Obecnie testuję herbatę Lord Nelson brzoskwiniową. Dziwny to twór, bo raczej przypomina czarną herbatę z niewielkim dodatkiem zapachu i posmaku brzoskwini. Na plus fakt, że to raczej posmak realnego owocu, a nie typu jogurtowego. Tym niemniej nie wiem, czy ją polubię.
Czarna z dodatkiem brzoskwini, mmmmm. Uwielbiam. Zwłaszcza czarną cejlońską, czy srilankowską, bo ta herbata ma wyjątkowe właściwości do przyjmowania smaków i aromatów. Mam w domu czystą czarną cejlońską, mam też dostęp do suszonyc owoców. Nie ma w nich akurat brzoskwini, ale jest bardzo fajny ananas. A jakby tak pokroić dość drobno ananasa, wymieszać z herbatą, oczywiście w stosownej proporcji odmierzonej wagą i potrzymać w zakręconym słoiku tak ze trzy, cztery może pięć tygodni. Co o tym myślicie?
Średnio wiemy, co myśleć, bo nie jesteśmy smakoszami. :) -- (Tygrysica): Czarna z dodatkiem brzoskwini, mmmmm. Uwielbiam. Zwłaszcza czarną cejlońską, czy srilankowską, bo ta herbata ma wyjątkowe właściwości do przyjmowania smaków i aromatów. Mam w domu czystą czarną cejlońską, mam też dostęp do suszonyc owoców. Nie ma w nich akurat brzoskwini, ale jest bardzo fajny ananas. A jakby tak pokroić dość drobno ananasa, wymieszać z herbatą, oczywiście w stosownej proporcji odmierzonej wagą i potrzymać w zakręconym słoiku tak ze trzy, cztery może pięć tygodni. Co o tym myślicie?
@Misiek Trudno orzec, czy sztucznawa. Dziwnie smakuje, to fakt. Ponadto teraz już nie pamiętam, czy to jest Tureckie Jabłuszko, czy herbata jabłkowa, bo obie miałam zamiar stestować i nie pamiętam, którą otworzyłam.
Ja? Ja tam uznaję nawet tego Liptona. Jak się popieści, to się wszystko zmieści, a zatem cukier, cytrynka czy inny miodek z mlecza i robi się smaczny. Gorzej, że i z tymi bardziej kurturarnymi liściówkami tak robię ostatnio.
Mam w domu dwie puszki sypanego Earl Grey'a. Jeden to zwykły Earl Grey, a drugi z dodatkiem wiśni. Oprócz tego czarną i zieloną cejlońską, również sypaną. Herbaciane ekspresówki uznaję tylko te, z organtyny lub jedwabiu, choć na te ostatnie jeszcze mi się nie udało trafić.
-- (Tygrysica): O kurczaczki, takie maleńki, śliczne i żółciutkie. Połowa z was herbatą nazywa coś, co herbatą nie jest. XD Nie jestem z tych, co to herbatę tylko czystą i koniecznie sto gramów za sześćdziesiąt złotych. Lubię earl Grey'a, zieloną z ananasem, czy zwykły czarny Cejlon z mango. Ale owocowe, ziołowe mieszanki to nie jest herbata, tylko herbatka co najwyżej. W ekspresówkach jest wybredna jak tylko kot potrafi. Uznaję tylko te z organtyny, na jedwab mnie niestety nie stać i w kształcie piramidki. Aha, no i w środku muszą mieć całe liście, a nie pył złożony z liści, łodyg, ziemi i robaczków, słowem wszystkiego tego, co przeszło przez najdrobniejsze sita.
Nie wiem, czy nie zrobić na swoim blogu jakiegoś kącika herbaciano-kawowego, bo żeby wyjaśnic wszystkie niuanse herbaty, musiałabym tu zamieścić pewnie ze dwadzieścia dłuuuuuugich wpisów. :d
-- No przeciez to nie herbata, kolego, nie czytałeś?
Mięta, pokrzywa, melisa, skrzyp itd. Jasne, że trzymaja poziom, bo nie są herbatą. Bedę się przy tym upierać, jak najbardziej uparty osioł. Kopyt nie mam, więc nie pokopię, ale pazury wyciągnąć mogie.
Oczywiście, ze sypana ma inny, lepszy smak. Też nie mogłam w to długo uwieżyć, ale kiedy koleżanka kupiła mi puszkę a w niej sypaną herbatę i kiedy dokupiłam sobie sitko do parzenia tejże, uwieżyłam.
Z ogródka albo z własnych doniczek. Zgadzam się zupełnie. A zaparzona taka świeża, niesucha, mięta smakuje o nieeeeboooo lepiej. Poza tym można ją również wrzucić do zimnej wody i zrobić orzeźwiający napój.
Miarą miłości jest miłość bez miary
This site uses cookies to enhance your experience.