Nie powiedziałabym, zwłaszcza jeśli połączyć to religioznawstwo z etyką czy jakimś zaznajamianiem się też z kulturą, a nie tylko z suchymi faktami dotyczącymi danej religii. Zresztą, w katolicyzmie też niewiele da się ugrać, a na lekcjach wciąż wałkuje się to samo. :(
Co do tej matematyki to byłbym sceptyczny. Nie każdy urodził się matematykiem czy ogólnie ścisłowcem (Ja bardziej jestem chyba humanistą), i nie każdy potrafi sobie z tym przedmiotem radzić. Według mnie, system szkolnictwa to jest jedna wielka pomyłka. Uczymy się przez większość czasu rzeczy niezbyt nam przydatnych gdzie mogli byśmy go wykorzystać na naukę zawodu czy nabycie umiejętności w interesującej nas dziedzinie. WG mnie matematyka i wszystkie ścisłe powinny być w stopniu podstawowym i uczyć nas rozwiązywania problemów, logicznego myślenia jak i najpotrzebniejszych nam podstaw. Ogólnie cała szkoła powinna nas uczyć w ten sposób, a nie kazać wkuwać niezbyt przydatne informacje, ponieważ tacy np kujoni, chcący mieć najwyższe oceny niekoniecznie poradzą sobie w przyszłości. Szkoła powinna uczyć życia, radzenia sobie, a nie korzystać z systemu nagród i kar w postaci ocen, które do niczego się nam nie przydają i nie są wymierne względem naszej wiedzy. Chociażby taki sprawdzian, gdzie mam często sytuację, że nauczę się wiele, a finalnie dostanę kiepską ocenę, bo akurat umknął mi 1 fragment z życia wielkiego pana X który napisał obszerne dzieła, panował na zamku w Pcimiu i wymordował przy okazji trzydziestu ludzi poczym został scięty i pośmiertnie spalony na stosie oraz odznaczony orderem.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Dlatego też uważam, że już na wczesnym etapie kształcenia, TZn w podstawówce, tej matematyki powinno być więcej, żeby każdy mugł, a przedewszystkim miał czas ogarnąć podstawy, a później rzeczywiście, dalej uczy się tych, którzy chcą i mają ku temu predespozycje. Religia, czy inne zapychacze w postaci plastyki zabierają moim zdaniem cenne godziny dzieciaka, w których mógłby nauczyć się rzeczywiście czegoś porzytecznego.
--Cytat (daszekmdn): Co do tej matematyki to byłbym sceptyczny. Nie każdy urodził się matematykiem czy ogólnie ścisłowcem (Ja bardziej jestem chyba humanistą), i nie każdy potrafi sobie z tym przedmiotem radzić. Według mnie, system szkolnictwa to jest jedna wielka pomyłka. Uczymy się przez większość czasu rzeczy niezbyt nam przydatnych gdzie mogli byśmy go wykorzystać na naukę zawodu czy nabycie umiejętności w interesującej nas dziedzinie. WG mnie matematyka i wszystkie ścisłe powinny być w stopniu podstawowym i uczyć nas rozwiązywania problemów, logicznego myślenia jak i najpotrzebniejszych nam podstaw. Ogólnie cała szkoła powinna nas uczyć w ten sposób, a nie kazać wkuwać niezbyt przydatne informacje, ponieważ tacy np kujoni, chcący mieć najwyższe oceny niekoniecznie poradzą sobie w przyszłości. Szkoła powinna uczyć życia, radzenia sobie, a nie korzystać z systemu nagród i kar w postaci ocen, które do niczego się nam nie przydają i nie są wymierne względem naszej wiedzy. Chociażby taki sprawdzian, gdzie mam często sytuację, że nauczę się wiele, a finalnie dostanę kiepską ocenę, bo akurat umknął mi 1 fragment z życia wielkiego pana X który napisał obszerne dzieła, panował na zamku w Pcimiu i wymordował przy okazji trzydziestu ludzi poczym został scięty i pośmiertnie spalony na stosie oraz odznaczony orderem.
