Naprawdę sądzisz, że byłabym w stanie opowiedzieć Ci wszystko, co się dzieje ze wszelkimi zawiłościami w trudnym momencie, na obecnym naszym poziomie znajomości? W momencie, gdy nawet nie utrzymujemy rzadkiego kontaktu w stylu "Co tam u Ciebie słychać nowego"? Samo opowiadanie o kontekście sytuacyjnym zajęłoby ze 3 godziny, podczas których wyczerpałabym resztki energii, której przecież i tak bym nie miała. I co by to dało? Do takich jak tamta (i ta teraz) sytuacji potrzeba przyjaciół. I to bliskich przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. Zrozumienia wielu sytuacji wcześniej i odrobiny - z przyszłości.
Czy wszyscy tutaj mogliby nimi być? Najprawdopodobniej sporo z nich - owszem. Ale do tego trzeba znajomości. I dużo czasu. Którego do tej pory nie mieliśmy. Więc w sytuacji kryzysowej, jak te tutaj, raczej naprawdę deklaracje w stylu "Jestem tu dla Ciebie" są trochę... trudne do realizacji.
Ja sama, jeśli wiem, że jestem w stanie zmierzyć się z czyimś problemem, mogę się utożsamić, rozumiem go, bo przechodziłam przez coś takiego i nie jest to sytuacja złożona, to chętnie je piszę. Ale jeśli sytuacja jest bardziej złożona, nie robię tego, ponieważ wiem, że sama bym tego nie chciała.
-- (Zuzler):
Literki na ekranie :P
--