Fantazma, Millenium to sześcioksiąg :) tom 1 Mężczyźni, którzy nie nawidzą kobiet(Stieg Larsson) tom 2 Dziewczyna, która igrała z ogniem (Stieg Larsson) tom 3 Zamek z piasku, który runął (Stieg Larsson) tom 4 Co nas nie zabije (David Lagercrantz) tom 5 Mężczyzna, który gonił swój cień (David Lagercrantz) tom 6 Ta, która musi umrzeć (David Lagercrantz)
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
To jeszcze dodam, że Tatuażysta ma swoją kontynuację, tom 2 to "Podróż Cilki "
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
Być może ktoś polecał Ci wyłącznie części napisane przez Stiega Larsona. Ostatnie trzy zostały stworzone po jego śmierci i według niektórych nie są już równie dobre jak poprzednie, ale nie mogę tego potwierdzić osobiście. --Cytat (fantasma467): Ktoś mnie w takim razie wprowadził w błąd. Polecił mówiąc, że to trylogia, a ja wkrótce miałam sobie tego poszukać. Dzięki łowco.
U mnie aktualnie na tapecie ostatnia część "Silosu" i już zastanawiam się nad czymś następnym, a sporo mam tego do wyboru.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
No niestety, ja nie przebrnę przez piątą część Zmierzchu, to nie kontynuacja, ale oddzielna część z zamianą ról gdzie to chłopak, człowiek zakochuje się w dziewczynie wampirzycy, wszystko zaczyna się identycznie jak pierwsza część tyle, że to chłopak jedzie z mamą na lotnisko. Ja sobie odpuściłem.
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
Poniżej wklejam przedmowę gdzie autorka wyjaśnia o czym jest książka i o zmianach i po przedmowie parę fragmentów z tej książki, aby unaocznić jak bardzo jest podobna do pierwszej części sagi. Przedmowa. Witajcie, moi cudowni Czytelnicy! Życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji dziesiątej rocznicy ukazania się Zmierzch u, a przy okazji chciałabym podarować Wam ten oto jubileuszowy prezent. Ale po kolei. BARDZO WAS PRZEPRASZAM. Wiem, że wielu z Was zareaguje płaczem i zgrzytaniem zębów, ponieważ ta nowa książka (a) nie jest zupełnie nowa, a przede wszystkim (b) nie jest to Midnight Sun. (Jeśli obawiacie się, że nie do końca rozumiem Wasz ból, pozwólcie mi wyjaśnić, że moja matka bardzo dobitnie mi go uświadomiła). Chciałabym Wam opowiedzieć, skąd wzięła się ta historia, mam bowiem nadzieję, że nawet jeśli nie poprawi to sytuacji, to przynajmniej ją wyklaruje. Niedawno zgłosiła się do mnie moja agentka z pytaniem, czy mogłabym przygotować coś z okazji dziesiątej rocznicy ukazania się Zmierzch u. Wydawca oczekiwał przedmowy, czegoś w rodzaju listu rocznicowego. Uznałam, że... bądźmy szczerzy, że to nudne. Co ekscytującego mogłam napisać? Nic. Pomyślałam, że zrobię coś innego, i – może Was to ucieszy – powstała idea
napisania Midnight Sun. Problemem był czas – czy raczej jego zupełny brak. Nie było mowy, żebym zdążyła napisać powieść – nie dałabym rady stworzyć nawet połowy książki. Zaczęłam rozmyślać o Zmierzch u, z którym nie miałam do czynienia od dłuższego czasu, oraz dyskutować na ten temat z przyjaciółmi. Przypomniało mi się wtedy coś, o czym często mówiłam w wywiadach i na spotkaniach autorskich. Jak wiecie, krytykowano Bellę za to, że jest ciągle ratowana, czytelnicy narzekali, że to taka typowa „dama w opałach”. Zwracałam im wówczas uwagę, że to nie dama, ale „człowiek w opałach”, normalna istota ludzka ze wszystkich stron otoczona superbohaterami albo wybitnie czarnymi charakterami. Zarzucano jej także, że jest zbyt pochłonięta obiektem swojej miłości, jakby płeć determinowała tego typu emocje. Uważałam i nadal uważam, że nie byłoby żadnej różnicy, gdyby Bellę zastąpił chłopak, a wampirem była dziewczyna. Historia pozostałaby niezmieniona. Odkładając na bok kwestie płci i gatunków, Zmierzc h to opowieść o magii, obsesji i namiętności, jakie charakteryzują pierwszą