--Koniec cytatu
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
TyJulitko w ogóle masz jakieś zapędy strofujące. Byłabyś dobrą przedszkolanką. xD A co do systemu edukacji, to najlepiej by było gdyby każdy od samego początku miał indywidualną ścieszkę rozwoju, bo każdy tak naprawdę ma inne predyspozycje.
indywidualny tok nauczania? Człowiek do pewnego zakresu powinien być tak wszechstronny, jak się tylko da. Indywidualny rozwuj masz na studiach, albo w liceum, jak wybierasz przedmioty rozszerzone czy wybierasz profil liceum.
A w czym indywidualnyrozwój wszechstronności przeszkadza? Właśnie jeśli już, to raczej chyba pomaga. Skoro na przykład Ty na przyswojenie jakiegoś materiału potrzebujesz 10 minut a Twoi koledzy pół godziny, to po co przez 20 minut masz siedzieć i się nudzić? W tym czasie możesz już robić coś innego.
Żeby nie zostać odludkiem. Proste. Siedzisz w domu, jesteś wyizolowany od kolegów, koleżanek i świata zewnętrznego. Być może ogarniesz program nauczania 4 razy szybciej, ale to wszystko kosztem bycia aspołecznym.
Dariusz, Papierek mówił o wszechstronności, a nie wyizolowaniu. A tak swoją drogą według mojej koncepcji wcale nie musiałbyś siedzieć w domu, ale jak mamy dalej o tym rozmawiać, to stwórzmy nowy wątek, bo teraz to już faktycznie odłazimy od tematu.
Kościół, ten przez wielkie K, składa się z ludzi i tak samo jak każdy człowiek bywa dobry lub zły. Jestem mocno wierzącą katoliczką. Do kościoła na mszę świętą staram się chodzić, chociaż często choroba nie pozwala mi na to. Chrześcijaństwo, religia wywodząca się z objawienia Boga najwyższego, jest dla mnie przede wszystkim religią miłości. Wszystkie dziesięć przykazań uczy nas miłości: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną" - miłość do Boga Trójjedynego w całej rozciągłości pojęcia miłości; "Nie będziesz brał imienia Boga swego na daremno" - kto z nas chciałby, żeby jego imię było szargane? Nikt, prawda? I Bóg się domaga od nas tego samego. "Pamiętaj, abyś dzien święty święcił" - piękne przykazanie odnoszące się zarówno do Boga, Bóg się domaga, abym jeden dzień w tygodniu, zauważcie, że tylko jeden, poświęciła Jemu. To przykazanie odnosi się jednak również do mnie, mam sobie dać jeden dzień w tygodniu odpoczynku od ciężkiej pracy, która jest skótkiem grzechu pierworodnego. Następnie "Czcij ojca swego i matkę swoją" - czcij, czyli miej dla rodziców chociaż szacunek, jeśli nie potrafisz ich kochać; "Nie zabijaj", "nie cudzołóż", "nie kradnij" - jednym słowem nie rób bliźniemu swojemu żadnej krzywdy: nie zabijaj go w żaden sposób ani fizycznie, ani emocjonalnie, odnosi się to również do nas samych: nie cudzołóż, czy nie zdradzaj swojej żony lub swojego męża, ale też nie rób nadziei na wielką miłość współżyjąc z kimś bez ślubu i nie traktuj seksu jak zwykłego narzędzia do robienia sobie przyjemności, bo został on stworzony przez Boga do celów zacieśniania się związku małżeńskiego i do celów prokreacyjnych. Nie kradnij, czyli nie zabieraj komuś tego, co jest jego. Przesłanie raczej jasne. "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu" - najzwyczajniej nie kłam, aby pogrążyć drugiego człowieka. Ostatnie dwa przykazania są bardzo do siebie podobne. Odnoszą