Forum

Jak przekonać rodzinę i przyjaciół?

Postawy otoczenia

Poprzednia 5 / 7 Następna

Zuzler

#81 ·

Edytowano 4 likes
O, to jest jedna rzecz, z którą zdecydowanie i bez gadania się zgodzę z każdym, kto też to powie - Twoje pieniądze to Twoja sprawa. Teraz nie mówię konkretnie do Monte, tylko do każdego, kto też będzie chciał czegoś się dowiedzieć z tego wątku - jeśli ktoś rządzi Twoimi pieniędzmi, a jesteś pełnoletni i nieubezwłasnowolniony, to serio, nie musi tak być. Te pieniądze pierwotnie i faktycznie są Twoje, niczyje więcej. To nie rodzice czy ktoś tam dostał decyzję o przyznaniu renty czy innego zasiłku pielęgnacyjnego, umowę o pracę czy zlecenie, tylko Ty i to Tobie są te pieniądze wypłacane. Na co je przeznaczysz, to inna rzecz. Jeśli mieszkasz w domu, za który się płaci rachunki, czynsz czy inne raty, oczywiście, dołóż się najlepiej do opłat. Tak samo jak każdy inny domownik, a najlepiej proporcjonalnie. Jedzenie też nie spada z nieba - weź to pod uwagę, ale jakim właściwie prawem masz pozwalać, żeby ktoś inny niż Ty rozporządzał Twoimi pieniędzmi?
Teraz zmienienie sposobu dostarczania renty czy tam numeru konta do tego można załatwić z ZUS-em przez internet. Do tego potrzebne jest konto w banku, które również można założyć przez internet albo w placówce banku. W placówce banku zajmuje to może 15 minut i wszystko może pomóc wypełnić pracownik, więc to nie jest tak, że potrzeba Bóg wie jak zaufanego asystenta do pomocy. Starczy ktoś, kto Cię do tego banku zaprowadzi i odprowadzi z powrotem. Nie wierzę, żebyś nigdy nie bywał/bywała w miejscowości z jakimś bankiem, którego apka czy strona będzie dostępna dla czytnika ekranu.
Tak, jasne, to jest rozwiązanie najlepsze dla osób dość technicznych, żeby sobie to wszystko zrobiły same z komputerem lub telefonem i potem umiały ogarnąć bankowość internetową. Ujmę to tak - niestety, nie ma drugiej takiej opcji, żebyś był samowystarczalny, jak nauczenie się tego. Wbrew pozorom, to nie są umiejętności kosmiczne.

MarOlk

#82 ·

2 likes
Zgoda. I jeszcze jedno. Może to rzecz oczywista, ale pewna dyscyplina finansowa i jasne wspólne ustalenia w kwestii ponoszenia przyszłych wydatków to podstawa. Mowa tu najprościej o nie wydawaniu więcej niż wynoszą wpływy i pewnej równowadze we wspólnym ponoszeniu kosztów funkcjonowania gospodarstwa. By za czas niedługi nie powstały długi i okazało się, że jeden łoży, a drugi leży.

tomecki

#83 ·

3 likes
Mnie w ogóle zastanawia ten tekst, że nie pomogą gdy wrócisz. Czyli co, teraz pomagają, ale gdy wyjedziesz to przestajesz być rodziną, czy co?
Jeśli chodzi o samo gotowanie to coraz łatwiej z tym. Rosół w wersji minimal można ogarnąć dość łatwo nawet początkującemu. parę innych dań również nie wymaga specjalnych umiejętności. Coraz więcej jest mniej lub bardziej przygotowanych różności w sklepach: zupy mrożone, które wrzucasz do gara z wodą i gotujesz parenaście minut, mięcho czy inna włoszczyzna pokrojone już w kawałki, że nie wspomnę o gotowcach do podgrzania np. w mikrofali. Jakość to to ma różną i wychodzi drożej niż przygotowane samodzielnie, ale jakaś rezerwowa opcja to jest.

