To jest tak: Źródło: Denis McQuail - "Teoria komunikowania masowego"
Schemat narracyjnej logiki romansu. Składa się ona z następujących elementów: 1. Tożsamość społeczna bohaterki zostaje zakwestionowana 2. Bohaterka wchodzi w konflikt z arystokratą 3. Arystokrata wykazuje ambiwalentny stosunek do bohaterki 4. Bohaterka interpretuje zachowanie bohatera jako dowód czysto seksualnego zainteresowania. 5. Bohaterka reaguje na zachowania bohatera gniewem i chłodem. 6. Bohater mści się, karząc bohaterkę 7. Bohaterka i bohater oddalają się od siebie fizycznie i/lub emocjonalnie. 8. Bohater traktuje bohaterkę z czułością. 9. Bohaterka ciepło odwzajemnia czułość bohatera. 10. Bohaterka zaczyna rozumieć ambiwalencję bohatera jako skutek wcześniej doznanej krzywdy. 11. Bohater oświadcza się/otwarcie wyznaje miłość/udowadnia niezłomne oddanie bohaterce w akcie najwyższej czułości. 12. Bohaterka reaguje seksualnie i emocjonalnie. 13. Bohaterka odzyskuje swoją tożsamość
Trudno porównać te dwie pozycje. Jak dla mnie bardziej dydaktyczna była "Sierotka Marysia" jeszcze przeczytana przez Kwiatkowską. wrrrrr. Ta Pani nie powinna czytać literatury dziecięcej. Dobra, bo narażę się niektórym. ANi słowa więcej hiehie.
-- (markus1234): Gorzej, że dali tego Pinokia w kanonie lektur. Bardziej mi się podobała lektura Oto jest Kasia.
--
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
Wracając na moment do sierotki, jest w tej knidze coś wzbudzającego litość, wszystko wrecz krzyczy Ulitujże się czytelniku, toć ona sierota, i Kwiatkowska jeszcze podkręca atmosferę swoim nienaturalnym, płaczliwym falsecikiem. Dobra, jest jeszcze coś. Była sobie legenda o Św. Aleksym. Pamiętacie to?
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
Co do Kwiatkowskiej, to niestety się muszę zgodzić. Co do św. Aleksego, to z kolei ja akurat jestem w stanie chyba zrozumieć. No taki lajf, że te legendy o świętych są dydaktyzmem przeładowane do bólu i im święty bardziej cierpiący, tym lepiej. Z samą historią to się ni cholery nie zgadzam, bo nie widzę np. nic bohaterskiego i wspaniałego w braniu ślubu i wiązaniu kogoś przysięgami tylko po to, żeby sobie zaraz stwierdzić, że w sumie to "wiesz co, ja to jednak nie chcę, ale zostań cnotliwa i czysta do końca życia" i iść sobie w cholerę. Niemniej z tą akurat legendą wiąże się jedno wspomnienie. Mianowicie tłumaczenie czy może ułożenie jej w rymy było tak żałosne, że najpierw, gdy nauczycielka czytała nam na lekcji, połowa klasy zaczęła się uśmiechać, a gdy doszło do jakiegoś wyjątkowo "udanego" rymu gdzieś pod sam koniec, gdzie słowo "wziąć" rymowało się z drugim słowem "wziąć", po prostu zaczęliśmy się na głos śmiać.
Primo, skrzywdził tę kobietę, secundo nic nie zrobił dla drugiego człowieka, jeno se leżał. Mogliby skupić się na żywotach innych świętych, żeby pokazać średniowieczne trendy
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
No pokazać, o co chodzi w tym średniowiecznym pojęciu ascezy. Jak by nie patrzeć, ta historia jest tak dla nas niezrozumiała i nielogiczna, że sporo mają do tłumaczenia. Zresztą akurat św. Aleksy to dość typowa dla tego wschodniego kręgu postac, tak jak dla zachodniego św. Franciszek. To, o ile wiem, tak, jakby zmienić w kanonie omawianie Prusa, który przecież polskiej literaturze mnóstwo dał na omawianie... No nie wiem, jakiegoś tam mało znaczącego pisarzyny z podobnego okresu.
Tak się składa, że moją antypatią zostały obdarzone w większości lektury szkolne, gdyż dla siebie wybieram takie książki, żeby mi się podobały i jak jakaś mi się od początku nie podoba, po prostu ją porzucam, a kanon lektur jest dla mnie nie zrozumiały. Zatem: "W pustyni i w puszczy", "Quo vadis", "Potopu" nawet nie zamierzam czytać, te rozwlekłe opisy Sienkiewicza mi się nie podobają, ale zostały mi polecone dwa mniej znane utwory Sienkiewicza, więc jak przeczytam, okaże się, czy one będą mi się podobać. Dalej: "Antygona", "Dzieje Tristana i Izoldy", "Legenda o świętym Aleksym", "Konrad Wallenrod", "Dziady część trzecia", "Dziady część czwarta", "Pan Tadeusz", "Kordian", "Skąpiec", "Świętoszek", ale nie pamiętam, co się w nim działo, przeczytałam, bo mieliśmy to omawiać, po czym się okazało, że omawialiśmy tylko "Skąpca", ale pamiętam, że mi się nie podobało. "Lalka" jest dla mnie już bardziej akceptowalna od tej romantycznej makulatury i gdyby było w niej mniej pieniędzy i żydów, jeszcze bardziej może by mi się podobała. "Powstanie 44" Norman Davies - według mnie bardzo rozwlekle napisane, aż za bardzo. Szczerze mówiąc, spodziewałam się po tej książce czegoś innego. "Gdzie jesteś, Leno?" Joanna Opiat-Bojarska - według mnie zakończenie zepsuło całą książkę, było zbyt proste. "Nad niemnem" - dobrze, że polonistka pozwoliła nam obejrzeć film, który swoją drogą tak mnie zachwycił, że w 41 minucie przestałam słuchać. Ale byłam świadkiem, jak @lwica czytała książkę i stwierdzam, że nie wiem, jak przez kilka stron można opisywać trawę, księżyc albo wygląd kogoś, po czym i tak nie dowiadujemy się, jak ten ktoś ma na imię! "Wesele" - jedyne, czego jestem względem tej książki pewna, to to, że to jest dramat! "Chłopi - tom 1" - dobrze, że mieliśmy przeczytać ten jeden tom, bo całości raczej bym nie zdzierżyła, totalnie nie moje klimaty. "Przedwiośnie" - po co to? Na co to? Wymieniłabym na np. "Lewa wolna" Mackiewicza. "Morderca liczb pierwszych" Eugeniusz Dębski - totalne zero: po pierwsze, ta książka zwabiła mnie tytułem i że dzieje się w Berlinie. Okazało się jednak, że ma Strasznie prostacką fabułę, a motyw, że główny bohater ma zapalenie druk moczowych, totalnie jest bez sensu, bo nie ma żadnego znaczenia dla akcji. "Wszystko zostaje w rodzinie" John Marrs - już dokładnie nie pamiętam, o czym to jest, ale kojarzy mi się, że nudne to było.
"Ich kann nur für das kämpfen, was ich liebe, ich liebe nur, was ich respektiere, ich respektiere nur, was ich verstehe".
This site uses cookies to enhance your experience.