miłość. Pomyślałam więc sobie: A może by tak sprawdzić, czy mam rację? To mógłby być świetny pomysł. Jak zwykle uznałam, że napiszę jeden, góra dwa rozdziały (to smutne i zabawne zarazem, że tak bardzo mylę się co do samej siebie). Wspominałam, że czasu było naprawdę niewiele. Na szczęście ten projekt okazał się nie tylko bardzo przyjemny w realizacji, lecz także łatwy i szybki. Jak się okazało, nie ma specjalnej różnicy pomiędzy dziewczyną zakochaną w wampirze a chłopakiem zakochanym w wampirce. W ten sposób narodzili się Beau i Edythe. A oto kilka uwag na temat tej zamiany:
1. Podmieniłam automatycznie płeć wszystkich postaci ze Zmierzch u z dwoma wyjątkami: Najważniejszy wyjątek to rodzice głównego bohatera. Charlie i Renée pozostali sobą. Dlaczego? Beau urodził się w 1879 roku. W tamtych czasach rzadko zdarzało się, by ojciec otrzymał prawo do wyłącznej opieki nad dzieckiem – zwłaszcza gdy dziecko było jeszcze niemowlęciem. Chyba że z jakiegoś powodu matka nie nadawała się do tej roli. Trudno sobie wyobrazić, że jakikolwiek sędzia w tamtych czasach (a nawet obecnie) przekazałby dziecko w ręce bezrobotnego ojca, zmieniającego miejsca zamieszkania, kiedy matka miała stałą pracę i dobrą pozycję w społeczeństwie. Oczywiście, gdyby to dzisiaj Charlie walczył o odebranie Renée praw do opieki nad Bellą, zapewne by mu się to udało. Dlatego w Zmierzch u mamy mniej prawdopodobny scenariusz – po pierwsze, dlatego, że dwadzieścia czy trzydzieści lat temu prawa matki były nadrzędne wobec praw ojca, po drugie – ponieważ Charlie nie jest mściwym typem, Renée mogła wychowywać Bellę – a w tej powieści także Beau. Drugim wyjątkiem jest kilka drugorzędnych postaci, które występują na kartach książki zaledwie dwukrotnie. Powodem jest moje całkowicie nieuzasadnione poczucie sprawiedliwości wobec postaci fikcyjnych. Dwoje bohaterów
świata Zmierzch u dostało od życia nieźle po głowie. Zamiast zamieniać ich płeć, postanowiłam wprowadzić drobną rewolucję. Nie wnosi to nic nowego do fabuły – to tylko ja i moje folgowanie własnym psychozom.
2. W nowej wersji wprowadziłam więcej zmian, niż wymagałaby tego zmiana płci głównego bohatera, postanowiłam, że je Wam wypunktuję. To, rzecz jasna, dane szacunkowe. Nie liczyłam wszystkich podmienionych słów, nie prowadziłam żadnych obliczeń. 5% zmian wynika z faktu, że Beau jest chłopakiem. 5% zmian to efekt tego, że charakter Beau rozwija się nieco inaczej niż Belli. Przede wszystkim Beau wykazuje więcej zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych, jego język nie jest aż tak kwiecisty, a ponadto nie ma w sobie tyle złości co Bella, która wiecznie żywi pretensje do całego świata. 70% zmian dokonałam, ponieważ po dziesięciu latach mogłam wreszcie zredagować własną książkę. Poprawiłam prawie wszystkie słowa, które mi przeszkadzały od czasu, gdy Zmierzc h się ukazał po raz pierwszy, i t o b y ł o c u d o w n e. 10% zmian to kwestie, które powinnam była wprowadzić przy pierwszej wersji, tylko nie przyszły mi wówczas do głowy. Być może brzmi to bardzo podobnie do poprzedniej kategorii, ale chodzi o coś innego. To nie jest kwestia niefortunnie użytego słowa, czegoś, co brzmi topornie, ale pomysłów, których nie wykorzystałam, bądź dialogów, które p o w i n n y się pojawić, a się nie pojawiły. 5% to kwestie fantastyczne – głównie błędy – najczęściej związane z wizjami. Kiedy pisałam kolejne części cyklu, a także rozdziały Midnight Sun, i wraz z Edwardem mogłam zajrzeć do umysłu Alice – ulepszałam wizje wampirki. W Zmierzch u mają one charakter bardziej mistyczny, patrząc na nie teraz, wiem, że Alice powinna się bardziej angażować, czego nie robiła. Przepraszam za to. Co oznacza, że zostało 5% różności – wszelkich innych zmian, które poczyniłam z rozmaitych, i bez wątpienia egoistycznych, pobudek.
