Hm... Akurat jej bym się aż tak nie czepiała. Gorsze jest to, że z wywiadów, które trwały po parę minut postanowili wyciąć akurat te fragmenty, nie inne do tej zajawki.
Mnie w każdym razie bardziej rażą te kocopoły, które koledzy opowiadali. No jak nakręceni, jakby ich ktoś programował, że do pani z radia to trzeba naopowiadać, że są takimi szczęśliwymi, uduchowionymi dzieciaczkami, patrzącymi sercem. I wątpię, żeby ich ktokolwiek do tego zmuszał, bo i mnie nie zmuszali.