a nie to z obiadami
to tak źle
tam gdzie ja byłem
to tak źle nie było
to było nawet dobrze
różnie to bywało
ale tego najbardziej lubiłem
na przykład tego basenu w sobotę też
jakoś obowiązkowy basen
w sobotę
chociaż też parę razy mi się zdarzyło nie pójść
jakoś się wykręcić
i nie pójść
ale też wymyślili obowiązkowy basen
Nie, no to na Tynieckiej z tym akurat problemu nie było.
Weekendy można powiedzieć w sumie były nasze, mogliśmy robić co chcemy, iść gdzie chcemy.
Było tam paru wychowawców, którzy czasami przyszli z zapytaniem, czy chcemy gdzieś wyjść.
Zwykle osoby, które miały wyjściówki odmawiały, nie, my mamy wyjściówki, jak będziemy chcieli, to sobie sami pójdziemy.
No i wychowawców to jakby satysfakcjonowało.
Nie było tam jakiegoś naciskania, a może jednak byśmy gdzieś poszli, a może byśmy gdzieś wyszli.
No jedynie był taki głupi przepis, że nie mogliśmy wyjść na cały dzień, musieliśmy wracać na obiad i na kolację.
Chociaż nawet nie byliśmy błonni, bo na przykład byłem na pizzy, no to musiałem wrócić, chociaż się tej herbaty niby napić, no i wyjść.
To było w technikum.
A w studium?
To w ogóle nas nie pilnowali.
Można było sobie wyjść na cały dzień, nie było tam mówienia, a czemu nie wrócisz na kolację i takie tam...
Studium miało totalne luzy.
Technikum, no nie do końca, ale też dało się przeżyć.
No to pod tym względem u was fajnie było
Bo nas to w niedzielę na przykład jeszcze często ciągali na te wycieczki do Warszawy
Czasami to fajnie było, ale jeździć tymi autobusami
I niektórzy to także musieliśmy
Jedziesz i koniec, tak było
Witam. Ja powiem tak, no co do Lasek chodziłem tam przez pewien czas.
Jak zaczynałem podstawówkę, to były początkowe lata, dziewięćdziesiąte jakoś tak.
Tam chodziłem do przedszkola też. Potem do podstawówki, potem chodziłem przez jakiś kształt do rapki.
Potem zacząłem pracować w szeregu od Lasek.
Do gimnazjum chodziłem w Lublinie, a potem do zawodówki.
No w Lasek, nie powiem. Bywało różne, gorzej, że wychowawcy byli różni.
Fajnie, niefajnie jak wszędzie, ale ogólnie mi się podobało.
Tutaj na Elfenie to kogoś znam.
Z Lasek do Kmiczy, kształt dziewięćdziesiąt dwa, czyli Artura.
On mnie też powinien pamiętać i Rafała Wersierskiego.
A ciebie, Łukaszu, jakoś nie kojarzę. Nie wiem.
W których latach ty chodziłeś do Lasek?
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
A już tak powiem, co do zakazów i nakazów, to ja ich rozumiem.
Właściwie tak przeglądam ten wątek i widzę, że tak na nich mnoże kacza z reguły.
A to dobrze, że mieliśmy jakieś krzyże, jakaś taka szczególna znak krzyża.
Nie wiem jak tam było, jak ja odszedłem, bo ja odszedłem z Lasek jakieś osiem lat temu,
ale no coś, jakby nie było, to było jeszcze za tak osiem lat.
Co to tak osiadł ten katolicki tam.
No mnie też przebawiło się słuchać tak, nawet jak te zakazy wydawały się bezsensu.
A co do tego, że nie można sobie...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
... ...
... ...
... ...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Co do Lasek, dlatego tak jest tam, że ktoś nie umie czegoś załatwić po Laskach, czy zadzwonić, dlatego że to jest ośrodek taki, można powiedzieć, zamknięty.
Jeżeli nie mamy skończonej orientacji, nie mamy kursu nawet, no to tutaj w Warszawie siłą rzeczy się nie ruszamy.
A mamy jakby wszystko na miejscu, kawiarenka, warsztaty, jak coś się nam popsuje, dział lekarski, żeby iść do lekarza, jak się źle czujemy, a wiadomo, przez parę lat, jak się chodzi, wszyscy nas znają.
A w Krakowie, no to już siłą rzeczy, jeżeli chcemy iść do lekarza, to wychodzimy z ośrodka i już musimy normalnie poruszać się po mieście, przyjechać te parę przystanków.
