1 likes
Zależy też w jakich przypadkach
no tak zależy, ale jednak warto oddać dziecko do internatu jeśli sie nie potrafi pomóc mu. Często ludzie w ośrodkach wyśmiewają sie z takich mami synków, albo mami cureczek.
1 likes
TU akurat prawda, bo w ośrodku będą się śmiać, a w masówce czy integracyjnej gdzie większość uczniów i nauczycieli jednak nie ma osobistego doświadczenia z niewidomymi jest duże prawdopodobieństwo, że nauczyciele będą pobłażać i traktować jak święte krowy albo olewczo, a uczniowie nie będą chcieli mieć z takim dzieckiem do czynienia albo zmienią mu życie w piekło.
Internat to wielka krzywda dla dziecka tym bardziej małego i zdania nie zmienię w tym temacie.
1 likes
Usłyszałem niedawno świetne podsumowanie: Po masówce wychodzą ludzie albo znacznie bardziej albo znacznie mniej samodzielni od tych z ośrodków. Powodem tego jest, podejrzewam, ogarnięcie się i dziecka przez rodziców. Pamiętajcie, że jeśli przychodzi dziecko po masówce do ośrodka to z reguły takie, któremu się nie udaje. Innymi słowy ośrodki i uczniowie tam będący często nie mają styczności z tymi, którzy jednak w masóce sobie radzą, a takich jest coraz więcej.
To ciekawe co mówisz, bo znałem mnustwo dzieciaków po masówce, którzy w internacie radzili sobie nadzwyczaj dobrze. Tak dobrze, że część z nich brała sobie tych słabszych, lub mniej ogarniętych w jakikolwiek inny sposób za swoje ofiary.
masowka albo integracja jest dobra, ale dopiero jak dziecko jest starsze. Jest taka prawda, że idąc na studia czy do pracy i tak musimy sie zetknąć z ludzmi sprawnymi.
1 likes
A najlepiej to mieszkać tak blisko ośrodka, żeby dziecko mogło sobie elegancko dojeżdżać codziennie z domu. Na takiej zasadzie, to ja bym dała.
Gorzej jak rodzice będą nad opiekuńczy i mimo tego, że ośrodek będzie blisko będą chcieli dziecko prowadzić do szkoły
1 likes
Mieszkać tak blisko ośrodka to chyba jakiś cud, ale to i tak wygląda, przynajmniej w Owińskach i Krakowie mniej więcej tak, że miasto załatwia transport z domu do szkoły.
1 likes
Poza tym większość dojeżdżających jest zapisana do świetlicy, a poniżej bodajże 13 roku życia, to i tak niepełnosprawne dziecko ponoć samo nie ma prawa się szwendać po ulicy.
1 likes
A świetlica ma to do siebie, że tam pilnują, kiedy, o której, z kim i jakim prawem się wychodzi z ośrodka.
coś w tym jest. Gorzej jak rodzice chcą dziecko prowadzić do szkoły jak ma14 lat i więcej. Tak sie
2 likes
Ooo, to ja notorycznie łamałam prawo, bo mając mniej, niż trzynaście lat, szwędałam się po ulicy. xd
I to bywało, że bez laski. Ale na bardzo znajomym terenie, oczywiście.
Jeśli chodzi o internat, nie, nie oddałabym małego dziecka. W takiej sytuacji praktycznie traci się kontrolę nad wychowaniem, a z tym usamodzielnianiem też bywa różnie.
Przytoczę przykład dla mnie kultowy. Mieliśmy w studium, podkreślam, w studium, straszną jazdę o robienie sobie herbaty po dziesiątej wieczorem. Bo przecież możemy się poparzyć, a nikt nie będzie z nami po nocy na pogotowie jeździł.
Generalnie w pokojach czajników nie było, ale tak się raz w ramach jakiegoś ogólnego zamieszania związanego z remontem złożyło, że trafiłyśmy z koleżanką do pokoju, w którym czajnik był. Oczywiście nam ten czajnik zabrali i efekt był taki, że latałam przez pół szkoły, przez zatłoczony korytarz, po schodach, z gorącą wodą, bo miałam daleko do jakiegokolwiek czajnika.
W sumie... może to i usamodzielnianie. I to w wersji hard.
I to bywało, że bez laski. Ale na bardzo znajomym terenie, oczywiście.
Jeśli chodzi o internat, nie, nie oddałabym małego dziecka. W takiej sytuacji praktycznie traci się kontrolę nad wychowaniem, a z tym usamodzielnianiem też bywa różnie.
Przytoczę przykład dla mnie kultowy. Mieliśmy w studium, podkreślam, w studium, straszną jazdę o robienie sobie herbaty po dziesiątej wieczorem. Bo przecież możemy się poparzyć, a nikt nie będzie z nami po nocy na pogotowie jeździł.
Generalnie w pokojach czajników nie było, ale tak się raz w ramach jakiegoś ogólnego zamieszania związanego z remontem złożyło, że trafiłyśmy z koleżanką do pokoju, w którym czajnik był. Oczywiście nam ten czajnik zabrali i efekt był taki, że latałam przez pół szkoły, przez zatłoczony korytarz, po schodach, z gorącą wodą, bo miałam daleko do jakiegokolwiek czajnika.
W sumie... może to i usamodzielnianie. I to w wersji hard.
1 likes
Znany temat, znany. Z robieniem herbaty po 22 chodzi li tylko i jedynie o to, że oni nie chcą brać na siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności, bo przecież jeśli sie poparzysz, to jako osoba niepełnosprawna możesz im narobić problemó twierdząc, że nikogo nie było i nie chciano Ci pomóc, więc należy Ci się odszkodowanie. Na tej samej zasadzie nie wolno np wpuszczać uczniów samych do klasy - bardzo fajna sprawa, kiedy ktoś chciał poćwiczyć grę na instrumencie, którego nie da się przenieść xd
1 likes
Nam nikt nie bronił, choć zasadniczo nie było to mile widziane, bo po 22 powinni wszyscy być w swoich pokojach.