--Cytat (czekoladka88):
CO do trzymania palcem. Myślę, że temu, kto tak napisał jako pierwszy chodziło o to, że nie jest sztuką krojenie samo w sobie, jeżeli możemy przytrzymać coś palcem jak np. krojenie warzyw na sałatkę itd. Na talerzu, który jest śliski, często podskakuje, bo jeździ po obrusie a i mięso często się ślizga jeżeli polane jest sosem, pprzytrzymywanie widelcem jest zwyczajnie o wiele trudniejsze. Jeśli jem w domu mam nałożone na talerz tyle, ile zazwyczaj zjadam. W restauracji ciężko przewidzieć, ile na tym talerzu rzeczy się znajdzie i jeśli kotlet zajmuje przynajmniej połowę, resztę zwalone na kupę ziemniaki, to naprawdę może być problem i wydaje mi się, że więcej wstydu narobimy sobie przewracając tymi nieudolnymi próbami krojenia talerz na stół i nie daj Boże na kogoś czy siebie, niż ostatecznie poproszenie kogoś o pomoc czy przytrzymanie dyskretnie jednym palcem tego ślizgającego się mięsa i pokrojenie bezpieczniejszą metodą. Choć w kwestii miękkich potraw też zawsze wolę to robić samym widelcem. Frytki rękoma jem rzeczywiście w McDonadls itp., ale zwyczajnie dlatego, że wszyscy tak jedzą i faktycznie nie ma tam sztućców w zestawie. Jednak jak zamawiam sobie np. kebaba to jedzenie frytek widelcem nie jest żadnym problemem.
Jeśli sama mogę decydować o tym, co chce jeść to też unikam potraw wymagających krojenia, właśnie dlatego, że trudno mi przewidziećw jakiej one formie i ilości wylądują na talerzu. W domu to ja decyduję o rozmiarze i stopniu wysmażenia tego mięsa. Często jednak zdarza się, że na imprezach okolicznościowych jemy to, co dają, a nie na co mamy ochotę, więc wtedy różnie bywa. Nie chciałabym idąc np. na rodzinną uroczystość uwalić się sosem, tylko dlatego, że chlapnie mi jakaś tam żylasta pieczeń, bo ucieknie spod noża czy źle wbiję w nią widelec. Przyznaję też, że mam czasami problem wyczuć idealnie kształt tego mięsa samym widelcem, dlatego te krojone kawałki niezawsze są malutkie.
--Koniec cytatu