Trzymajmy.
Czyli nie wiem, do sklepu to gdzieś iść, dlatego że na miejscu tego nie ma.
No jest sklepik szkolny, ale to asortyment ma mały.
Ale z drugiej strony, co do Lasek, to był taki plus tego, że tam był duży teren, no czyli można było sobie samodzielnie pojeździć na rolkach, rowerach, deskorolkach, a niestety na Tynieckiej takiej możliwości nie było.
Jeżeli coś, no to osoby widzące, słabo widzące, to może.
A osoby niewidome, no to tandem.
Ja Cię Bartek jeden znam z rapki, dlatego nie wiem czy pamiętasz, ale byliśmy razem w klasie, w trzeciej u Pani Marii.
To był rok 95, wtedy otworzyli ośrodek po remoncie.
Ja przyszedłem z domu chłopców na rok, dlatego że bardzo często chorowałem.
Byłem tydzień w szkole, pojechałem do domu, jakaś choroba mnie rozkładała, 38,5.
Na tydzień antybiotyk, czy tam na dwa, zależy to ile różnie to było.
Potem zdrowy, niby zdrowy, pojechałem do szkoły w poniedziałek, a w poniedziałek wieczorem znowu jakaś infekcja 39 i znowu do domu.
I dlatego po prostu mnie dali do rapki na rok, żeby mi się to troszeczkę jakoś unormowało, te chorowanie.
Ty chyba poszedłeś, nie pamiętam, albo październik, albo listopad do Lubina.
Ja zostałem do końca roku.
Przestałem chorować, no i z powodu tego wróciłem do rasy.
Krzeszczy Mateusz. Tak sobie myślę, czy ja się znam, no być może. Był w Rapce jeden Mateusz, który chodził nawet ze mną do klasy, chyba na 08.
Mateusz był na naszą wychowawczynią. Była pan Maria Doszyńska, nie wiem. Być może to ty, albo nie ty, nie pamiętam zbyt.
Stary Krzasy, może, może przeczytaj się. Albo powiedz coś więcej o sobie, no nie wiem.
Być może przyznam.
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Dokładnie, ja jestem Mateusz Duchna, no i byliśmy razem też w grupie u siostry Gregorii.
O ty spałeś w sypialni z Adamem, Tobiaszem i tą całą resztą, a ja spałem w tej drugiej sypialni, tej większej z Mariuszami, Dawidem i Marcinem.
No nie podejrzewam, że to ty, bo ty jesteś na klangu, ale tu jesteś jako matka do dwadzieścia pięć, ja nie podejrzewam, że to ty, ale no fajnie, fajnie.
Teraz sobie przypominam, ja spałem z Adamem Białkiem, Boguś Dąbrowski tam był, to było coś trzeźwe, ale no tak wyszło u niego, on teraz jest w Niepomilcach, ale na pewno przeżył, że...
...z Tobą rozmawiałam, pozdrowił go, to ciebie mogę. Także tak, no fajnie.
A co do tematu, no najpierw to chodziłem do przedszkola u nas w Lubastowie.
Podstawówkę zacząłem w Laskach, potem właśnie byliśmy w Radce, byliśmy w Gorobylu, siostry Grzegorzy, Grzegorzy, ja pamiętam, ale jakoś gorąco tam byłem, już zapomniałam z jakiej przyczyny.
Potem byłem w Lublinie, ale...
...tam, że tak powiem, był taki obszar gości, którzy patrzyli sobie mnie, bo byłem generalnie słabszy i nieumialny.
I się obronić, a oni słabszych napadali, bo tak powiem, nie umieli zrozumieć, że ja lubię disco polo, tylko miałem hip-hop.
Hip-hop posłuchać, tak jak oni i...
...generalni.
No wiadomo, ja byłem słabszy, od nich, oni tego nie mogli zazamieć i wykorzystywali mnie do kurczania.
Potem, po zakończeniu podstawówki już lubili gimnazjum.
W Lublinie poszedłem do Lasek, a tam w zawodówce zdobyłem dyplom od pana Kazalewskrzyńskiego, ja nie wiem od czego.
Kojarzę, że on... on chyba zmarł, jak się nie mylę. Nie wiem, czy będziesz go kojarzyła.
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Dzień dobry.
Ja też jestem w Laskach
od zeszłego roku.