MarOlk

#84 ·

1 likes
@Tomecki, szantaż emocjonalny według mnie. Z jakiej przyczyny stosowany to już insza inszość. Czy to źle pojęta troska czy coś innego, któż to wie...

monstricek

#85 ·

2 likes
Tak, ja też myślę, że to szantaż. Ludzie nie potrafią sobie wyobrazić, jak ona będzie żyła bez nich, ponieważ ogólnie nie mają pojęcia, jak mogą żyć niewidomi. I tu pojawia się ważne pytanie: czy były próby pokazania rodzinie filmów czy artykułów o niewidomych, którzy osiągnęli sukces? Jeśli nie, to myślę, że to nie zaszkodzi. Przynajmniej będą świadomi, że takie sytuacje mają miejsce, a w najlepszym przypadku zrozumieją, że ty też możesz tak żyć, tylko potrzebujesz pomocy.
I jeszcze jedno. W Rosji mamy centra rehabilitacji dla niewidomych, gdzie uczą gotować, sprzątać, prać, orientować się w przestrzeni i tak dalej. Można tam trafić, składając wniosek przez stowarzyszenie niewidomych. Myślę, że u was też musi być coś podobnego. Co, jeśli spróbujesz pojechać do takiego centrum? Tam są profesjonaliści, którzy nauczą cię tego, czego nie nauczyła cię rodzina.
Poza tym ludzie tutaj słusznie radzą: nie zawsze trzeba mówić rodzinie wszystko. To z pewnością też grzech, ale jeśli mówimy o niezależności, nie ma innej drogi. Poszukaj możliwości założenia konta bankowego, kiedy będziesz blisko ukochanej osoby. Z nim też omów możliwość wynajęcia mieszkania. W końcu on też powinien coś zdecydować w tej sytuacji, a nie zostawiać cię samą. Myślę, że razem łatwiej wam będzie wymyślić plan opuszczenia domu rodzinnego.
Jeśli chodzi o relacje w rodzinie, pomyśl, który z krewnych najbardziej cię wspiera, kto jest gotów ci pomóc. Porozmawiaj z tą osobą o tym, że chcesz żyć samodzielnie, i omów, czy może ci w tym pomóc. Na pewno w pobliżu jest ktoś, kto nie jest aż tak radykalnie nastawiony, ktoś, kto rozumie, że nie możesz spędzić całego życia u boku mamy, a właściwie nie powinnaś.
Jeszcze porozmawiałbym z rodzicami na temat: „Jak myślicie, co się ze mną stanie, kiedy was zabraknie?”. Znowu, mówiąc o tym, skupiłbym się na konieczności zdobycia umiejętności domowych, na tym, że już teraz ważne jest, abyś była trochę bardziej samodzielna, że jesteś gotowa się uczyć i że to cię interesuje. I że będziesz wdzięczna, jeśli ktoś z rodziny cię czegoś nauczy – cokolwiek: gotować, prać, płacić za wodę i prąd – jakiejkolwiek umiejętności domowej.

Pitef

#86 ·

2 likes
Ja przypuszczam, że koleżanka ma o tyle problem, iż jej rodzice/ opiekunowie czy jak tam inaczej to zwał, mają albo stały wgląd w kasę, albo co gorsza, to oni nią dysponują. Osobiście byłem kiedyś w takiej sytuacji, że rodzice pozwolili mi się usamodzielniać, ale rętę przynosił listonosz, i realnie nie do końca wiedziałem, ile tego faktycznie jest. Uczestnicząc w różnego rodzaju projektach unijnych organizowanych przez szkołę, brałem także udział w płatnych starzach. Pieniądze z 2 pierwszych starzy świadomie poleciłem wpłacić na konto rodziców, gdyż wtedy operowałem gotówką, i nie miałem konta bankowego. Po drugim starzu jednak uświadomiłem sobie, że tak być nie może. Pieniądze przyszły, poprosiłem rodziców, aby wypłacili mi i dali siano do ręki. Zawsze odwlekali, zawsze twierdzili że jest czas i td. Zdenerwowany na tę sytuację, będąc wówczas w internacie, poprosiłem moich 2 kolegów z klasy, ażeby doradzili mi w kwestii wyboru banku i aby pojechał ze mną jeden z nich podpisać umowę o założenie konta. Następnego tygodnia, kiedy już miałem E-bankowość, pozakładaną aplikację na telu i jedynie na kartę oczekiwałem, pojechałem do ZUSu. Zleciłem zmianę formy wypłacania ręty z gotówki pocztą na przelew bankowy, tym razem już na moje konto. W domu jak powiedziałem, a zadzwoniłem niezwłocznie po wizycie w ZUS, podniesione było larum, że uprawiam samowolkę, że jak narobię długów i td, będę musiał ponieść konsekwencje sam. Naturalnie, do ogniska domowego co miesiąc wrzócałem określony umową słowną zwitek, i finalnie wszystko skończyło się jak najlepiej. Dotarło do nich zwyczajnie, że jestem uparty we wszystkim, a w szczegulności w dążeniu do postawionych sobie celów. Obecnie mieszkam już chyba czwarty rok sam, na swoim, na swoich zasadach i warunkach. Za wszystko odpowiedzialność biorę ja. Role się cokolwiek odwróciły, gdyż miast oni dawać mi rady, wielokrotnie przyjmóją teraz rady ode mnie.
Sygnatura? A co to jest i do czego :D

MarOlk

#87 ·

Przypuszczam, że lęk przed utratą kontroli nad kimś lub czymś czyli podległą osobą lub środkami finansowymi. W każdym razie nie zazdroszczę, a koleżance życzę poukładanych spraw życiowych, wyjścia na swoje i trafnych samodzielnych decyzji.

