Jak ktoś chce za wiele, trzeba jasno postawić granicę.
A gadanie z pośrednikami niż z osobą docelową znam, i to jak baardzo. I to nawet nie jest kwestia rodziny. Kwestia wszystkich. Niby jest ta cała inkluzywność i inne szmery bajery, ale słowami się pewnych stereotypów nie przeskoczy. Większość ludzi myśli, że jak niepełnosprawny, to niedorozwinięty.
Nie zliczę ileż to razy ktoś miast ze mną zaczynał rozmowę z osobą widzącą chociaż to ja byłem docelowym rozmówcą i o moją sprawę chodziło. Na szczęście u mnie w otoczeniu jest wyrozumiałość na tyle, że swobodnie zwracam się do rzeczonego w stylu, że skoro ja tu jestem, sprawa jest moja, to proszę ze mną konwersować i otoczenie to popiera, przytakuje i mówi, że tak jest gdyby jakiemuś znudzonemu urzędnikowi czy komuś innemu było to potrzebne.