Pisałem o Huncwotach, ale niech ci będzie, jeszcze jeden przykład przyjaźni, jaką bardzo cenię? Aż dziw, że o niej zapomniałem. Will i Horace ze Zwiadowców, przyjaźń z początku trudna, zaczynająca się wręcz od nienawiści, a z czasem coraz mocniejsza i wręcz wzocowa, kolejny przykład przyjaźni prawdziwej i doskonałej.
Jak Riordan to Riordan. Thalia, Luke, Annabeth, przyjaźń, która nie przetrwała próby czasu. Z początku idealna, doskonała, ale niestety stało się, jak stało. Kronos zniszczył tak piękną relację. Natomiast to jak Thalia oddała życie za przyjaciół, no cóż... TO świadczy o tym, jak ważni dla niej byli Annabeth i Luke.
Otuż to. No i ta wiara jaką mimo wszystko pokładała ANnabeth w Luke'u, jak mimo wściekłości gdzieś tam go usprawiedliwiała. No i kolejna przyjaźń też z riordana, Percy i Rachel.
Rachel i Percy to trudna kwestia, ciężko mi tą przyjaźń omawiać, bo trudno ocenić, czym właściwie była, przynajmniej z początku, natomiast relacja ciekawa zdecydowanie. A teraz moja ulubiona z Olimpijskich Herosów, bardzo trudna, tak trudna, że aż na blogu o nij wypisałem 20000 znaków. :D Ale... Reyna i Nico.
No to była też ciekawa relacja. Z innych książek. Paul i Elaine z zielonej mili, Luke i Han z gwiezdnych wojen, choć w tym wypadku na przyjaźń się z początku nie zanosiło. Ale przyjaźń z pierwszego mojego przykłądu naprawdę mi się podobała.
W wyniku ostatniej dyskusji zaczęłam się poważnie zastanawiać nad relacją Froda i Sama. Dawidzie, możesz to uznać za bluźnierstwo z mojej strony, ale naprawdę zaczynam mieć wątpliwości co do kwestii, którą poruszyłeś. Prawdę powiedziawszy, nie dałabym sobie palca uciąć za to, że Frodo byłby Samowi równie wierny, jak Sam jemu. Jeszcze się temu przyjrzę, bo książki teraz pod ręką nie mam, ale o ile pamiętam nie ma tam solidnej podstawy, na której można by takie stwierdzenie oprzeć. Frodo był w tej relacji stroną, która głównie brała i ja to rozumiem, nie dyskutuję z tym, bo w tej konkretnej sytuacji było to po prostu konieczne. Sam również to rozumiał, też z tym nie dyskutował - z resztą raczej mało miał do powiedzenia, bo nam tu jeszcze dochodzi relacja pan - sługa, która też wbrew pozorom sporo komplikuje. I teraz... Czy to rzeczywiście można nazwać przyjaźnią? Czy wierność Sama nie wynikała bardziej z jego pozycji społecznej; jako sługa musiał być wierny i rzeczywiście był. Jak sam przyznawał, kochał Froda. Obawiam się tylko, czy nie było to odrobinkę... jednostronne i czy przypadkie Gandalf tego perfidnie nie wykorzystał. Od Sama oczekiwało się wierności, lojalności, ze względu na jego status. Zastanawiam się, czy to jest chore, czy jednak mimo wszystko wspaniałe Postawa Sama jest niezaprzeczalnie piękna.
Kiedyś się nad tym zastanawiałem, nawet wielokrotnie. Ale, nie wydaje mi się.
Zacznijmy, nim wejdziemy w analizę lektury, od postawy Tolkiena i jego kreacji świata. Sama zauważyłaś, że ten świat jest doskonały, idealny, nie wierzę, by o to chodziło Tolkienowi. Ale skupmy się na analizie książki.
Będę posiłkował się oryginałem brytyjskim, bo tą wersję mam pod ręką, węc przekład własny, przepraszam za różnice z oryginałem. :)
No, Sam. Not yet, anyway, not further than the Havens. Though you too were a Ring-bearer, if only for a little while. Your time may come. Do not be too sad, Sam. You cannot always be torn in two. You will have to be one and whole, for many years. You have so much to enjoy and to be, and to do. Nie, Sam. W każdym razie na razie nie poza przystań. Chociaż ty też byłeś Powiernikiem Pierścienia, choćby przez krótką chwilę. Twój czas może nadejść. Nie bądź zbyt smutny, Sam. Nie możesz wiecznie być rozdarty na dwie części. Będziesz musiał być jedną i całą, przez wiele lat. Przed tobą jeszcze wiele chwil szczęścia i radości, wiele rzeczy do zrobienia, wiele opowieści do wysnucia.
To są oczywiście słowa Froda w Szarej Przystani, które fajnie ukazują jego stosunek. Ale, są i ważniejsze fragmenty. Po pierwsze, pamiętaj, to Sam odnalazł Froda nad Raurosem, Frodo chciał odejść samotnie. Czy miał odrzucić przyjaźń i wsparcie Sama?
Nie mniej ważne są słowa Froda wypowiedziane po zniszczeniu pierścienia: “I am glad you are here with me. Here at the end of all things, Sam.” Cieszę się, że jesteś tu ze mną, Sam. Teraz, gdy wszystko wokół się kończy.
