Tak, istnieje coś takiego jak nadopiekuńczość i tak, można nią skrzywdzić. Z moich obserwacji wynika, że występuje ona przede wszystkim w rodzinach, w których pojawienie się osoby niewidomej czy w ogóle niepełnosprawnej to nowość i totalne zaskoczenie. No wiecie, myślą sobie tacy rodzice, że to moje dziecko to takie biedne, przez los skrzywdzone, że jak ono sobie w życiu poradzi. No i trudno się im dziwić, nie można oczekiwać, że nie okażą takiego szoku i tego rodzaju troski. Szkoda tylko, że często na tej trosce poprzestają. Później może i się orientują, ze jest źle, ze ichkochane dziecko wcale nie jest takie samodzielne, jak sobie wymarzyli, ale przecież oni to swoje dziecko znają najlepiej, oni wiedzą, co jest dla niego dobre, oni wiedzą, jak mu pomóc... Bywa też pewnie i tak, że obu stronom jest wygodnie w pielęgnowanym przez lata układzie. I co z tego, ze dziecko, potem także osoba dorosła, jest niesamodzielna? Najwyraźniej tak musi być... Z klasy do klasy jakoś się dzieckoprzepchało, maturę przeciez nie każdy musi zdać... no po prostu taki już los tego dziecka... Niektórzy niewidomi się buntują, ale wielu jest takich, którzy przywykli do tego, jak jest i sobie tak egzystują, nie odrywając się od spudnicy mamusi.
A co do traktowania w rodzinie - to od rodzinki zależy. Moja mama na przykład, to typ kobiety, która mogłaby za mnie wszystko zrobić, no po prostu na głowę mogłabym jej pewnie wejść, ale mam też rodzeństwo, któremu po prostu nie chciało się robić wszystkiego za mnie, a że byliśmy zbliżeni do siebie wiekiem, to oznajmiali mito bez ogródek. No więc jakoś tam radzić sobie musiałam. Potem podrośliśmy, zaczęła się wzajemna pomoc, ale taka, żeby czegoś nauczyć... W ogóle muszę przyznać, ze trafiłam na dobrych ludzi, którzy nie pozwolili na to, żebym była taką sobie niewidomą niedojdą, która jak już nie widzi, to niczego zrobić nie potrafi. Coś tam jednak jakoś umiem.
Ale nie wszyscy mają takie szczęście. Nie wiem, może rodzicom we wczesnych latach życia dziecka jakieś wsparcie by się przydało? Ale takie porządne, z wartościowymi wskazówkami, a nie idiotyczne wizytki w PZN-ie, których celem jest przede wszystkim pokazanie, że ta organizacja to w ogóle jakoś funkcjonuje.
No w każdym racie coś potrzebne jest na pewno, bo skutki nadopiekuńczości są porażające. :(