Kursy samoobrony online, to jest to :) Nie no śmieję się, ale może przez to, że jest pandemia jest trochę bezpieczniej. Chociaż z drugiej strony bardziej wnerwione mogą być takie osobistości i szukać bardziej zwady.
Ja miałem inne refleksje. Byłem pewnie na tym samym kursie, co wy, jeżeli macie na myśli icc. I tak się zastanawiałem, po co gość nam pokazuje te wszystkie sposoby obrony, jak ktoś nas chwyci w taki i taki sposób, skoro nikt normalny nie będzie niewidomego chwytał w określony sposób. No i się przekonałem, na własnej skórze, że napastnik nie myśli o tak prozaicznych sprawach tylko raczej liczy na to, że skończy walkę, zanim się zacznie i szacunek do naszego instruktora wrócił na nowo
Ja na to patrzę inaczej: Z pewnością będę pamiętać rady instruktora, gdy mnie ktoś napadnie w ciemnej uliczce. :p -- (papierek): Ja miałem inne refleksje. Byłem pewnie na tym samym kursie, co wy, jeżeli macie na myśli icc. I tak się zastanawiałem, po co gość nam pokazuje te wszystkie sposoby obrony, jak ktoś nas chwyci w taki i taki sposób, skoro nikt normalny nie będzie niewidomego chwytał w określony sposób. No i się przekonałem, na własnej skórze, że napastnik nie myśli o tak prozaicznych sprawach tylko raczej liczy na to, że skończy walkę, zanim się zacznie i szacunek do naszego instruktora wrócił na nowo
Byłem na kilku zajęciach z samoobrony i polecam. Mówienie, że takiego chwytu się nauczyłem, a innego nie i to już dramat to nie tędy droga. Chodzi o wyrobienie sobie odruchów i wstępne wytrenowanie podstawowych zachowań na moment ataku, gdzie liczą się sekundy czy ułamki sekund. Zakładanie dźwigni czy uwalnianie się z chwytów może się okazać niezwykle przydatne. Trenowaliśmy też samoobronę w przypadku ataków z bronią palną, bardzo to było ciekawe. Pamiętam to szkolenie do dziś, może po przerwie całej sekwencji nie wykonałbym płynnie, ale kojarzę co zrobićw takim przypadku. Z chęcią wróciłbym do tych ćwiczeń. Jestem też ciekaw jakie zastosowanie białej laski poleciłby potencjalny trener. Może nie w pełni rozłożonej, ale jak podzielić na pół to to się robi już całkiem sensowna pałka. Zwłaszcza jak porównać z taką np. parasolką, którą jakże skutecznie okładają starsze panie :) Zgodzę się tutaj z jednym z przedmówców. Samo podjęcie próby obrony może się okazać dostatecznym zaskoczeniem, które zdekoncentruje napastnika albo i wypłoszy nawet. Pozdrawiam
Napisał byś coś więcej o technikach ochrony przed bronią palną? Naprawdę ciekawe!
-- (Postukujacy): Byłem na kilku zajęciach z samoobrony i polecam. Mówienie, że takiego chwytu się nauczyłem, a innego nie i to już dramat to nie tędy droga. Chodzi o wyrobienie sobie odruchów i wstępne wytrenowanie podstawowych zachowań na moment ataku, gdzie liczą się sekundy czy ułamki sekund. Zakładanie dźwigni czy uwalnianie się z chwytów może się okazać niezwykle przydatne. Trenowaliśmy też samoobronę w przypadku ataków z bronią palną, bardzo to było ciekawe. Pamiętam to szkolenie do dziś, może po przerwie całej sekwencji nie wykonałbym płynnie, ale kojarzę co zrobićw takim przypadku. Z chęcią wróciłbym do tych ćwiczeń. Jestem też ciekaw jakie zastosowanie białej laski poleciłby potencjalny trener. Może nie w pełni rozłożonej, ale jak podzielić na pół to to się robi już całkiem sensowna pałka. Zwłaszcza jak porównać z taką np. parasolką, którą jakże skutecznie okładają starsze panie :) Zgodzę się tutaj z jednym z przedmówców. Samo podjęcie próby obrony może się okazać dostatecznym zaskoczeniem, które zdekoncentruje napastnika albo i wypłoszy nawet. Pozdrawiam
Cóż... Broń palna często wyposażona jest w część zwaną zamkiem. Jak doprowadzisz do jej unieruchomienia, najlepiej łapiąc za lufę i blokując, to wystrzeli raz, ale raczej nie ponownie. Pierwszy i ważniejszy cel, to by nie wypaliła prosto w ciebie. To jest przypadek samoobrony tylko podczas fizycznego kontaktu, bo na odległość, ktoś możę sobie machać gnatem i nic z tym nie zrobisz. Statystycznie napastnicy będą zwykle praworęczni i będą trzymali pistolet w dominującej dłoni. Jeśli masz już przytkniętą lufe do pleców, wykonujesz obrót w lewo o ponad 180 stopni, chwytasz za broń tak by odchylić ją na zewnątrz, unieruchomić, a najlepiej odgiąć bardziej co zmusi napastnika do wypuszczenia lubp oluzowania chwytu. Gdyby udało ci się wyrwać pistolet, możesz wykorzystać go i spróbować ogłuszyć napastnika - musisz wykonać obrót w prawo używając spluwy jak obucha, celując np. w głowe. Co będzie działo się potem, nie wiadomo. To przypadek samego rozbrojenia przeciwnika. Kiedy ktoś przyciska ci broń do boku głowy, podnosisz ręce, że chcesz się poddać. Tutaj jedna z rąk może opaść niespodziewanie na broń i ją odchylić, a potem unieruchomić (ścisnąć lufę z zamkiem). Można spróbować wykonać drugi obrót z poprzedniej techniki ten z ogłuchem. Trzecia sytuacja to kiedy ktoś celuje w twoją klatkę piersiową. Tu serducho jest bardzo blisko więc trzeba się zastanowić czy się bronisz na serio, czy wolisz zrobić co każą. Startujesz z rękami podniesionymi ku górze, dla pozorów. Kiedy zdecydujesz się na obronę, to odchylenie musi pokonać linię ciała, by pierwszy ewentualny strzał spudłował. Potem jak poprzednio - unieruchomienie, próba wyłamania i w razie okazji ogłuch.
