Ciągłego poczucia, że jeśli ktoś gada za ścianą, to na pewno o mnie i to negatywnie, względnie o rzeczach, które mnie bezpośrednio dotyczą - też negatywnie.
Acha, jeszcze nie lubię moich różnorakich oporów przed nawiązywaniem, a co ważniejsze - utrzymywaniem nawiązanych kontaktów. Niby chciałabym być lubiana, mieć znajomych tu i tam, odwiedzać się, ale jednak sama wybitnie do tego nie dążę. I z jednej strony uznaję, że tak musi być, nie chcę nic robić na wysiłek, z przymusu, ale z drugiej - czasem boli.
Julitka: O essuuuu ja mam tak samo jak w pierwszym poście... :( Niby się nie przejmuję tym co gadają, ale zawsze taki stres i dysonans, że coś źle zrobiłem i teraz mnie cisną za plecami. Z drugim też the same...
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Wiecznej obawy, że coś znowu robię czy mówię nie tak i znowu komuś nie dogodzę, znowu mnie uznają za chama, prostaka albo dziwoląga, która towarzyszy mi, już chyba na szczęście coraz mniej, w kontaktach zwłaszcza z ludźmi, których za dobrze nie znam i wiem, że nasz kontakt będzie w miarę stały.
Nie lubię w sobie tego, że jak coś na komputerze źle wcisnę albo jak mi się zawiesza szybko się irytuję i rzucam przekleństwami mimo, że staram się nie przeklinać ostatnio.
Ja mam to samo, też w sobie tego nie lubię, ale niestety chyba nie jestem w stanie tego zmienić, po prostu jakoś mi lżej, jak puszczę wiązankę, albo dwie.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
This site uses cookies to enhance your experience.