pojedź z rodziną, jeśli bardzo chcesz, albo z kolegami z klasy sami jeśli rodzice ich i ciebie puszczą. Tak w weekend, ale raczej tak się nie da.