Postukujacy

#88 ·

2 likes
Jeden z najciekawszych i najbardziej merytorycznych wątków ostatnimi czasy tutaj. Wpisy 66 i 68 szczególnie wyczerpują temat - tam jest to, co chciałbym Ci właśnie Monte doradzić w Twojej sytuacji. Nie będę się powtarzał zatem. Jak przez lata było nam wygodnie, ale zaczęło co raz mocniej uwierać, to teraz musimy mieć strasznie silne pośladki, by wytrzymać ból jak się z tego będziemy wyrywać. Trzymam kciuki, żeby się jak najmniej boleśnie, udało.
INFP

daszekmdn

#89 ·

Edytowano 2 likes
-- (Monte):
Niestety moja rodzina kategorycznie się temu sprzeciwia. Za każdym razem, kiedy podejmuję albo próbuję podjąć decyzję, jestem traktowana jak głupia, niesamodzielna niewidoma.
Jedyne rozwiązanie: Podejmij taką decyzję, jaką chcesz podjąć w ogóle się na nich nie oglądając. Często wyłączną możliwością jest postawienie rodziny przed faktem dokonanym, że już się stało. Też inaczej niektórzy wówczas potrafią na to popatrzeć.
Może i Cię znienawidzą, ale jeśli są mądrymi ludźmi, po czasie zrozumieją. To jest Twoje życie. Szczególnie, że masz kogoś. Najwyżej niech pomoże on Tobie się spakować, wynieść itd, jeśli oni nie chcą.
--
Jak już pójdziesz na swoje, to wszystko przyjdzie samo i będzie z górki.
-- (Monte):
Przez to nie jestem pewna siebie, czuję, że ciągle muszę o wszystko pytać, wiecznie tłumaczyć moje decyzje i postępowanie.
--
Wiem, jak się czujesz. Rozumiem, bo może aż tak źle u mnie nie jest i nie było, ale generalnie hamowanie to standard u wielu niewidomych. Nie musisz sie nikomu tłumaczyć. Żyjesz dla siebie, jak każdy. Nie dla kogoś.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P

daszekmdn

#90 ·

Edytowano
-- (monstricek):
czy były próby pokazania rodzinie filmów czy artykułów o niewidomych, którzy osiągnęli sukces?

--Nie polecam. U niektórych zadziała, u niektórych przeciwnie. Jeszcze można się nasłuchać, że oni robią tyle, a ty? Ludzie nie umieją rozgraniczyć często tego, że ty nie robisz, bo nikt nie pozwolił Ci tego dokonać, a nie robisz, bo nie chcesz.
A, co do wiary... Jestem od lat ateistą, ale też kiedyś byłem wierzący, i z tego, co jeszcze z biblii pamiętam, to wspólne mieszkanie nie jest grzechem. Chyba, że obawiasz się popędu, że wówczas nad sobą nie zapanujesz i nagrzeszysz. Warto rozpatrywać to bardzo indywidualnie, ale jak rozumiałem z tego, co głosił wówczas kościół, to bóg potrafi wybaczać i myślę, że Twoja sytuacja jest możliwa do rozgrzeszenia gdyby nawet.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P

Zuzler

#91 ·

Myślę o tym, co pisze Daszek post wyżej. Dochodzę do wniosku, że taka postawa "dlaczego ty tego nie umiesz" może wynikać stąd, że rodzice mimo wszystko gdzieś tam podświadomie mogą liczyć, czekać na to, że to ten człowiek powinien sam sobie poradzić i ogarnąć. Paradoksalnie, bo z 2 strony sami uczą bezradności, ale jednak, może gdzieś tam właśnie na to liczą, tego oczekują, bo przecież tego samego oczekiwaliby nieraz od osoby sprawnej.