I ogólnie bardzo
jestem jakby zadowolona z tego,
ale cieszę się
też z
powodu tego, że
poszłam tam już po masówce
i że mam w jakiś
sposób ukształtowany charakter,
ukształtowane poglądy i w ogóle, bo
wydaje mi się, że ośrodek jednak
jak się tam idzie od początku
jako dziecko, to po pierwsze
dochodzi kwestia takiego rozdzielenia
z rodzicami, z domem i to się źle
kojarzy i też jest ogólnie złe nastawienie
od początku.
No i wydaje mi się też, że
właśnie lepiej
jest jak przez pewien czas nawet
w domu, nie w domu, ale mi bardzo
dużo dała szkoła jakby
taka normalna w kwestii poglądów.
Ludzie, z którymi się trzymałam i tak dalej.
A co do wyżej wspomnienia,
pani kierownik, to
tak jak już ktoś powiedział,
nie jest kierowniczką już.
Pracuje w internecie dziewcząt
i ja na przykład się z nią
dogaduję tak dość sympatycznie.
Nie miałam nigdy
z nią jakiejś takiej, nie wiem, nieprzyjemnej
sytuacji czy coś.
Dlatego, że
mam z nią kontakty, dlatego, że
zdarzamy się właśnie pomagać
tam w grupach specjalnych
czasem. W zeszłym roku
bardziej aktywnie, w tym jakoś tak trochę mniej.
No, ale też, też dlatego,
że niedługo tam byliśmy,
więc niezbyt wiele okazji
miałam. Ale
całkiem fajnie się dogadujemy.
No.
To chyba było na tyle. A, i
zawsze jak pani Dorota ma nockę,
to ja sobie taki cel
postawiłam, że zawsze na nią czekam.
I też nigdy, zawsze nawet z użytkowniczką
Moonlight22 na nią czekamy.
I też nigdy jakby ona nie miała do nas problemu.
Zawsze, zawsze jej życzymy
miłej pracy, tam
zawsze pyta nas tam, czy się
uczymy, czy coś robimy. Odłącza
od kontaktu ładowarki.
Ale tak ogólnie to
nie wiem, polubiłam ją jakoś tak
i, i
fajnie. No. To dobra noc.
Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.
Cześć, no to ze mną jest taka historia, że ja zaczęłam moją edukację w ośrodku, byłam na Hirschfelda w Lublinie i byłam tam przez dwa lata.
Fajne to było dla mnie o tyle, że po prostu mieszkałam z rodzicami, bo my mieszkaliśmy w Lublinie, tam miałam dom rodzinny, więc po prostu codziennie chodziłam do szkoły, a spałam sobie u siebie w domu.
Więc to było fajne, że właściwie ja nie miałam tego rozdzielenia z domem, a jednocześnie mogłam się uczyć i tam się uczyłam przez dwa lata, ale ta szkoła wtedy to była powiedzmy druga połowa lat dziewięćdziesiątych,
to ta szkoła wtedy, powiem wam szczerze, że ten poziom i to co się tam działo troszkę było o pomstę do nieba, więc wszyscy sugerowali, żeby mnie zabrano do szkoły masowej.
Ja w ogóle poszłam rok wcześniej też do szkoły jako sześciolatek.
No i wszyscy mówili, że sobie poradzę w masówce i żeby mnie zabrali rodzice, bo się marnuje w tej szkole.
No i jakby to jest oczywiście nie moja opinia, tylko opinia tych pedagogów tam będących.
No i tak się też stało. Ja do trzeciej klasy poszłam do szkoły masowej i powiem wam, że tam było źle i aż do matury byłam w masówkach.
Z jedną klasą, takim trzonem, który szedł dalej. I tam było po prostu źle pod każdym względem.
No owszem, poziom był bardzo dobry. Ja się uczyłam bardzo dobrze, ale musiałam bardzo dużym wysiłkiem to okupić, dużą, ciężką pracą jak na dziecko
i musiałam wszystkim udowadniać, że się nadaję do czegokolwiek. Plus nauczyciele nasi pierwsi nie pomogli za bardzo.
Może pierwszy wychodzący, ale nie pomogli za bardzo.
No i tak się też stało. Ja do trzeciej klasy poszłam do szkoły masowej i potem okazało się, że ta szkoła została w ogóle zamknięta i pani dyrektor poszła do więzienia.
