Moją ulubioną częścią jest piąta, a z filmów druga. Najwięcej razy przeczytałam jednak szóstą. Ogólnie, wracam do tych książek już tyle razy, a ciągle mi się nie nudzą. Ulubioną postacią jest Bellatriks Lestrange.
Jeśli chodzi o dabing w HP, to mi się akurat podoba. Druga część też mnie jakoś pod tym względem nie razi. Na pewno dabing w H P nie wadzi mi aż tak bardzo, jak na przykład w gwiezdnych wojnach. Tam bardzo mi się nie podobał. Głosy przynajmniej kilku postaci nie pasowały do ich wieku i ogólnie klimat wytwarzany przez ten dabing kojarzył mi się bardziej z bajką dla pięciolatków, no ale to temat na inne forum i tylko moja opinia.
W hp nie podoba mi się że raz, dużo rzeczy jest czarno białych, 2. Harry nie jest jakimś super bohaterem a dokonuje wiele rzeczy, a raczej jest pokazane że dokonuje wielu rzeczy, wszyscy go chwalą, a jak rozpatrzyć to głębiej nie wiele dokonał, albo miał szczęście, albo inna okoliczność. Wszyscy się jarają że przeżył awada kedawra i że dlatego jest taki cudowny, a to dzięki ofierze jaką była jego matka miał tą sposobność. Czyli cały hołd należy się jego matce
zgadzam sié,, kiedyś mi się podobało hp, ale teraz już nie bardzo podoba mi sę, szczegulnie to, że wszystko dzięki szczęściu, moim zdaniem powinien się uczyć jakichś zaklęć itd jak w fanfickach.
Ehh. uczyć zaklęć? ALe niektóre fanficki są tak porobione, że po prostu nic tam nie może być jakkolwiek wyjaśnione w jakikolwiek racjonalny sposób. Harry Potter Jedi... Albo Superbohater jak w This means war...
Wyjaśnij to lepiej xD. Ja z chęcią rpzeczytam. Chociaż ja jak wiadomo, albo i niemam na ten temat inną koncepcję, i może za kilka lat coś się w tej sprawie pojawi gdzieś.
Czy ja wiem, czy wszystko w H P jest czarnobiałe? Wiele postaci na pewno tak, ale są wyjątki. Zaczynając od całych krup postaci, fajne jest to, że na przykład takie wilkołaki są pokazane z wielu perspektyw. Z jednej strony mamy Grejbacka, który jest, jaki jest, a z drugiej Lupina, który mimo piętna jakim jest dla niego wilkołactwo, stara się żyć normalnie, mimo, że nie jest to dla niego łatwe. Zdaje sobie sprawę, jak może być postrzegany w społeczeństwie i zastanawia się przynajmniej kilka razy, czy powinien angażować się w życie społeczne, patrz dylematy po założeniu rodziny, albo jego wypowiedź z końcówki więźnia Azkabanu. Dalej postać Bartiego Crougha ojca. Ciekawa postać do analizy. Z jednej strony przeżarty ambicją urzędnik, gotów poświęcić wszystko dla kariery, z drugiej rodzic ukrywający syna przed wymiarem sprawiedliwości. Jasne, że gdyby fakt przeżycia jego syna wyszedł na jaw, miałby wiele nieprzyjemności. Jego kariera by się posypała, ale jeszcze więcej strat by poniósł, gdyby ktoś wpadł na to, kogo ukrywa w domu. Dlaczego się tak narażał? Tylko z ambicji, czy również z powodu jakiegoś uczucia do syna, a może żony, której poświęcenia nie chciał zmarnować. Snape to kolejna postać warta uwagi i na pewno nie czarnobiała. Jego życie wypełnione walką nienawiści do Jamesa i miłości do Lily, która kształtowała jego całe nastawienie do Harrego, a dodatkowo również sprzecznymi uczuciami względem Dumbledorea to bardzo ciekawy materiał do analiz. Czy Snape zmienił się pod wpływem miłości, czy jednak zawsze kierował nim pewien egoizm, jakkolwiek zamaskowany. Skłaniałbym się jednak ku tej pierwszej opcji z kilku względów, ale jeśli chodzi o szczegółowe rozważania na temat Severusa, odsyłam na mojego bloga do wpisu o miłości w H P. Przydługi się zrobił ten wpis, ale zanim go skończę, wspomnę jeszcze tylko o dwóch postaciach. Dumbledore. Najpierw widzimy go jako dobrotliwego starca, który stroni od władzy i zawsze pomaga słabszym. Potem dowiadujemy się więcej na temat jego przeszłości. Dowiadujemy się, że w młodości też cierpiał na przerost ambicji, że w szkole, przynajmniej do pewnego momentu, był skupiony tylko na swojej opinii prymusa, gardząc niepełnosprawną siostrą i mniej ambitnym bratem, pochłonięty snuciem wielkich planów z Grindelwaldem, a później także wizją insygniów śmierci. Jego system wartości zmienił się przecież dopiero z chwilą tragicznej śmierci Ariadny, ze świadomością której zmagał się już do końca życia. Musiał walczyć ze swoim niegdyś największym przyjacielem, odpędzić od siebie widmo wspomnień o ojcu, który znęcał się nad mugolami i walczyć z samym sobą, żeby nie sięgnąć po władzę, nawet jeszcze wtedy, kiedy był już dyrektorem Hogwartu. Wydaje mi się, że Dumbledore się bał, że jeżeli uzyska realną władzę nad całym światem czarodziejów, jego dawne ambicje powrócą. Dlatego odrzucił ofertę posady jako minister magii. Na koniec Voldemort. Jest zły do szpiku kości. Tutaj nie ma wątpliwości, ale warto prześledzić drogę, którą przeszedł od Toma Riddlea do Voldemorta. Na pewno zdemoralizowało go to, że zawsze był odrzucony. Matka zmarła mu przy porodzie, a ojciec się go wyrzekł. Trafił do sierocińca, gdzie dalej był niezrozumiany i myślę, że w zastraszaniu innych znajdował sposób na rozładowywanie swojej frustracji, a poza tym świadomość, że panuje nad innymi, mógł mu dawać złudzenie kontroli nad własnym życiem. Interesujący jest też motyw, na ile Riddlea odczłowieczył sam proces tworzenia horkruksów w sensie rozdzierania swojej duszy. Naprawdę już kończąc, chciałbym się jeszcze odnieść do tego zastrzeżenia, że Harry Potter tak naprawdę nie był bohaterem. Sądzę, że to celowy zabieg. To prawda, że Harry nic by nie zdziałał, gdyby nie szczęście. Nie chciał też się uczyć zaklęć obronnych ponad te, które były w programie nauczania i patronusa. Myślę jednak, że to zaplanowana kreacja. Wszyscy postrzegają Harrego jako bohatera, a on w gruncie rzeczy nie wyróżnia się szczególnymi umiejętnościami. Podkreślają to zresztą w samej książce choćby Snake i Voldemort.
A co do ekspeliarmus i awady, to nie było tak, że pierwsze zaklęcie pokonało drugie, tylko zaklęcia się od siebie odbiły i Voldemorta pokonało jego własne zaklęcie.