Ja szczerze nie wiem czy nie mamy prawa do unikania męczącej pracy. Mnie zastanawia ten smutny fakt, że większe szanse na rynku pracy ma osoba z niepełnosprawnością ruchu czy generalnie jakąkolwiek niepełnosprawnością za wyjątkiem umysłowej ze wzrokiem, niż my teoretycznie w pełni zdrowi i niby tylko bez wzroku, a często jest tak, że aż bez wzroku. Nam się może wydaje, że ten brak wzroku to jest tylko brak wzroku, a może jednak to jest aż brak wzroku. Często o tym myślę, jak to tak naprawdę jest z punktu widzenia widzących, serio. I nie mam porównania, bo nigdy nie widziałem, ale coś w tym chyba jest.
-- (pajper):
Do mnie też pomysł z NGO najbardziej przemawia. Inna sprawa, że tak szczerze prawdopodobnie bardzo szybko powstawałyby fikcyjne wolontariaty...
Ale jednak zgadzam się w dużej mierze z Zuzler. Sam znam przypadki, nie jeden, nie dwa, gdy osoba strasznie opowiadała, jak to jest źle, że nie ma pracy... Ale nagle, gdy pojawiła się potrzeba, pojawiła się i praca.
I nie, nie uważam, że niewidomi mają prawo do unikania pracy, która jest dla nich męcząca. Bo nie wiem, gdzie tutaj brak wzroku daje nam większe prawo od ludzi widzących, ale z problemami psychicznymi, depresją, dziećmi do wykarmienia lub podobnymi sytuacjami, śmiem powiedzieć, często porównywalnymi lub cięższymi od braku wzroku.
--