Zuzler

#92 ·

Edytowano
A może i coś bardziej ludzkiego? Może przekonanie czy obawa, że naprawdę sobie nie poradzi, bo nie ma sił, umiejętności i środków? Patrzenie wciąż jak na zbuntowanego nastolatka, dziecko, które w swojej naiwności czy nieogarze chce przeskoczyć ileś etapów w życiu naraz i pewnie po prostu sobie nie da rady, a za to narobi głupot? Wciąż mówię o potencjalnym toku myślenia rodziców. Znaczy nie mówię, że to dla rodzinki nie jest po prostu wygodne, gdy ten słabszy jej członek daje się ustawiac po kątach i nie wykłóca się o swoje prawa i pieniądze. Chcę tylko wskazać, że może w takim sprzeciwie może być i pierwiastek ludzki. I nie mówię teraz o jakiejś konkretnej osobie i jej rodzinie. Chcę jedynie poddać pod rozwagę innym czytającym.


-- (MarOlk):
Przypuszczam, że lęk przed utratą kontroli nad kimś lub czymś czyli podległą osobą lub środkami finansowymi. W każdym razie nie zazdroszczę, a koleżance życzę poukładanych spraw życiowych, wyjścia na swoje i trafnych samodzielnych decyzji.

--

monstricek

#93 ·

11 likes
Teraz często pracuję jako rehabilitant z niewidomymi i zauważam dwie tendencje.
W pierwszym przypadku rodzice urywają sobie włosy z głowy, kiedy ich dziecko ma już po trzydziestce, ale nie wie jak otworzyć drzwi wejściowe, a głowę myje mu mama. Rodzice przyprowadzają taką osobę do naszego biura i zaczynają rozprawiać, jak to ona, taka nieogarnięta, założy rodzinę i w ogóle będzie żyć. Zaczynamy rozmawiać bezpośrednio z nią i okazuje się, że tak naprawdę nie zależy jej na związku, no może poza aspektem seksualnym. Nie przeszkadza jej, że ktoś inny gotuje, sprząta, pierze skarpetki i tak dalej. Wręcz jej to pasuje, bo sama nie tyle nie jest w stanie się tego nauczyć, ile po prostu nie widzi sensu, bo i po co.
Są rodziny, które próbują taką osobę czegoś nauczyć, a potem, choćby z niewielkim wsparciem na początku, postarać się ją usamodzielnić, na przykład wyprowadzić do osobnego mieszkania, żeby w dużej mierze sama za siebie odpowiadała.
Ale w większości rodzin ludzie gadają, gadają, jaki ten ktoś nieporadny, a i tak robi im się go żal i wiecznie go wyręczają, bo jak to tak, synek nie widzi, nie może, trzeba pomagać.
Niedawno miałem klienta, który tłumaczył, że boi się wyjść z domu. Konkretnych powodów nie podawał, po prostu się bał i tyle. Testy psychologiczne i inne badania pokazały, że raczej mu się nie chce uczyć nowych rzeczy, a problemy emocjonalne to bardziej symulacja niż rzeczywistość. Ten klient ma ojca, który bardzo chce i domaga się tego, żeby syn był samodzielny, ale ojciec ciągle pracuje poza miastem. Ma też matkę, która woli, żeby po prostu siedział w domu i cieszył się życiem, bo tak jest jej spokojniej i łatwiej.
Efekt jest taki, że ojciec przyjeżdża, próbuje synowi coś wytłumaczyć i czegoś nauczyć, ale syn zamyka się w pokoju, nie chce rozmawiać, nie chce niczego słuchać, a matka broni go przed ojcem.
Ten chłopak znalazł nawet sobie związek, ale nic z tego nie wyszło, bo nie chciał wziąć odpowiedzialności ani zamieszkać z partnerem, gdy ten mu to zaproponował, bo musiałby wtedy zacząć coś załatwiać, orientować się w mieście, uczyć się nowych rzeczy. I to nie ja wymyślam, że on nie chce, ale on sam nam o tym opowiedział.
W tych historiach terapia potrzebna jest zarówno rodzinie, jak i samej osobie niewidomej. Problem w tym, że wszyscy, albo prawie wszyscy uczestnicy tych zdarzeń są przekonani, że wszystko jest w porządku i jakoś samo się ułoży.
Drugi typ przypadków, który bardzo często widuję, to nadopiekuńczość wobec niewidomych, którym ta opieka już się przejadła. Za wszelką cenę starają się jej uniknąć. Tu też możliwe są dwa klasyczne scenariusze. Albo dana osoba ma w sobie kręgosłup i ogromną chęć, żeby przeciwstawić się rodzinie, albo rodzina łamie człowieka i zostaje on pod jej opieką.
Bywa, że mnie i moim współpracownikom udaje się wytłumaczyć bliskim, że niewidomy to taki sam człowiek, który też chce w pełni żyć. Takie sytuacje zdarzają się w około sześćdziesięciu procentach przypadków. Reszta jest niestety krytyczna, bo nawet jeśli bardzo chcemy, nie jesteśmy w stanie wyrwać człowieka z takiego środowiska.
Gdzieś pośrodku są normalne rodziny i normalni niewidomi, albo tacy, którzy stracili wzrok później. Oni po prostu chcą się uczyć, żeby w pełni żyć. Z nimi jest mało problemów, sami są gotowi na bardzo wiele. Ale praktyka pokazuje, że na dwa świadome przypadki przypadają trzy nieświadome.
Piszę o tym wszystkim dlatego, że oczywiście można by nieskończenie długo przekonywać rodzinę, ale wydaje mi się, że jeśli ludzie nie chcą nas słuchać, to trzeba postępować twardo i bezlitośnie. To oczywiście może doprowadzić do ogromnych awantur, ale jeśli nie dociera do nich nasz głos, to stanowcza i przygotowana separacja jest jedynym wyjściem. W przeciwnym razie można po prostu stracić chęć do usamodzielnienia się i pozostać w stanie, nazwijmy to, wegetatywnym.
Lepiej narobić głupot, czegoś nie umieć albo nie wiedzieć, ale spróbować, niż siedzieć nieruchomo i czekać, aż ktoś pozwoli albo w nas uwierzy.
Wiem, brzmi to dość maksymalistycznie, ale są przypadki, gdzie inaczej po prostu nie da się.