Mam nadzieję, że spodoba się Wam historia Beau i Edythe, chociaż to nie na nią czekaliście. Ja naprawdę ś w i e t n i e s i ę b a w i ł a m, pisząc tę nową wersję Zmierzch u. Pokochałam Beau i Edythe mocniej, niż się spodziewałam, a dzięki nim zdarzenia w Forks znów nabrały świeżości. Mam nadzieję, że odbierzecie to podobnie. Jeśli będziecie choćby w jednej dziesiątej tak zadowoleni jak ja, mogę uznać to za swój sukces. Dziękuję, że przeczytaliście ten wstęp. Dziękuję, że jesteście częścią tego fikcyjnego świata oraz że stanowiliście dla mnie źródło niesamowitej i nieoczekiwanej radości w ciągu tych dziesięciu minionych lat.
Pozdrawiam Was serdecznie, Stepheni e
Prolog w części 5: Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad śmiercią – nawet mimo wydarzeń ostatnich miesięcy. Ale choćbym próbował, z pewnością nie wpadłbym na coś podobnego. Wpatrywałem się w ciemne oczy drapieżnej tropicielki stojącej na przeciwległym końcu długiego pomieszczenia, a ona przyglądała mi się z uśmiechem. Przynajmniej miałem oddać życie za kogoś innego, za kogoś, kogo kochałem. To bez wątpienia dobra śmierć. Szlachetna. Znacząca. Gdybym nie przeniósł się do Forks, nie stałbym teraz oko w oko z morderczynią, zdawałem sobie z tego sprawę, a mimo to nie potrafiłem zmusić rozedrganego serca, by żałowało decyzji o przeprowadzce. To właśnie tu spotkało mnie szczęście, o jakim nawet nie marzyłem, i nie warto było rozpaczać, że słodki sen dobiegał końca. Nie zmieniając przyjaznego wyrazu twarzy, mroczna tropicielka ruszyła w moją stronę, by zadać ostateczny cios. Identyczny jak w pierwszej części tyle, że tam mówiła dziewczyna, czyli Bella.
A tutaj początek książki, również identyczny jak w pierwszej części, tyle, że jak pisałem tutaj głównym bohaterem jest chłopiec:
1 Pierwsze spotkanie
17 stycznia 2005 r.
W drodze na lotnisko szeroko otworzyliśmy samochodowe okna. Chociaż na świecie panował styczeń, w Phoenix były dwadzieścia cztery stopnie w cieniu przy czystym, lazurowym niebie. Miałem na sobie ulubioną koszulkę – z nadrukiem z Monty Pythona, tym z jaskółkami i kokosem, którą dostałem od mamy dwa lata wcześniej na Gwiazdkę. Była już przyciasna, ale nie szkodzi. Niebawem koszulki z krótkim rękawem przestaną mi być potrzebne. Celem mojej podróży było miasteczko Forks położone na północno-zachodnim krańcu stanu Waszyngton, na półwyspie Olympic. Pada tam częściej niż w jakimkolwiek innym miejscu w Stanach i jest to jedyna rzecz
wyróżniająca tę mieścinę. To właśnie przed tymi posępnymi, deszczowymi chmurami uciekła moja matka, gdy miałem zaledwie parę miesięcy. Ona uciekła, ale ja musiałem spędzać w Forks bite cztery tygodnie każdego lata. Wreszcie, jako czternastolatek, zbuntowałem się i od trzech lat co roku jeździłem z tatą na dwutygodniowe wakacje do Kalifornii. A teraz właśnie miałem spędzić ostatnie semestry szkoły średniej na wygnaniu w Forks. Półtora roku. Osiemnaście miesięcy. Brzmiało to jak wyrok. Osiemnaście miesięcy pozbawienia wolności. Zatrzasnąłem drzwi samochodu mamy, ten dźwięk od razu skojarzył mi się ze szczękiem żelaznej kraty w celi.
