W HP owszem - dobrze się trzymali wspierali się, byli dla siebie przyjaciółmi, ale samą w sobie przyjaźń, to, jak ona działa już jednak lepiej opisuje Kosik we FNiN.
@Pates Tak, właśnie wbrew pozorom nie czepiałabym się tego, bo bywało różnie, oni też byli różni, czasami zachowywali się wobec siebie nie w porządku, ale mimo wszystko ta relacja przetrwała. A oto chyba chodzi, nie? Tak się zastanawiam, czy jakąkolwiek relację w "Igrzyskach śmierci" można by nazwać przyjaźnią.
A dróżyna geralta? I to ich wspólne gotowanie zupy? Tam świetnie wybrzmiało to, ze w pojedynkę to sobie średnio poradzisz i choćby po to, żeby sobie radzic, potrzebujesz przyjaciół
-- (Zuzler): ALe Zoltan i Geralt nie byli przyjaciółmi. W Wiedźminie właściwie nie ma chyba takich prawdziwych przyjaźni, bo nawet Geralt i Jaskier to bardziej tacy koledzy, niby jeden na drugiego mógł liczyć, ale tak bez szału.
A tak, tu pełna zgoda, oni faktycznie byli takimi typowymi, szkolnymi przyjaciółmi
-- (Zuzler): W HP owszem - dobrze się trzymali wspierali się, byli dla siebie przyjaciółmi, ale samą w sobie przyjaźń, to, jak ona działa już jednak lepiej opisuje Kosik we FNiN.
Czasem mam wrażenie, że to przede wszystkim Ciriczuła się związana ze szczórami przyjaźnią, bardziej niż oni ze sobą, jeśli wiesz, co mam na myśli
-- (Zuzler): Ok. Wycofuję. Drużyna Geralta to lepszy przykłąd niż Szczury właściwie, bo relacje ich łączące były zdrowsze i oni sami byli normalniejsi.
Fakt, w HP jedyny wysiłek, jaki widziałam, to był w IV części i w vII części, ale te sprzeczki to były już takie prawie że na amen, a nie było takich zwykłych, ludzkich, takiej zwyczajnej irytacji na kogoś, tak jak w FNiN irytowali się na neta na przykład
-- (Zuzler): Ale w FNiN był pokazany mechanizm i wysiłek, jaki było trzeba podjąć, żeby się poodzić. Dla mnie oni są bardziej żywi niż trójka z HP.
Niedawno skończyłam "władcę pierścieni" i bardzo mi się podobało, jak była przedstawiona przyjaźń Legolasa i GImlego. Najlepsze w tym było to, że to wcale nie było oczywiste, na początku nawet się nizbyt lubili, ale tk trochę bez sensu, bo na tle rasowym w sumie. I potem wyjaśnili sobie różne rzeczy i właśnie polubili siędlatego, że się zrozumieli. A bardzo często na świecie właśnie tego brakuje, tego, żeby ludzie chcieli poznać nieznane i docenić tę naukę. I te ich dialogi typu: płacili byśmy ciężkie pieniądze, żeby zobaczyć pieczary... MHM, ja bym zapłącił, żeby ich nie widzieć! :d W podobnym momencie wzruszające było, jak nie wiadomo było, czy Gimli przeżył i tamten niby powiedział, że chciałby mu powiedzieć, ilu orków załatwił, a tak serio widać było, że się martwi po prostu.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Co do drużyny Geralta, to mam wrażenie, że oni wszyscy jakoś tam byli przyjaciółmi Geralta, dobrze się razem czuli, ale czy Geralt był ich przyjacielem... I tak, bo potrafiłby się dla nich w jakimś stopniu poświęcić i jakoś tak jakby nie do końca, bo wszystko przysłaniał mu jeden cel.
This site uses cookies to enhance your experience.