się do naszego pożądania. Pożądanie czegoś lub kogoś jest pragnieniem doprowadzonym do poziomu powyżej skali. Pożądając czyjegoś męża lub żony, albo czyjegoś domu, samochodu albo zastawy porcelanowej nie myslimy o niczym innym i sprowadzamy bliźniego do roli posiadania tego czegoś, czego pożądamy. Wszystkie przykazania można zamknąć w przykazaniu miłości, tym ze starego testamentu: "Będziesz miłował Pana Boga swego z całej duszy, całym swym sercem i ze wszystkich sił, a bliźniego swego, jak siebie samego" jak i tym z nowego testamentu: "Miłujcie sie tak, jak ja was umiłowałem". Jaką miłością mamy się miłować wyjaśnia św. Paweł w II liście do Koryntian w "Hymnie o miłości". Kościół głosi tę miłość jeżdzac na misje, zbierając datki dla najuboższych, modląc się za nieuleczalnie chorych, za głodujących, za bezdomnych i innych poszkodowanych przez jeszcze innych. Tak, zdaję sobie sprawę, że Kościół, w tym zarówno księża jak i laikat, popełniał, popełnia i będzie popełniał błędy. Bardzo mi się nie podoba polityka w Kościele w Polsce, zamiatanie pedofilii i homoseksualizmu wśród duchownych, którego to homoseksualizmu, nawiasem mówiąc, jest kilkakrotnie więcej niż pedofilii. Nie podoba mi się to, że są księża, którzy dzielą ludzi na lepszych i gorszych, że są zakonnice bijące dzieci oddane pod ich opiekę. Nie podobają mi się grzechy-winy tych, którzy zdaniem większości ludzi, powinni świecić przykładem. Ale zaczynam rachunek sumienia od siebie, bo któż z nas mógłby rzucić kamieniem? Nikt, powtarzam nikt.
Dziękuję Magmar. Zawsze wysłuchuję twojego awataru, czy jak to tam się nazywa. Piękny fragment "Małego księcia". Jeden z najpiękniejszych, rozmowa Księcia z lisem, który go naprawdę wiele uczy.
Przeczytałam sobie dzisiaj cały wątek jeszcze raz. Wypływa tu często kwestia spowiedzi, która jest jednym z warunków sakramentu pokuty.
1. Po co jest spowiedź SPowiedź jest po to, żeby wyznać swoje grzechy, to chyba jasne. Ale po co je wyznawać? A no po to, żeby być ich świadomym, przyznać się do nich i podjąć postanowienie poprawy. Bez postanowienia poprawy sakrament pokuty nie zaistnieje, więc postawa: "pójdę do spowiedzi, potem znów nagrzeszę i znów pójdę do spowiedzi" jest zupełnym zaprzeczeniem działania sakramentu pokuty i w dodatku grzechem śmiertelnym. 2 A czemu przed księdzem, przecież Bóg jest wszędzie Przypomnę delikatnie, że to swoich uczniów, późniejszych kapłanó, wysłał Chrystus na świat mówiąc: "Komu odpuścicie, są im odpuszczone, komu zatrzymacie, są im zatrzymane". Sam Bóg daje więc kapłanom prawo do odpuszczania albo nieodpuszczania grzechów. 3 No dobra, ale... Na wszystkie inne "ale" odpowiada wiara. Wiara jest wtedy, kiedy uznajesz, że istnieje coś, czego nie widzisz, nie możesz usłyszeć, dotknąć, posmakować. I kimś takim jest Bóg. Jeśli w Niego wierzysz, wszystkie prawa rządzące religią chrześcijańską wydają ci się w porządku, dobre, potrzebne i generalnie nie masz żadnych zastrzeżeń. Jeśli nie wierzysz, wszystko zdaje się być jednym wielkim kłamstwem i manipulacją. Wszystko od wiary zależy, chociaż jest jeszcze nadzieja, a najważniejsza jest miłość.
Miarą miłości jest miłość bez miary
This site uses cookies to enhance your experience.