fragment jak odebrał go z lotniska ojciec i jechali do domu, tak samo jak jechałw pierwszej części z Bellą: ... – Znalazłem dobre auto, jak dla ciebie. Naprawdę tanie – oznajmił po zapięciu pasów. – Jaka to marka? – Nie spodobało mi się to „jak dla ciebie”. – Chevrolet. Właściwie to pick-up. – Gdzie go znalazłeś? – Pamiętasz Bonnie Black z La Push? – La Push to maleńki rezerwat Indian nad samym morzem. – Nie. – Jeździliśmy na ryby z nią i jej mężem – podpowiedział Charlie. To by wyjaśniało, dlaczego go nie pamiętałem. Jestem prawdziwym mistrzem w wymazywaniu z pamięci bolesnych i niepotrzebnych wspomnień. – Jeździ teraz na wózku inwalidzkim – ciągnął tato – więc nie może już prowadzić. Obiecała, że sprzeda mi go tanio. – Który to rocznik? – Sądząc po jego minie, miał nadzieję, że nie zadam tego pytania. – No cóż, Bonnie dała silnik do remontu, teraz jest prawie jak nowy. Chyba nie sądził, że tak łatwo się poddam. – W którym roku kupiła auto? – Bodajże w 1984. – I to rok produkcji? – Hm, nie. Sądzę, że pochodzi z wczesnych lat sześćdziesiątych. Góra z późnych pięćdziesiątych – przyznał nieco zawstydzony. – Wiesz, że nie znam się na samochodach, tato. Jeśli coś się zepsuje, sam sobie nie poradzę, a nie stać mnie na mechanika...
– Spokojnie, bryka pracuje bez zarzutu. Teraz już takich nie robią. B r y k a? Hm... Może nie będzie tak źle. Przynajmniej nie musiałem już szukać ksywki dla samochodu. – Tanio, czyli ile? – O to się teraz wszystko rozbijało. – Widzisz, synu, ja go już poniekąd kupiłem. – Charlie zerknął na mnie nieśmiało, z nadzieją w oczach. – Jako prezent powitalny. Bomba. Bryka za darmo. – Naprawdę nie musiałeś. Byłem gotów sam za wszystko zapłacić. – To nic takiego. Chcę, żebyś był tu szczęśliwy. – Mówiąc to, patrzył prosto przed siebie na drogę. Zawsze wstydził się rozmawiać o uczuciach, przynajmniej tyle mieliśmy ze sobą wspólnego. Ja też wbiłem wzrok w szosę. – To wspaniały gest, dziękuję. – A co do bycia szczęśliwym w Forks, po co nadmieniać, że żadne auto tu nie pomoże. To po prostu nierealne. Ale tata nie musiał o tym wiedzieć, a i ja nie miałem zamiaru zaglądać darowanemu pick-upowi pod maskę. – Ech, no, nie ma za co – wymamrotał Charlie zmieszany moim podziękowaniem. Wymieniliśmy jeszcze parę uwag dotyczących pogody – nadal padało – i to by było tyle. Wpatrywaliśmy się w drogę w milczeniu. Okolica była chyba piękna. Wszystko tonęło w zieleni: korony drzew, ich pokryte mchem pnie, porośnięta paprociami ziemia. Nawet powietrze wydawało się zielone w świetle sączącym się przez baldachim z igieł. Przez tę wszechobecną zieleń czułem się jak na obcej planecie [1]. W końcu zajechaliśmy na miejsce. Charlie nadal mieszkał w niewielkim domku z dwiema sypialniami, kupionym jeszcze z matką tuż po ślubie. Zresztą wszystko, co zrobili jako mąż i żona, wydarzyło się tuż po ślubie. Później nie byli już po prostu małżeństwem. Przed domem, który od lat wyglądał tak samo, stał nowy – nowy dla mnie – samochód. Miał wyblakły czerwony lakier, zaokrąglone zderzaki i staromodnie opływową szoferkę. Z miejsca go pokochałem. Nigdy nie interesowałem się samochodami, tym bardziej byłem zaskoczony własną reakcją. W końcu nie miałem nawet pewności, czy zapali, ale już wyobrażałem sobie siebie za kierownicą. Na dodatek był to jeden z tych solidnych, praktycznie niezniszczalnych modeli – takich, które po wypadku nie mają ani jednej rysy na karoserii, za to stoją pośród szczątków staranowanego auta. – Kurczę, tato, jest boski! Dzięki! – Tym razem był to prawdziwy entuzjazm. Nie ...
