Ale z tym jedzeniem to naprawdę widzący coś mają, bo jak kiedyś sobie jadłam frytki z koleżanką, to ona powiedziała, że będzie na mnie patrzeć, bo nigdy nie widziała, jak ktoś niewidomy je :D Jakoś inaczej to określiła, ale o to chodziło.
heh, ja teraz zacząłem studia. Mam asystentke która mi pomaga w wielu rzeczach. W każdym razie jak dodałem kilka osób na fejsie i do nich coś myślałem to też kilku studentów pytało sie mnie potem czy moja asystentka za mnie pisze;P
Ale czasami asystenci pomagają w robieniu notatek, przynajmniej ja spotkałam się z takim przypadkiem, ze gość miał problem i mu facet pomagał, zanim jeszcze wprawy nabrał.
no i mi robi notatki, spisuje to co jest na slajdach. No, ale jak na fejsie pisałem i myśleli, że ona za mnie pisze to śmieszne trochę było, ae spokojnie cała grupa na plus, zachowuje się normalnie, tylko po prostu nie mieli do czynienia z innymi niewidomymi;P
No ja ostatnio, jak kolegę na dworcu pożegnałam, kolega wsiadł do pociągu, a ja stałąm z tatą na peronie, bo nas przywiózł, to chyba konduktor się spytał: a dokąd ten pan jedzie? CO by nie skłamać upewniliśmy się: Do Warszawy centralnej jedzie. A ktoś tam przyjdzie po tego pana? Odpowiedziałam, że ten pan sobie sam poradzi, dodając nieco ciszej, że pan ma lat 20, to by chyba wypadało, żeby sobie poradził.
Nie ma regóły. Zauważyłem jednak, ze bardziej można liczyć na osoby młode niż starsze. Nauczyciele, krórzy powinni świecić przykladem niestety nim nie świecą - kilka razy stałem na światłach i slyszełem jak nauczycielka rozmawiała przez telefon (stąd wiem, zę to nauczycielka) i nawet nie wspomniała, że jest już zielone.
Irytują mnie osoby przechodzące na czerwonym świetle widząc, że stoję z białą laską na przejściu. Dla niewidomego osoba przechodząca przez przejście to syngał, że jest zielone - on widzący przyspieszy w razie czego - mnie auto zgarnie na maskę.
No dobra - reakcje. Np. idę w przeszkodę - ktoś z tyłu: - O o o o!!!
Nie wiem czy to do mnie czy o co kaman?
Coś jeszcze widzę - tzn mam szczątkowe pole widzenia, ostrość marna, ale kształty ludzi widzę, nie widzę zupełnie w nocy, w ciemnościach. Idę sobie stuk puk laseczką, widzę, że ktoś stoi na drodze, ale co - jestem niewidomy - idę dalej. Nagle ten ktoś widzi mnie i białą laskę i panika - co robić?! W któą stronę uciekać?! Krok w lewo, krok w prawo i w ostatniej chwili już byle gdzie odskakuje haha
Kiedyś zapytałem się - było całkiem ciemno więc nic nie widzialem i nieco się pogubiłem - szukałem punktu Diagnostyki, wiedzialem, że gdzieś tu jest, ale na pewno nie tak daleko jak ja zaszedlem. Słysząc kroki zapytałem się gdzie tu jest Diagnostyka? A gość odpowiata - musi pan tam podejść I poszedl hihi Ale gdzie jest to tam? Przecież nie widziałem w którą stronę pokazywał ręką haha A byłem z białą laską bo z nią się nie rozstaję
Są osoby, ktore jakby bały się dotknąć żeby się nie zarazić - zamiast złapać pod łokieć czy za ramię i podprowadzić to dają wskazówki - jeszcze kawałek, teraz lekko w lewo, o o o za dużo, o teraz dobrze - i teraz w prawo.... hehe
Tak, ale kiedyś niewidomi na ulicach pojawiali się rzadziej niż teraz. No i teraz coraz więcej jest nas w szkołach, na uczelniach i tak dalej :) Poza tym nastawienie młodych ludzi do świata też może byc inne. Ostatecznie i tak wszystko sprowadza sie do zachowania jednostki :)
Młodzi zwykle są bardziej ogarnięci, jak już podejdą. Z tym, że zauważyłam, że starsi częściej podchodzą. Może pomóc nie umieją, ale chcą pomagać, młodzi często się boją, a jak są w większej grupie, to już w ogóle się wstydzą ze mną gadać. Oczywiście nie zawsze, bo tu serio nie ma reguły. Ostatnio np. jak byłam w moim mieście i jechałam autobusem, to właśnie jedna starsza pani ze mną rozmawiała i była bardzo otwarta na to, co ja mówię. Pierwszy raz mi się zdarzyło, że ktoś mnie spytał, czy chcę usiąść, ja mówię, że nie, a ona: a, no dooobrze, to ja usiądę, bo mam ciężko, czy coś tam. I potem, jak wysiadła, to znów jakaś pani: pani tu siada? Mówię, że nie, no to ona sobie usiadła i po problemie, a w Wawie jak sobie jeżdżę, to ludzie często mnie na siłę wyprowadzają, wprowadzają, sadzają na miejscach i ogólnie nie słuchają moich odpowiedzi. xd Inna sprawa, że w stolicy zwykle jest większy tłok, bardziej się śpieszą itd.
Mam podobnie, często proponują mi abym usiadł, nawet nalegają kiedy mówię, że nie dziękuję.
Czasami trafiają się perełki i pełne zaskoczenie. Stoję na przystanku, podjeżdża tramwaj drynda, bez udźwiękowienia na zewnątrz, tramwaje w ogóle nie mają w Krakowei udźwiękowienia zewnętrznego tak więc nie wiadomo jaki numer podjeżdża. Wysiada motorniczy i mówi jaki to numer. Kiedyś rano jadę do pracy, wsiadłem, a tu ktoś mnie łapie i mówi tu jest miejsce, ja na to, że dziękuję - wymiana uprzejmości i okazało się, żę to motorniczy wyszedł z kabiny :) Innym razem mieliśmy remont, poszedłęm na przystanek autobusowy i stanąłem jak zwykle - podjechał autobus, ale sporo dalej. Po chwili ktoś podchodzi i mówi, że tu jest zagrodzone i autobusy tu nie podjeżdżają, podprowadził mnie w miejsce gdzie autobusy się zatrzymują - powiedział że jest tam zagodzone itp. Poprosił, innego gościa aby mnie wsadził do 503 i powiedział, że jedzie za nim i za chwilę tu będzie - to był kierowca tego autobusu. - miłe.
Ale są przypadki wkurzające - na przejściu dla pieszych - idę na wprost, a tu jakiś mocher po skosie i po lasce i jeszcze fuka - nic tylko skosić hihi