Misiek, weź przyhamuj... -- (misiek): To ciekawe co by się stało, gdyby ktoś zjadł ręką, albo w jakikolwiek inny sposób. Tragedia narodowa by się stała? I co, siostrzyczki potem w razie lekcji usprawiedliwiały delikwenta, bo nie pozwoliły mu odejść od stołu, bo nie pokroił kotleta? :XD
Uwierz, że źle nie było a przynajmniej teraz ludzie potrafią się zachować i zjeść w resteauracji jak pan bóg przykazał. -- (misiek): To ciekawe co by się stało, gdyby ktoś zjadł ręką, albo w jakikolwiek inny sposób. Tragedia narodowa by się stała? I co, siostrzyczki potem w razie lekcji usprawiedliwiały delikwenta, bo nie pozwoliły mu odejść od stołu, bo nie pokroił kotleta? :XD
Misiek, czasami jak coś napiszesz, to człowiek zastanawia się płakać czy się śmiać. xd Tak, siostrzyczki biły rużańcem po głowie, jak ktoś nie używał noża i widelca, a potem całą noc leżenie krzyżem publicznie na korytarzu. xd -- (misiek): To ciekawe co by się stało, gdyby ktoś zjadł ręką, albo w jakikolwiek inny sposób. Tragedia narodowa by się stała? I co, siostrzyczki potem w razie lekcji usprawiedliwiały delikwenta, bo nie pozwoliły mu odejść od stołu, bo nie pokroił kotleta? :XD
Dusiły wręcz, jak przypuszczam. :p Albo rozrywały, rozrzucały koraliki po stołówce i kazały na kolanach zbierać. Widelcem. :p -- (papierek): Misiek, czasami jak coś napiszesz, to człowiek zastanawia się płakać czy się śmiać. xd Tak, siostrzyczki biły rużańcem po głowie, jak ktoś nie używał noża i widelca, a potem całą noc leżenie krzyżem publicznie na korytarzu. xd -- (misiek): To ciekawe co by się stało, gdyby ktoś zjadł ręką, albo w jakikolwiek inny sposób. Tragedia narodowa by się stała? I co, siostrzyczki potem w razie lekcji usprawiedliwiały delikwenta, bo nie pozwoliły mu odejść od stołu, bo nie pokroił kotleta? :XD
Nie chodzi o to, że piszemy o skrajnościach, ale ty nie wierz jak było a opowiadasz,że nie wiadomo co się działo,zakładając, że na pewno źle uczono jeść nożem i widelcem i pewnie nie tylko tego.
Nie, nie, nie, siostrzyczki potem za kare dawały takiego twardego kotleta. z żyłkami, którego trudno jest pokroić i jeszcze trudniej co po niektórym zjeść. XD. A tak serio to nie wiem jak to tam było, ale raczej na lekcje pójść pozwalały i żadnych tortur nie było. A przynajmniej uczone było jak jeść poprawnie i jak tu ktoś napisał potem człowiek może się bez obaw do restauracji wybrać.
Żałuje, że nie byłem tego uczony od początku. Mam lat tyle ile mam, i z bólem serca coś po kroję, w łapę nie bierę, ale chciał bym osiągnąć taką precyzję, z jaką to ogarniają nasi widzący bliscy albo dalecy.
No ja mam podobnie. Niestety w naszej szkole jak już pisałam nie przykładali do tego takiej wagi jak powinni. Ja też w łapę nie bierę, ale kurde, zawsze jakaś tam obawa jest, jak się je poza domem, że coś się z tależa wywali, że się źle pokroi. Są też takie dania, których poza domem nnie jem, takie jak na przykład naleśniki. No i mam zawsze takie głupie wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, jak jem.
Agatko to tylko wrażenie. Wierz mi, nikogo to specjalnie nie obchodzi, a jeśli nawet to ten ktoś najwidoczniej niema większych problemów w życiu. I tak do tego podchodź.
Problem u mnie jest z nieprawidłowym trzymaniem sztuczców. Muszę się tego na nowo nauczyć, może Wy drodzy towarzysze mojej doli albo i niedoli podpowiecie tak dokładniej który palec jak i gdzie na tym trzonku/ uchwycie.