Tutaj fragment jak Bella pierwszy raz spotkała się z Erikiem i nawet numery budynków są takie same: ... Gdy zabrzęczał dzwonek, blada, koścista dziewczyna o trądzikowej cerze i kruczoczarnych włosach przechyliła się nad przejściem między ławkami, żeby ze mną porozmawiać. – Beaufort Swan, prawda? – Sprawiała wrażenie przesadnie uczynnej koleżanki, w typie członkini koła szachowego. – Beau – poprawiłem ją. Siedzące w pobliżu osoby odwróciły się w moim kierunku. – Gdzie masz następną lekcję? [4] – Chwilka. – Musiałem wyjąć plan z torby. – WOS z Jeffersonem, w budynku numer sześć. Nie wiedziałem, gdzie podziać oczy. Zewsząd otaczały mnie ciekawskie spojrzenia.
– Ja idę do czwórki, mogę pokazać ci drogę. – Tak, dziewczyna rzeczywiście była przesadnie uczynna. – Mam na imię Erica. – Dzięki. – Zmusiłem się do uśmiechu. Włożyliśmy kurtki i wyszliśmy na deszcz, który tymczasem wezbrał na sile. Mógłbym przysiąc, że kilka osób specjalnie wlokło się za nami, by podsłuchiwać. Miałem nadzieję, że to nie początki paranoi. – I co, inaczej tu niż w Phoenix, prawda? – zapytała Erica. – Bardzo. – Chyba nie pada tam zbyt często? – Trzy, cztery razy w roku. – Kurczę, ciekawe, jak to jest. – Słonecznie – odparłem. – Nie jesteś zbytnio opalony. – Moja mama jest w połowie albinosem. Dziewczyna spojrzała na mnie nerwowo. Westchnąłem zrezygnowany. Najwyraźniej wilgotny klimat działa destrukcyjnie na poczucie humoru. Jeszcze kilka miesięcy, pomyślałem, a zapomnę, co to sarkazm. Ponownie obeszliśmy stołówkę i Erica odprowadziła mnie pod same drzwi pawilonu obok sali gimnastycznej, chociaż ten był wyraźnie oznaczony. – No cóż, powodzenia – powiedziała, gdy już dotykałem klamki. – Może spotkamy się na jakiejś innej lekcji. – Jej głos brzmiał tak, jakby bardzo na to liczyła.
I jeszcze jeden fragmetn, pierwsze spotkanie Belli z Edwardem ttyle, że tu z dziewczyną o imieniu Edith : ... klasy i Allen usiadł przy jednym ze stołów laboratoryjnych z czarnym blatem, identycznych jak w mojej szkole w Phoenix. Niestety, miał już sąsiada. Właściwie to wszystkie miejsca były zajęte z wyjątkiem jednego na środku – obok Edith Cullen, którą poznałem po metalicznym kolorze włosów. Serce mi mocniej zabiło. Ruszyłem do biurka nauczycielki, żeby się przedstawić i poprosić o podpisanie formularza, po drodze ukradkiem przyglądałem się Edith. Gdy ją mijałem, nagle zesztywniała. Podniosła głowę tak szybko, że mnie to zszokowało, i wbiła we mnie dziwny wzrok. Nie tyle zły, ile rozwścieczony, wrogi. Natychmiast odwróciłem głowę, zaskoczony, i znów oblałem się rumieńcem. Potknąłem się o jakąś książkę i musiałem się podeprzeć o stół, żeby nie upaść. Siedząca obok dziewczyna zachichotała. Miałem rację w kwestii oczu. Były czarne jak węgiel. Pani Banner podpisała formularz i wydała mi podręcznik, nie zaprzątając sobie głowy jakimś idiotycznym przedstawianiem mnie klasie i wymienianiem mojego pełnego imienia. Poczułem, że będzie nam się dobrze współpracować. Oczywiście, nie miała wyboru i poprosiła, żebym usiadł na jedynym wolnym miejscu. Zająłem
więc miejsce obok n i e j, zakłopotany i niepewny, zastanawiając się, czym sobie zasłużyłem na tak wrogie spojrzenie. Położyłem podręcznik na ławce, nie podnosząc wzroku, ale i tak zauważyłem kątem oka, jak dziewczyna zmienia pozycję. Odsunęła się, jak mogła najdalej, tak że niemal spadała z krzesła, i odwróciła twarz, jakbym śmierdział. Dyskretnie powąchałem koszulę, ale wyczułem jedynie zapach proszku do prania. Trudno było uwierzyć, że kogoś to może odrzucać. Przesunąłem krzesło w prawo, żeby dać jej jak największą przestrzeń i starałem się skupić na tym, co mówi nauczycielka. ... Nawet imiona tam gdzie się dało pozostawiła, zmieniła jedynie na żeńskie lub męskie :) Bella, teraz Beau Edward, teraz Edis Erik, teraz Erika Dalej nie czyałem więc nie podam szczegółów :)
