A wiecie co? Mi te wszystkie terminy typu mentorzy, sponsorzy, kurwa, guru, czy jacyś tam inni śmierdzą na kilometr sekciarskimi praktykami kultu człowieka - nieważne, czy na polu mówców motywacyjnych, czy terapii grupowych, czy meetingów dla uzależnionych, gdzie na spotkaniach trzeba uważać, że gówno jest cukierkiem, mimo, że jest gównem.
Dobra - zaraz pewnie powiecie o podcaście "co ćpać po odwyku", gdzie wypowiadają się różne osobistości, a wielu z Krakowskiego programu metadonowego opowiadało, że trzeba było osobom z pierwszych stron gazet przed występami hel podawać, bo nie mogą wyjść na scenę.
Po latach taki Koterski wydaje swoją ckliwą autobiografię, ale nie myślcie przypadkiem, że przechodził przez skręta jak szary, zwykły człowiek - tylko jebany banan wypowiada się z wysokiego kopa od razu. Każdy kumaty dowie się o co chodzi - miał do dyspozycji odtrucie w znieczuleniu ogólnym, najlepszą obstawę lekową na depresję poopiatową, której kurwa nawet chyba nie poczuł, bo aktorzy zawsze muszą być gotowi i pełni życia, lub depresanty zamienił na pudrowanie noska... W każdym razie - dostęp do najlepszych ośrodków detoksykacyjnych w głuszy, gdzie ma się spokój od świata zewnętrznego, z filtracją krwi oraz seansem z ibogainą / eyahuascą włącznie. Teraz ma wokół siebie rzeszę wyznawców, którzy mówią, że skoro on może, to i ja mogę, a potem - przy braku odpowiednich narzędzi, do których mieli dostęp milionerzy z pierwszych stron gazet, ostro się zdziwią leżąc w kałuży własnego potu, wymiocin i oddając wodę dołem.
Oni wszyscy będą opowiadać, że wyszli z bagna dzięki "silnej woli" i "wsparciu bliskich" czy innemu "Bogu". Tylko te osoby mają jedyny, uniwersalny sposób na życie, tylko ci wybrani wysłańcy siły wyższej, których głupoty popełnione w życiu zepchnęły na tor pomocy komuś, bo mają o sobie tak wysokie mniemanie. Nie wspomnę o naganiaczach takich sekt, które w biały dzień zaczepiają samotnych ludzi w tłumie i mówią do ciebie łamaną angielszczyzną coś w stylu: "hello my fellow friend. You'll be truly happy if you join us and understand the love we share" czy coś xD
A wiecie dlaczego wybierają takie specyficzne grupy ludzi? Bo wiedzą, że do osób pogubionych w życiu jest łatwiej trafić. Osoba, która sobie z niczym nie radzi wypiłaby własny mocz, gdyby guru jej powiedział, że to jej pomoże. Taki człowiek jest potem podatny na wszelkie, zewnętrzne manipulacje i naprawdę - trudno jest potem się z tego wyplątać.
Niepokojące praktyki zauważyłam właśnie na tych tak zwanych meetingach anonimowych narkomanów, które odbywają się za zwyczaj w salkach przykościelnych, bo są najtańsze do wynajęcia. Co więcej - każdy, przy modlitwie rozpoczynającej spotkanie może odwołać się albo do Boga, albo do siły wyższej, jaką tam sobie uważa - taka pozorna wolność, lecz nie wolność. Potem, jak chcesz normalnie wyłożyć kawę na ławę i powiedzieć co czym jest to jesteś uciszany przez innych, by pogubione owieczki nie zrozumiały przypadkiem, że właśnie dają się robić w konkretnego wała. O układach "sponsorskich" już nie ma co gadać. Fajna idea, ale można było usłyszeć o wielu nadużyciach.
Na psychoterapeutów też trzeba uważać. Jeśli pozna się ich behawioralne sztuczki, można się wdać w fajną, intelektualną polemikę, ale to zabawa dla kumatych entuzjastów.