daszekmdn

#94 ·

Edytowano 1 likes
To ja jestem gdzieś po środku. Jak mam, to zrobię sam, ale jak ktoś mnie wyręczy, to fajnie :D.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P

Julitka

#95 ·

Gorzej, jak nikt nie będzie miał jak.
-- (daszekmdn):
To ja jestem gdzieś po środku. Jak mam, to zrobię sam, ale jak ktoś mnie wyręczy, to fajnie :D.

--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

Monte

#96 ·

Edytowano
Chciałabym się wynieść z domu. Nie wytrzymam dłużej.
Give me a sign.

Julitka

#97 ·

Prześpij się z tym jeszcze, bo ten post wygląda tak, jakbyś pisała pod wpływem emocji, a to nie jest dobry moment na podejmowanie takich decyzji. Jeśli się zdecydujesz, to zrób nowy wątek i omówimy wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą.
-- (Monte):
Chciałabym się wynieść z domu. Nie wytrzymam dłużej.
--
***Jak ja nie cierpię sPAMerfów!

mustafa

#98 ·

1 likes
A ja uważam, że właśnie odwrotnie.
Kiedyś musi być ten moment, a jak się prześpi, to kolejny problem zostanie zamieciony pod dywan i dalej będzie tkfić w tej matni. Idealnego momentu nigdy nie będzie i nigdy nie będzie to łatwe.
I ty to przechodziłaś i ja to przechodziłem i doskonale zdajesz sobie sprawę, że łatwe to nie jest, ale po czasie nigdy byś nie wróciła do poprzedniego stanu rzeczy.


-- (Julitka):
Prześpij się z tym jeszcze, bo ten post wygląda tak, jakbyś pisała pod wpływem emocji, a to nie jest dobry moment na podejmowanie takich decyzji. Jeśli się zdecydujesz, to zrób nowy wątek i omówimy wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą.
-- (Monte):
Chciałabym się wynieść z domu. Nie wytrzymam dłużej.
--

--
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.

Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.

papierek

#99 ·

1 likes
Śledzisz księgi i inne wątki, bo cię tam widzę, więc wiesz, że to nie jest pod wpływem emocji pragnienie teraz. Trwa to czas dłuższy znacznie.

-- (Julitka):
Prześpij się z tym jeszcze, bo ten post wygląda tak, jakbyś pisała pod wpływem emocji, a to nie jest dobry moment na podejmowanie takich decyzji. Jeśli się zdecydujesz, to zrób nowy wątek i omówimy wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą.
-- (Monte):
Chciałabym się wynieść z domu. Nie wytrzymam dłużej.
--
--
po co mi sygnatura?

Zuzler

#100 ·

Edytowano 1 likes
Siądź, mimo wszystko spokojnie spróbuj przynajmniej ustalić, gdzie pójść, za co przeżyć, co ze sobą zabrać. Oraz jak szybko jesteś w stanie to zorganizować.
Poprzednia 5 / 7 Następna