Oczywiście, że absurd i to taki, który by należało w końcu ino roz wyjaśnić. U mnie w liceum, właściwie moja mama, trochę dla zasady zrobiła awanturę o szczepienie. Osiemnaście lat skończone miałam dawno, a oni chcieli, żeby opiekun prawny podpisał zgodę na to szczepienie. Obie powiedziałyśmy wyraźnie, że tak być nie będzie, bo wyłącznie ja mogę taką zgodę wyrazić, bądź jej nie wyrazić.
To samo jest zresztą z dostępem rodziców do ocen osób pełnoletnich. Tak, jeśli rodzic nas utrzymuje, przyzwoitość wymaga uczyć się na jakimś poziomie i o postępach w nauce informować. Ale coś takiego, jak mamy obecnie, mieć miejsca nie powinno; mam tu na myśli to, że idzie sobie rodzic dziewiętnastolatka do szkoły, pyta "Jakie synuś ma oceny" i pani nauczycielka wszyściutko pokazuje, albo i karteczkę wypisze. A jak dziecko niepełnosprawne, to już w ogóle żadnych granic nie ma. Mamusia musi podpisać zgodę na wyjazd, zgodę na szczepienie, może jeszcze kurka siwa na ślub, bo ostatecznie będąc w szkole średniej jest to już możliwe.