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
Skończyłem świetną superprodukcję "Wyrocznia" spod pióra Andrzeja Ziemiańskiego, a teraz wziąłem się za klasykę i rozpocząłem książkę pt. "Wojna światów" George Wells'a. Film był dobry, a książka? Czas pokaże, ale już mnie wkurza tłumaczenie, zawsze mnie wkurzało kiedy jednoski miar nie są przetłumaczone, przeliczone na nasze, tak jak właśnie w tej książce, średnica walca mogła wynosić ze 30 jardów" i jak ja mam sobie jako czytający wyobrazić tą średnicę, mam wykonać przeliczenia na centymetry lub metry? Tak samo jak podają wzrost w stopach, bez jaj, skoro książka jest tłumaczona na język polski to i jednostki miar powinny być przedstawiane w naszych, stosowanych w Polsce jednostkach.
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
Tak Baltim, to nie problem, zwłaszcza w dobie internetu odszukać i przeliczyć, ale właśnie nie w tym rzecz :) Jeśli już tłumacz chce zachować autentyczne jednostki to mógłby przy okazji np. w nawiasach dodać przeliczenie na nasze jednostki.. Czytam opis, że typek był potężny, mierzył tyle i tyle sóp, ważył tyle i tyle funtów, a odległość tyle i tyle jardów pokonywał w tyle i tyle sekund i teraz bierz i przeliczaj ile gość miał wagi, wzrostu i jaką odległość był w stanie rzebyć w tych sekundach, masakra.
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
W niektórych książkach są w przypisach chyba podane przeliczniki, ale pewien nie jestem. Tak czy tak najprościej sprawdzić te bardziej podstawowe miary i na oko przeliczać, bo czasami jest to dosyć istotne czy ktośprzebiegł 1600 metrów czy hm 3 kilometry.
Zapraszam osoby posiadające piesy, lub chcące je posiadać, do dołączenia do grupy o psach przewodnikach.
Tak, jasne, ale nawet jak jest podany przelicznik, nie zawsze są podaane sumy całościowe, czasem jest 6 stóp i coś tam, 20 funtów i coś tam itp i co, w trakcie czytania mam brać kalkulatorek i liczyć? Zupełnie bez sensu, skoro książka jest przygotowana na rynek polski to powinno tumaczenie zawierać już przeliczone jednostki, przecież w żaden sposób nie zachwiałoby to treścią, klimatem.
Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie wspierali i pomagali, wszystkim tym, z którymi miło się gawędziło i spędzało czas. Ostatnie zdarzenia przyspieszyły moją decyzję, odchodzę. Na koniec chciałem pogratulować moderatorom grupy o telefonach, Samodzielność oraz Polskie społeczeństwo działań skutkujących tym, że nie chce się tutaj zaglądać Mają wyłączność na słuszność, user nie ma prawa mieć innego zdania, a jeśli takowy broni swoich racji spuszczają ze smyczy swoją obronną maskotkę. Działania władzy pokazują jedynie, że wspomniana moderacja ma w głębokim poważaniu to co miśli zwykły user bez uprawnień moderatorskich, bo kimże taki user jest.. Brak wyjaśnień, merytorycznych, podpartych choćby regulaminem, to brak szacunku. Jak to nawet namiastka władzy potrafi uderzyć do głowy... Aha, kroplę czary przelał ban otrzymany za to, że napisałem do maskotki moderatorek, że się podlizuje, żałuję jedynie, że nie napisałem kulturalnie, a nie zgodnie z moimi zasadami, że zawsze piszę to co myślę, czyli, że liże dupę.
This site uses cookies to enhance your experience.