Także hit. No a do czwartej klasy poszliśmy do takiej szkoły, w której był już zupełny wyścig szczurów i z tą klasą szłam w sumie do końca.
No i ludzie mnie nie lubili, nie zaakceptowali. Ja byłam taką myszą w szkole i tak naprawdę bardzo, bardzo mocno byłam odosobniona taką outsiderką.
Byłam i się zajmowałam moimi rzeczami, czyli na przykład pisaniem książek. No i tak to wyglądało.
No i też to było w Lublinie oczywiście, więc cały czas byłam w domu. Ale masówkę wspominam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo źle i mówiłam na nią poprawczak.
Słuchaj, na forum w szkole i w pracy jest taki wątek likwidacja ośrodków.
Nawet jakby bez czytania drugiej połowy wpisów w zasadzie będziesz wiedziała o co chodzi jednej i drugiej stronie,
ale bardzo mnie ciekawi co byś powiedziała Ty na ten temat.
Także zachęcam Cię do zajrzenia tam może skomentowania.
Natomiast jeśli chodzi o internat i system wartości i relacje rodzinne, no to bardzo się zgadzam z Daszkiem i z Lwiczką, bo rzeczywiście myślę, że dom, no oczywiście zależy jaki on jest, ale też bardzo nas kształtuje.
Natomiast jeśli chodzi o szkołę masową, to w kontekście tego, co Lwiczka powiedziała, mnie masówka w sumie chyba bardziej zniszczyła niż mi pomogła.
Ja też miałam tak, że nauczyciele egzekwowali ode mnie wiedzę, nie wspierając mnie tak naprawdę w ogóle. No i też niestety musiałam niejednokrotnie zdawać egzaminy gdzieś tam w przerwie, kiedy wszyscy grali w ping-ponga.
W tym samym miejscu.
W tym samym miejscu, w tej samej klasie był straszny rejwach, tak że fatalne to było naprawdę. Prawa ucznia to w ogóle chyba, nie wiem, nie było czegoś takiego w ogóle. No i bardzo lubiłam opuszczać, bardzo lubiłam nie chodzić do szkoły. Jak tylko mogłam, to nie chodziłam.
No, ja też byłam dosyć słabym dzieckiem, takim chorowitym, bardzo, bardzo alergicznym, więc cały maj i czerwiec to był taki czas.
Strasznego kichania dla mnie i wtedy byłam najszczęśliwszym człowiekiem, bo chociaż się źle czułam, to byłam w domku. No i nie musiałam chodzić. A często też na przykład nie szłam do szkoły po to, żeby się uczyć po prostu w domu.
Miałam też lekcje dodatkowe, no i miałam też szkołę muzyczną, więc miałam bardzo, bardzo, bardzo, bardzo ciężko i dużo pracy. I chyba właśnie myślę, że najwięcej pracowałam jako dziecko i jako dziewczynka, taka też większa.
Nie pracowałam na żadnych studiach i w żadnej pracy kolejnej nie miałam takiego zapierniczu jak w szkole.
Tak, do ośrodków chodziłam przez 16 lat, do dwóch, było i jest naprawdę świetnie, moja opinia o takich miejscach będzie zawsze pozytywna , wychowawcy, nauczyciele, świetni kreatywni, do porozmawiania ale i do załatwienia problemów ludzie, wiele ciekawych aktywności w czasie wolnym organizowali. Internat, najlepsze miejsce w którym mogłam być.
No to krasi na mnie. Ja przez 9 lat chodziłem do Lasek.
No i tak, w przedszkole było nawet spoko.
Potem poszedłem do szkoły podstawowej, ale szkołę podstawową wspominam źle.
No bo jednak to rozłąka z domem i tak dalej.
Nie podobało mi się to, na przykład miałem taką sytuację kiedyś, że rozmawiałem sobie przez Skype'a z rodzicami.
I nagle wchodzi wychowawca taki jeden i pyta co to ma być.
Że sobie siedzę przy komputerze bez pytania czy mogę.
No to ja powiedziałem, że to jest mój komputer i sobie rozmawiam przez Skype'a.
No to pyta wychowawca, no to kończ to szybko i...
I się szybko i spać.
Albo druga sytuacja, że mój brat dzierdeczny pomagał mi pobrać jedną składankę z komika.
A że internet w Lasek był jaki był, taki dosyć wolny, no to się to pobierało dosyć długo.
