Jestem jak najbardziej za tym, aby zamieszkać razem. Jestem dobrym przykładem co może wyjść z takiego zamieszkania. Dopóki mieszkaliśmy osobno było "cudownie" dopiero po zamieszkaniu razem, no ale nie ma się co rozpisywać. Wszystko i tak już niemal opisałem na blogu :P
Fiorda! to projekt dwójęzyczny, polsko-ukraiński. Fiorda, to "muzyka dla każdego o każdej porze nocy i dnia". Zapraszam do zapoznania się z tym projektem, a może znajdziesz tam coś dla siebie? http://dmsrv.pl:7181/fiorda To link do strumienia zapasowego, a główny strumień znajduje się pod adresem: http://radiofiorda.pl/stream Na razie pilot, w krótce audycje na żywo. strona projektu: https://radiofiorda.pl
Spotkałam się też z opiniami, że jak tylko wzięli ślub, wszystko zaczęło się psuć. Dla jednych oficjalny i formalny ślub będzie gwarantem czegoś stałego, da im poczucie bezpieczeństwa i zapewni lepszy sen, a dla innych będzie sygnałem, że od teraz już nie trzeba się tak starać i można sobie wrzucić na luz.
Szanuję zdanie innych, co nie oznacza, że nie mogę mieć własnego.
To kwestjaoczekiwań do związku, co oznaczazaczęłosię psuć. Jeżelisię mieszkaz kimś i nagle po ślubie jest inaczej bardzo niż przed ślubem to coś jest nie tak, ale jak w życiu oczekuje się nie wiadomo czego, żeby było ciągle jak przez pierwsze kilka miesięcy to też tak wiadomo, że nie będzie raczej.-- (MonikaZarczuk): Spotkałam się też z opiniami, że jak tylko wzięli ślub, wszystko zaczęło się psuć. Dla jednych oficjalny i formalny ślub będzie gwarantem czegoś stałego, da im poczucie bezpieczeństwa i zapewni lepszy sen, a dla innych będzie sygnałem, że od teraz już nie trzeba się tak starać i można sobie wrzucić na luz.
Kiedyś słyszałem takie, oczywiście anegdotyczne stwierdzenie, że facet to chciałby żeby kobieta się nie zmieniała. Za to ona chce aby on się zmienił. W obu tych przypadkach najczęściej jest dokładnie odwrotnie. Niby żarcik, ale chyba coś w tym jest.
W kwestii ślubu: jak w sąsiednim wątku pisałem, to nie gwarant trwałości związku. Ja od kilku lat temat relacji (a wtym partnerskiej) ujmuję przenośnią ogrodu. O ogród trzeba dbać, a przy okazji daje to satyswakcję. Jeśli któryś z ogrodników zacznie coś zaniedbywać/przestanie mu zależeć, wtedy powoli zaczyna on umierać. Pielęgnowanie go w pojedynkę staje się obciążające i jeśli nie ma perspektywy na zmianę u tej drugiej osoby, która poniechuje dbania o ogród, sens dalszego bycia w nim zanika. Słowem: każda relacja wymaga zaangażowania - jakiegoś wkładu obojga zainteresowanych. Także sam ślub nic tu nie da i czy z nim bądź bez niego to od nas zależy jakość i trwałość związku. W temacie wątku: jestem tego samego zdania jak większość komentujących - tak jak seks, tak i mieszkanie razem przed ewentualnym ślubem uważam za właściwe. :)
Dziękuję. No, coś w tym jest, bo miewałem i znowu miewam przykłady gdzieś w rodzinie. Nawet nie ma znaczenia, czy to kościelny czy cywilny ślub - omawiany temat wygląda tak samo. :D
Zdecydowanie jestem za wspólnym mieszkaniem przed ślubem. Ktoś tu napisał, że tego samego można się dowiedzieć będąc z kimś na przykład na wyjeździe. Nie zgadzam się kompletnie, w takich sytuacjach ludzie jednak mimo wszystko zwykle starają się bardziej, bo nie czują się aż tak pewnie jak u siebie w domu. :)
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Nie, nie i jeszcze raz nie. Spotkać się na dwa, trzy tygodnie, poprzebywać razem i sprawdzić, jak się razem funkcjonuje, w przypadku niepełnosprawności jednej ze stron albo obydwu, ale mieszkać razem - nigdy w życiu!
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
Analogicznie można w drugą stronę. Dwie osoby przebywają ze sobą nierególarnie, biorą ślub podejmując decyzję o mieszkaniu razem. I nagle po pół roku okazuje się, że coś jednak nie zagralo. Niestety osobiście znam taki przypadek, więc argument o osobnym mieszkaniu w imie jakichś średniowiecznych zasad, uważam za argument z tyłka wyjęty. Nie obrażając przy tym nikogo.
Hehe, a co zmieni to, że już po ślubie ze sobą zamieszkacie? W sensie może nie personalnie ale akurat tak wychodzi... Co to Ci da, że poprzebywasz 2 / 3 tygodnie i won do siebie, a potem weźmiesz ślub i co? I nagle 2 czy 3 tygodnie sobie nie poprzebywasz? Czy jednak też poprzebywasz bo stwierdzisz, że mieszkać ze sobą to nigdy w życiu? Ja wiem, że po ślubie to po ślubie, ale... Ale przecież po ślubie też się możecie nie dogadać jednak. Ja wiem, że 2 / 3 tygodnie to już daje jakiś obraz tego, jak to może wyglądać po przeprowadzce do siebie, ale... ale.
Chyba zbyt mocno obawiałabym się, że jednak potem w trakcie wspólnego mieszkania wyjdą jakieś rzeczy, które bardzo ciężko będzie przeskoczyć. Spotkania to jednak co innego, wtedy obie strony się starają, spędzają ze sobą czas non stop, i zajmują się głównie tym, a gdy przychodzi normalne życie, obowiązki, wspólne decyzje, aktywności domowe, przyzwyczajenia i wszystko inne, to sprawa się może mocno skomplikować.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Kwestia jest taka, że ludzie zapominają, że seks to nie wszystko i myślą, że seks im wystarczy. Przygotowanie do małżeństwa polega na poznaniu się pod względem duchowości i wartości, a mieszkanie wspólne to zabiera, ponieważ ludzie skupiają się na współżyciu, a nie na tym, by drugą osobe dobrze poznać. To jest tylko dobra wymówka, ale rozumiem, że jak ktoś nie wierzy to tego nie zrozumie. Bardzo dobry przykład podała magda kleczyńska w podcaście więcej niż seks, gdzie zapytała parę, która mieszkała razem, czy przegadali tak podstawową kwestie jak to, gdzie będą mieszkać po ślubie i każde z nich powiedziało, że u niego i rozpętała się kłutnia. Dla mnie to pokazuję, że jak nie ma randek tylko cały czas mieszkamy razem to nie ma powodu rozmawiać o różnych kwestiach relacji, a potem są kłutnie i rozwody. Kolejna kwestia to wierność, czy nie jest tak że byś chciała mieć pewność, że facet, z którym będziesz, będzie tym na całe życie. Jeśli tej pewności nie masz nie zaangażujesz się nawet w seksie na 100%. Po przez randki i poznawanie się można to zauważyć i zweryfikować, a seks to przykrywa i niby jest dobrze, a potem problemy się napiętrzają, bo okazuję się, żę wiele kwestji jest nie przegadanych.
This site uses cookies to enhance your experience.