Ostatnio przyznałam przed samą sobą, że te oliwki nie są takie tragiczne. Garściami bym nie jadła, ale jak mi się jakaś trafi w jedzeniu, to pluć nie będę.
Ja lubię pomidory pod wszelką postacią, nawet soku i kethupu. Pieczarki lubię, ale tylko na pizzy. Grzyby tylko w occie, lub kotlety wegetarjańskie z kani. Pod żadną inną postacią nie, a szczegulnie nienawidzę suszonych.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Pomidory lubię, ale nie w jakichś gargantuicznych ilościach. Oliwki owszem, ale tylko czarne, bez pestek. Kiszonki wszelkie jak najbardziej, łącznie z konserwową papryką i kiszonym kalafiorem. Grzybki w occie, jeżeli są odpowiednio przyrządzone, to po prostu niebo w gebie!
Sporo jest potraw, które lubię i tych, za którymi nie przepadam. Z ulubionych na szybkoprzychodzą mi do głowy: burito, spaghetti, wszelkie kotlety, sałatki z mięsem, surowymi warzywamilub jajkiem, kabanosy, pasty, np. jajeczna lub z ciecierzycy, z owoców najbardziej borówki, maliny i jabłka, z warzyw kalarepa i pomidor, najróżniejsze sery, tosty, czasem zapiekanki i inne fastfoody, ale bardziej dla odmiany, mleko, jogurty, musli czasem też. Ogólnieraczej wolę rzeczy wytrawne od słodkich, a ze słodyczy jem tylko to, co lubię i czasem niektórzy nie mogą w to utrafić. Gotowane ziemniaki mogą wywołać u mnie odruch wymiotny. Wolę cukinię niż dynię i często wykorzystuję ją do gulaszu, ale czasem jadam też dynię marynowaną. Podobno w Słowenii są kiszone kalafiory, ale nie próbowałam.
This site uses cookies to enhance your experience.