I ten wychowawca wszedł do pokoju i pytał ile się to jeszcze pobierało.
No to ja mówię, że 3 minuty, bo tyle mi pokazywał ten czas, przeglądarka mi tyle pokazywała.
No to ja potem wyłączyłem ten komputer, znaczy uśpiłem go.
Potem go włączyłem na chwilę.
No i ten wychowawca znowu wchodzi, ja Ci dam 3 minuty.
A musiałem jeszcze, doszło w końcu do 100%.
Musiałem to rozpakować jeszcze, to było archiwum ZIP czy tam RAR, nie pamiętam.
No i się pobrało na szczęście całe.
Ale nie polecam, nie polecam ośrodków.
Zdecydowanie nie.
Szczególnie Lasek nie polecam.
Nie, nie, to były złe czasy, nie.
Drugi post kontynuuję, bo nie wiem ile tu jest limitu ustawione.
Miałem też taką sytuację w laskach, bo ja sobie kolekcjonowałem zegarki. Takie nakręcane i takie na baterie. Miałem to wszystko w szafce.
No i był rozjazd na wakacje i chciałem sobie zostawić te zegarki, bo wiadomo, że będę w tej samej grupie.
No to taka jedna wychowawczyni, nie pamiętam kto to był, powiedziała, że jak nie wezmę wszystkich, to ona wyrzuci mi do kosza.
No i ja wziąłem trzy nakręcane, że miały zostać.
A potem padło.
Zobaczyłem, że do szafki nie ma reszty.
No to wiedziałem, że mnie tu wrzuciła do kosza.
No i następnego dnia rodzice przyjechali, zaglądają do szafki, a tam tylko trzy zagarki nakręcane.
No to pytają mnie, gdzie jest reszta.
No to ja mówię, że wyrzucone.
No to była taka mała awantura, że jakim prawem mogłem.
Ta pani wyrzucała i tak dalej.
Także jeszcze raz mówię, odradzam laski zdecydowanie.
To były dla mnie złe czasy.
Potem na szczęście, że przyniosłem do gimnazjum, to sobie na to już lepiej wspominam te czasy.
To była szkoła masowa.
Z kolegami się dogadywałem, z koleżankami.
Potem na studium informatycznym chodziłem, to też były dla mnie nawet dobre czasy.
A teraz na warsztacie chodzę, terapii zajęciowej.
I też nawet spoko.
No może jedynym plusem lasek to były te obiady niekiedy. Czasami mielone, czasami skrapowe.
Raz chyba naleśniki były, z tego co pamiętam. Raz placki pizzowe. Najbardziej to mi te placki pizzowe smakowały.
Albo raz jeszcze miałem taką sytuację, że było śniadanie, no i ja nie byłem głodny.
Tylko sobie nalałem krawaty do szklanki i powiedziałem wychowawcy, że nie będę jadł śniadania, bo nie jestem głodny.
A wychowawca do mnie, no czemu nie będziesz jadł? Masz zjeść śniadanie, bo nie jesteś głodny.
A wychowawca do mnie, no czemu nie będziesz jadł? Masz zjeść śniadanie, bo nie jesteś głodny.
A wychowawca do mnie, no czemu nie będę jadł? Masz zjeść śniadanie, bo nie jesteś głodny.
A wychowawca do mnie, no czemu nie jesteś głodny.
Guys, nieаменite!
Bo się spóźnisz do szkoły, coś takiego. No i musiałem zjeść śniadanie, niestety.
Bo się spóźnisz do szkoły, coś takiego. No i musiałem zjeść śniadanie, niestety.
A też co było nie fajne w laskach, to to, że ciągle kanapki były.
A też co było nie fajne w laskach, to to, że ciągle kanapki były.
Ja zawsze robiłem tak, bo ja kanapek nie lubię. Po prostu nie lubię kanapki tyle,
że ciągle kanapki były. Ja zawsze robiłem tak, bo ja kanapek nie lubię, po prostu nie lubię kanapek i tyle, że sobie przywoziłem z domu.
Mama mi tam robiła naleśniki, kotlety, kiełbasę, czasami raz miałem, pamiętam, no i potem sobie to w mikrofalii odgrzewałem.
No i tak to wyglądało u mnie, jeśli chodzi o jedzenie. Musiałem sobie jakoś radzić, a że kanapek nie lubię, to radziłem sobie, także przywoziłem sobie swoje domowe jedzenie.