Odpowiadam Zuzlerkowi, ale zwracam się do wszystkich, którzy na nią zareagowali: Naprawdę sądzisz, że byłabym w stanie opowiedzieć Ci wszystko, co się dzieje ze wszelkimi zawiłościami w trudnym momencie, na obecnym naszym poziomie znajomości? W momencie, gdy nawet nie utrzymujemy rzadkiego kontaktu w stylu "Co tam u Ciebie słychać nowego"? Samo opowiadanie o kontekście sytuacyjnym zajęłoby ze 3 godziny, podczas których wyczerpałabym resztki energii, której przecież i tak bym nie miała. I co by to dało? Do takich jak tamta (i ta teraz) sytuacji potrzeba przyjaciół. I to bliskich przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. Zrozumienia wielu sytuacji wcześniej i odrobiny - z przyszłości. Czy wszyscy tutaj mogliby nimi być? Najprawdopodobniej sporo z nich - owszem. Ale do tego trzeba znajomości. I dużo czasu. Którego do tej pory nie mieliśmy. Więc w sytuacji kryzysowej, jak te tutaj, raczej naprawdę deklaracje w stylu "Jestem tu dla Ciebie" są trochę... trudne do realizacji. Ja sama, jeśli wiem, że jestem w stanie zmierzyć się z czyimś problemem, mogę się utożsamić, rozumiem go, bo przechodziłam przez coś takiego i nie jest to sytuacja złożona, to chętnie je piszę. Ale jeśli sytuacja jest bardziej złożona, nie robię tego, ponieważ wiem, że sama bym tego nie chciała.
@Julitka, z drugiej strony jaki jest sens na żalenie się tutaj, skoro sprawę traktujesz w taki sposób? Nie mówię, że nie masz racji ze swoim podejściem, bo ją masz, ale w takim razie czego oczekujesz?
Ja jedyne zapalenie ucha miałem w bardzo wczesnym wieku i ono uszkodziło słuch. No ale to nie było takie do końca zwykłe bo przez powikłania po operacji. A potem uszy mam bardzo zdrowe, w sensie takim że nie dotykają mnie żadne dolegliwości i audiogram mi się nie zmieniłprzez lata. Czyli mam mniej więcej ten sam ubytek którego się dorobiłem. Gdyby nie to zapalenie to pewnie zupełnie inaczej u mnie by to wyglądało, miałbym dobry słuch itd.
Bardzo współczuję i trzymaj się. Przeżyłam to 3 razy, niestety przez powikłania cierpię właściwie do dzisiaj. -- (djsenter): Zapalenie ucha, pierdolone zdrowie nie oszczędza.
Booże, cebula to mnie nie lubi w ogóle. 90% czasu się zbytnio przyjara, a z innym innym ważywem czy mięskiem nie mam takich problemów. Może fart? No i też oleju leję tak na oko, więc może za mało?