Dyskusje o kawie, yerbie i alkoholu już mamy. To teraz na herbaty przyszedł czas. Dla mnie pewnym zaskoczeniem i niedawnym, dość przyjemnym nawet odkryciem jest sam fakt, że nawet taka liściówka za 5 zł z Biedry od ekspresówki za też same 5 zł z Biedry to spora różnica. To się da pić! Tak normalnie, nawet bez cukru i upiększaczy! Nie rozumiem natomiast nadal swego rodzaju snobizmu osób, które uważają, że herbaty nie wolno niczym skazić, bo traci wszelkie walory smakowe. To znaczy w sumie rozumiem, ale tylko o tyle, że jeśli już się wyda te kilkadziesiąt złotych na 100g jakiegoś wymysłu, to nie po to, żeby potem i tak złamać ten wart majątek smak jakimiś dodatkami. Zakładam wątek, nie posiadając jakichś konkretnych pytań i oczekiwań, po prostu intryguje mnie, co i czy w ogóle cokolwiek napiszą tu ludzie bardziej światli ode mnie i w temacie obeznani. Ja sobie chętnie poczytam. :)
Dzień dobry! Jeśli chodzi o mnie to ja lubię pić każdą niemalże herbatę pod warunkiem, że herbata musi być owocowa. Nie ma znaczenia czy to bia,ła czy czerwona lub zielona bądź czarna. To nie ważne. Musi być owocowa. Bardzo polubiłem białoruską herbatę owocową o smaku leśnej jagody, gdzie były same suszone owoce. Ja herbaty bez słodzenia to nie umiem pić. Od jakiegoś czasu jak pije sobię herbate to słodzę nią greckim miodem pomarańczowym. Ostatnio znalazłem również herbatę białoruską o smaku ananasowym. Herbata ananasowa posłodzona miodem pomarańczowym to genialne połączenie. Do kanapek ostatnio piję herbatę rozpuszczalną. To jak na razie tyle odemnie. Pozdrawiam
Ze zwykłych to lubię Liptona i Dilmaha. Smakowe, owocowe i ziołowe to wszelkie, chociaż zdarzają się takie nie do picia. O ile kawę piję goszką, o tyle herbatkę od zawsze słodzę dwie łyżeczki cukru, lub czasem z miodem. Na wszelkie wynalazki i nowe propozycje też jestem jak najbardziej otwarty.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Oj, Lipton się zeszmacił ostatnio, zwłaszcza jeżeli chodzi o czarą herbatę. Nie, to już nie jest stary dobry Lipton. Osobiście muszę polecić Achmad Tea, to chyba jedyna czarna, którą jakoś lubię. A co do Earl Graya, którego także bardzo cenię, zwłaszcza mocnego i słodkiego, to chyba najlepsza jest Dilmah. Lubię też herbatkę malinową z Herbapolu, chociaz nie jest to już ten sam Herbapol, od kiedy się sprzedał za granicę. :( Zieloną herbatę oczywiście bardzo lubię i piję sypaną, bez cukru, słodzonej zdecydowanie nie lubię, choć moja mama tak ją pije. Co do herbat smakowych, to bardziej lubię je kupować, niż pić. :) Nie znalazłam jeszcze takiej, która zachwyciłaby mnie na tyle, by przy niej pozostać, choć próbowałam wielu tzw. świątecznych, zimowych itp.
O kurczaczki, takie maleńki, śliczne i żółciutkie. Połowa z was herbatą nazywa coś, co herbatą nie jest. XD Nie jestem z tych, co to herbatę tylko czystą i koniecznie sto gramów za sześćdziesiąt złotych. Lubię earl Grey'a, zieloną z ananasem, czy zwykły czarny Cejlon z mango. Ale owocowe, ziołowe mieszanki to nie jest herbata, tylko herbatka co najwyżej. W ekspresówkach jest wybredna jak tylko kot potrafi. Uznaję tylko te z organtyny, na jedwab mnie niestety nie stać i w kształcie piramidki. Aha, no i w środku muszą mieć całe liście, a nie pył złożony z liści, łodyg, ziemi i robaczków, słowem wszystkiego tego, co przeszło przez najdrobniejsze sita.
Nie wiem, czy nie zrobić na swoim blogu jakiegoś kącika herbaciano-kawowego, bo żeby wyjaśnic wszystkie niuanse herbaty, musiałabym tu zamieścić pewnie ze dwadzieścia dłuuuuuugich wpisów. :d
Cóż, tylko czekałam, aż zgłosi się ktoś, kto zauważy ten niuansik. :D Ja np. wiem, że jedno to nie drugie, co mi w ogóle nie przeszkadza nazywać tak wszystkiego. Spójrz na to inaczej: Na Cocacolę mówisz Cola, prawda? Bo to część jej nazwy. A na ile napojów też odruchowo mówisz Cola? Albo "Ptasie Mleczko" na mleczko z Milki czy innej Goplany? Także no, na luzie. :) -- (Tygrysica): O kurczaczki, takie maleńki, śliczne i żółciutkie. Połowa z was herbatą nazywa coś, co herbatą nie jest. XD Nie jestem z tych, co to herbatę tylko czystą i koniecznie sto gramów za sześćdziesiąt złotych. Lubię earl Grey'a, zieloną z ananasem, czy zwykły czarny Cejlon z mango. Ale owocowe, ziołowe mieszanki to nie jest herbata, tylko herbatka co najwyżej. W ekspresówkach jest wybredna jak tylko kot potrafi. Uznaję tylko te z organtyny, na jedwab mnie niestety nie stać i w kształcie piramidki. Aha, no i w środku muszą mieć całe liście, a nie pył złożony z liści, łodyg, ziemi i robaczków, słowem wszystkiego tego, co przeszło przez najdrobniejsze sita.
Nie wiem, czy nie zrobić na swoim blogu jakiegoś kącika herbaciano-kawowego, bo żeby wyjaśnic wszystkie niuanse herbaty, musiałabym tu zamieścić pewnie ze dwadzieścia dłuuuuuugich wpisów. :d
Mam ostatnio fazę na herbatę, albo, jak kto woli, na napary. Testuję herbatę o nazwie Tureckie Jabłuszko, która pachnie upajająco, ale smakuje jak Żywiec Zdrój jabłkowy, a także grzańce z firmy Lord Nelson.