No właśnie, skąd pomysł, że nikt poza Snapeem tego nie robił? My ich po prostu nie znamy. A co do Rudolfa i Belatrix, nie mam pojęcia, nie wczuwałam się w to zanadto. TO było małżeństwo raczej chyba polityczne, jak większość czarodziejskich małżeństw wtedy. Taka tradycyjna, chłodna, arystokratyczna ANglia. xd
A lusterka? Skąd niby Potter i Black mieli 2 i skad wiadomo, że nie było ich więcej?
COś może był wspominane, że to rzadkość, ale przecież Voldemort mógł wszystko zrobić teoretycznie.
COś może był wspominane, że to rzadkość, ale przecież Voldemort mógł wszystko zrobić teoretycznie.
Pamiętajcie, że Voldemort był ignorantem wielu spraw, ale też i doceniał swoich przeciwników. Wiem, wyklucza się jedno z drugim, ale tak było, ignorant, bo widział to, co chciał widzieć on sam, nie patrząc na inne aspekty, a przeciwników zawsze doceniał.
No, a małżeństwo Belli i Rudolfa, było aranżowane, to prawda, a Lucjusza i Narcyzy też, ale oni się kochali, szczęściarze.
No, a małżeństwo Belli i Rudolfa, było aranżowane, to prawda, a Lucjusza i Narcyzy też, ale oni się kochali, szczęściarze.
Z drugiej strony jeśli nawet, to skoro gość, który w chwili śmierci miał bodajże 20 czy 21 lat mógł je wymyślić, to mógł to zapewne zrobić każdy, komu to tylko by przyszło do głowy i kto by miał dość wiedzy.
Problem z wynalazkami polega na tym, że teoretycznie każdy może wpaść na to samo, a zwykle wpada jeden. xd
Prawda, ale wątpię, żeby ktoś kiedyś nie pomyślał inny "ci mugole mają taką dobrą komunikację, a my stoimy w miejscu i dalej przekazujemy wiadomości przy pomocy sów", nawet przy całej tej aroganckiej ignorancji i pogardzie, jakie można zaobserwować w stosunku czarodziejów do nich
Czarodzieje są nizbyt postępowi, przynajmniej nie wielu z nich. Oni są bardzo tradycyjni itd. A chuncwoci ogólnie raczej byli.
Wiecie, problem z wynalazkami polega zasadniczo na tym, że teoretycznie każdy może na coś wpaść, a zwykle wpada jeden, góra dwóch.
oglądałam ja wczoraj komnatę tajemnic i....
dlaczego bazyliszek nie spetryfikował fenixa skoro wydziobał mu oczy i napewno nie raz w nie spojżał?
może dla tego że fenix to magiczne stworzenie?
co myślicie?
dlaczego bazyliszek nie spetryfikował fenixa skoro wydziobał mu oczy i napewno nie raz w nie spojżał?
może dla tego że fenix to magiczne stworzenie?
co myślicie?
Myślę, że feniks to magiczne stworzenie, dlatego nie mógł go spetryfikować, ani, uściślijmy, zabić.
Zabicie feniksa powodowało po prostu jego spalenie i odrodzenie, co mamy pokazane w "Zakonie feniksa".
Myślę, że był tak potężnym stworzeniem, że moc bazyliszka na niego nie działała.
Myślę, że był tak potężnym stworzeniem, że moc bazyliszka na niego nie działała.
o, dokładnie, zgadzam się z Elanor.
Poza tym, pamiętajmy, że właśnie Fenix był niezwykły, potrafił się odrodzić, przenosić ciężary, jego łzy miały uzdrawiającą moc.
Dla mnie w ogóle dziwne było to, że ok, Bazyliszek łaził sobie rurami. Ale przecież żeby kogoś spetryfikować to musiał jakoś z tych rur wyleźć. I co, nikt nigdy nie zauważył jakiegoś wielkiego węża pełzającego po korytarzach? A może Bazyliszek był na tyle inteligentny, że wiedział kiedy na korytarzu nie ma nikogo oprucz jego upatrzonej ofiary? No i dla czego feniks nie zapłakał na przykład nad zranioną ręką Dumbledore'a, a zapłakał nad Harrym i to dwa razy? No chyba że łzy feniksa nie leczą zranień czarnomagicznych i zapłakanie nad Dumbledore'em nic by nie dało.
Nad DUmbledoreem to raczej nic by nie dało, bo to trochę tak wyglądało, jakby w tej ręce cały czas ta klątwa była, tak jakby ją zabiła, lub tylko dlatego ta ręka się utryzmywała, że była zaklęta. A martwego i feniks nie zapłacze.
Powiem tak, bazyliszek tylko przez te miejsce w łazience mógł wyjść i ten, kto tam wszedł, go mógł zobaczyć, gdy spojrzał mu w oczy, inni go widzieli, albo przez taflę wody, Nick był duchem, a Colin widział przez ten obiektyw w aparacie, więc umrzeć nie mogli, a i Hermiona przez lusterko, każdy przez coś, także śmierć była niemożliwa. Jeśli chodzi o Dumbledore'a, on miał klątwe w ręku, tak silną, że łzy feniksa nie dałyby jej rady.
Spoko, kwestię DUmbledore'a ogarniam, ale dalej jakoś ciężko mi sobie wyobrazić Bazyliszka. No bo patrzcie. On był widziany w różnych miejscach. Raz fakt, przy łazience, ale drugim razem gdzieś w pobliżu biblioteki, tam gdzie została spetryfikowana Hermiona, a tam raczej tej łazienki z wejźciem do komnaty tajemnic nie ma. No chyba że to ja naprawdę nie ogarniam jakiejś oczywistej rzeczy.