Wierzę, że były to całkowicie szczere słowa. Frodo nigdy nie traktował ludzi instrumentalnie. Pamiętaj, jak bardzo dbał o życie każdego jednego człowieka i hobbita w ostatniej bitwie w Shire.
Jest jedn cytat, który chciałem przytoczyć, ale na szybko nie mogę go znaleźć. Dopiszę, jak znajdę. “I am glad you are here with me. Here at the end of all things, Sam.”
Znalazłem, nie tam, gdzie myślałem. Nie Rozdział Elrond COuncil. Jak znajdzie ktoś tłumaczenie polskie, może zapodać, tutaj mój szybki przekład.
- Samie, gdybyś poszedł ze mną, byłaby to niemal pewna śmierć dla ciebie. Nie, samie, nie mogę Ci na to pozwolić. - powiedział Frodo. - Śmierć nie jest tak pewna, jak to, że nie mogę zostać w tyle, kryć się, gdy pan pójdzie z pierścieniem. - Nie rozumiesz tego, Samie. TO nie będzie podróż tam i z powrotem, to nie będzie niczym opowieść kończąca się wiecznym szczęściem, to nie będzie nawet przygoda prowadząca ku chwale, pieśń, którą zadrżą struny lutni. Ja idę do Mordoru, do cienia, by w cieniu zniknąć. - Wiem to, pani Frodo. I idę z panem.
Wiem, wiem, ale zabawię się trochę w adwokata diabła. Wybacz. Nie kwestionuję tego, że Frodo dobrze go traktował, dobrze mu życzył (cytat z Szarej Przystani). Nie kwestionuję też tego, że cieszył się z jego obecności, ani tego, że nie traktował ludzi instrumentalnie, bo był po prostu z natury dobry. Ale nie mogę znaleźć dowodu na to, że to co było ze strony Froda, względem Sama, można nazwać przyjaźnią.
Tylko wiesz, po chwili namysłu. Nie, nie twierdze, że postępowanie Froda było całkiem słuszne, ale... Harry się kłócił, wściekał, dyskredytował ich wielokroć. Frodo szczerze ostrzegał, tak, wiem, że Sam znał ryzyko. Ale z drugiej strony, czy jako przyjaciel mógł po prosu powiedzieć mu: spoko, chodź ze mną? Czy miał prawo go chociaż o to prosić? Myślę, że z perspektywy moralnej jego słowa były słuszne, inna sprawa to rozmowa w Ustroni, tam bardziej zharryował.
"- Samie, gdybyś poszedł ze mną, byłaby to niemal pewna śmierć dla ciebie. Nie, samie, nie mogę Ci na to pozwolić". Do tego momentu się z Frodem zgadzam. Lojalnie ostrzega, może chcieć mu na to nie pozwolić. Dobrze to o nim świadczy. Ale to już boli: "- Nie rozumiesz tego, Samie. TO nie będzie podróż tam i z powrotem, to nie będzie niczym opowieść kończąca się wiecznym szczęściem, to nie będzie nawet przygoda prowadząca ku chwale, pieśń, którą zadrżą struny lutni. Ja idę do Mordoru, do cienia, by w cieniu zniknąć". Eee, ładne miał o nim zdanie. Coraz lepiej to wygląda. :) Obaj wiedzieli tyle samo. Frodo jednak zakłada, że rozumie to lepiej, a zakłada tak na podstawie, zdaje się, swojej pozycji społecznej. Sam jest głupim sługą, ergo... nie ma prawa tego rozumieć. No, może nie tak ostro, ale coś w tym stylu. Harry w tym świetle wypada jednak rzeczywiście dużo gorzej, bo nawet pozycja społeczna nie uprawniała go do zakładania, że wie lepiej. Powiedzmy, że Froda uprawniała, jakkolwiek może nam się to teraz nie podobać.
Nie mam zamiaru tu usprawiedliwiać Froda, bo miał swoje wady, których w nim nie lubiłem. I choć był dobrym człowiekiem czy też hobbitem, pewne rzeczy mnie irytowały, prawda. Natomiast czy miał aż takie zdanie o Samie? Nie wiem, może, nie moge wykluczyć, ale ja tutaj głównie widzę troskę. Może się mylę. Różnica postawy Froda i Harryego jest taka, że o ile Frodo tłumaczy, może niesłusznie, nawet najprawdopodobniej, ale tłumaczy, a Harry w Zakonie był złośliwy, niemiły, w dodatku nie była to troska, a jego ocena: nie, oni się nie nadają.
Harry był moim zdaniem zwyczajnym egoistą, ja, ja, ja i tylko ja. Bez przerwy podkreślał jaki to jest nie zrozumiany. Natomiast Frodo był troszkę inny. Może nieco bardziej, powiedziałabym ślamazarny, bo nie raz to Sam wychodził z inicjatywą i pchał Froda do przodu, ale oile pamietam Frodo się tak nie wściekał. Nie jestem w stanie teraz potwierdzic tego na sto procent, bo władcę czytałam dawno i wiele rzeczy juz mi umknęło, więc mozecie mnie poprawic gdyby coś.
ALe Zoltan i Geralt nie byli przyjaciółmi. W Wiedźminie właściwie nie ma chyba takich prawdziwych przyjaźni, bo nawet Geralt i Jaskier to bardziej tacy koledzy, niby jeden na drugiego mógł liczyć, ale tak bez szału.