Kiedy przejmiesz już broń, mozesz oddać strzały, ale w powietrzę, tak by nikogo nie zranić, a zwrócić czyjąś uwagę, zaalarmować otoczenie.
Tyle mniej więcej pamiętam. Zdaje sobie sprawę, że jak ktoś ma radykalne zamiary to ciężko zdziałać tutaj coś, ale takie techniki mogą w ostateczności uratowac życie lub życia. Dla nas zalecanym rozwiązaniem jest w razie konfrontacji dążyć do zwarcia, bo tylko w bliskim kontakcie możemy cossensownie zdziałać. Krytykom podejmowania jakiegokolwiek działania obronnego powiem tylko tyle, że skoro instruktor samoobrony nie uznał naszego przypadku za całkowicie beznadziejny, to świadczy o jakichś szansach na powodzenie takiego działania i warto nie ignorować możliwości nauczenia się właściwych zachowań.
Wydaje mi się, że zwłaszcza przy tych obrotach o 180 stopni napastnik będzie mieć wystarczająco dużo czasu na naciśnięcie spustu. Taki obrót nie robi się przecież natychmiastowo, a czas reakcji potrzebny na zgięcie palca może być dość krótki. Zbyt krótki.
Zauważ, że robiąc obrót dość szybko stajesz bokiem do agresora, przez co schodzisz z linii strzału. Jego wyciągnięta ręka trzymająca broń to jednocześnie orientacyjna bariera jak i wskazówka dla ciebie, gdzie znaleźć napastnika. Możesz ją wykorzystać by nabrać dodatkowego pędu. Teraz trochę logiki: jeżeli ktoś przystawia ci lufę, a nie strzela z daleka, znaczy chce pogadać. Czyli najpierw pomyśli, potem zrobi. Tu dochodzi kwestia różnic czasu reakcji: czy ty postanowisz go rozbroić i będziesz w tym szybszy, czy agresor szybciej pociągnie za spust, jeśli podejmie taką decyzję. Jeżeli strzeli w reakcji na twój ruch, masz szansę uniknąć trafienia, jak wejdziesz w obrót. Kolejnego strzału ma nie być, bo twoim zadaniem jest zablokować zamek, co uniemożliwi automatyczne przeładowanie broni. Pozostaje kwestia drugiej ręki napastnika, która jest wolna i może zadać cios. To już by trzeba więcej lekcji odbyć by wiedzieć jak sobie poradzić i z nią. O ile się da.
Większość z nas nie zrobiłaby totalnie nic, bo pierwsze co by się załączyło to szok, a w takich stanach wszelkie zasłyszane, czy nawet pokazane na sztuczno metody idą w głębokie zapomnienie. Z resztą, nawet większość widzących zachowała by się dokładnie tak samo, a żaden świr ci przecież nie powie, jutro cię zabiję, więc nie przygotujesz się do tego.
Tą, której nie mam? Byłeś kiedyś w takiej sytuacji? -- (balteam): Dlaczego Misiek ci nie powie? Przecież nawet osobom z bronioą, nie zależy na ogół żeby cię zabić, tylko żeby wziąć np. twoją kasę.
nie, ale jak by cie chciał zabić, to by strzelił bez ostrzeżenia zapewne, jak ktoś chce cię okraść, to też stara się to zrobić najmniejszym kosztem, a nie przy okazji pobić wszystkich do okoła, wiadomo, wyjątek się zawsze trafi, ale tak co do zasady.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
@Misiek: Różne są upodobania ludzi, świrów zwłaszcza, jak ich nazywasz. Tak jak napisałem - sam fakt, że jeszcze żyjesz świadczyć będzie, że gość coś od ciebie chce. Choćby ponapawać się twoim strachem. A to już daje jakieś szanse na obronę. Takie sytuacje nie trafiają się codziennie, czasem w ogóle albo raz jeden. A bo to jednej rzeczy użyjemy raz albo nigdy w życiu... Nie wiesz i się nie dowiesz, zadecydować możesz tylko czy się nauczysz czy nie :)
Ten kto będzie chciał mnie okraść raczej nie będzie nosił ze sobą broni palnej, chyba że jest kompletnym debilem, tylko wyrwie mi niespodziewanie zdobycz z ręki i tyle go widzieli, ewentualnie niespodziewanie oberwę w łeb i i tak mnie okradnie.
Jeśli nawet ktoś tak robi to jest najzwyczajniej w świecie głupi, przecież ofiara może rospoznać głos, ale nieważne. Może nie będę mówił jak to wygląda w rzeczywistości, bo to nic dobrego i nie tego dotyczy wątek. -- (Postukujacy): Nie da się wyrwać jak masz w kieszeni, za to można ładnie albo mniej ładnie poprosić nie znosząc sprzeciwu.