Transkrypcja
Ja to powiem Ci, żebym teraz chyba oszalał.
Samodzielnościowe forum mieszane
Ja to powiem Ci, żebym teraz chyba oszalał.
Cześć Lona, fajnie Cię słyszeć. Co do internatu, powiem Tobie w ten sposób. Ja drugi raz w życiu bym internatu nie wybrał, bo to się tylko tak wydaje, że tam jest tak fajnie, że ma się kumpli, wszystkich, że ma się co robić, ale na dobrą sprawę to nie jest takie kolorowe. To zależy gdzie się trafi do internatu i z jakimi ludźmi się w pokoju mieszka, ale internet sam w sobie nie jest niczym dobrym, jeśli na przykład chodzi o relacje rodzinne, bo one się w pewnym czasie rozpadają, co u mnie na przykład zauważyłem, że niestety ja już z rodziną się nie dogaduję tak jak kiedyś, bo po prostu rzadziej ich widzę. I stąd też się zamykam bardziej na... ...rodzinę, stąd też ciężko mi się dogadać w niektórych kwestiach i tak to właśnie wygląda. Więc dopóki nie musisz, to nie głoś, że stajesz z internetu. Taka moja dobra rada.
jaka ilona? bo tutaj żadnego postu nie widzę, nie żałuję jeżeli chodzi o taką sytuację, o której tutaj też jak poruszałeś to ja też z rodziną kontaktu praktycznie wcale nie mam zresztą jeżeli chodzi o osoby niewidome a rodziny to rzadko kiedy jest taka sytuacja, że jest jakaś super rodzina z osobą niewidomą gdzie jest wszystko w porządku zawsze jakiekolwiek osoby niewidome poznawałem to zawsze był jakiś problem w rodzinie ale to jest nie na ten wątek więc to jest inna kwestia
Witajcie. Po pierwsze to z tym Maksymilianem to jest taki problem, że niestety jego matka uważa jaki to on genialny i że on wszystko potrafi zrobić i po prostu problem jest w tym, że ona nie chce go przenieść do Maksymiliana, a teraz jest takie prawo, że jak matka nie chce przenieść kogoś i chce, żeby był w tej szkole, no to musi być w tej szkole. A po drugie co do internatu, to tak, właśnie dlatego też nie zostałam w internacie, no ale jak w tym roku ukończę drugą, potem trzecia i w następnym jeszcze, nie w tym co będzie tylko w następnym roku zamierzam iść na Tyniecką, no to wtedy już zostanę w internacie, no bo to będzie daleko, więc no tak, to zostanę, ale teraz jeszcze dopóki jestem w Laskach nie zamierzam tam zostawać i myślę, że bardzo dobrze, bo to co tam się dzieje to jest niebezpieczne. Jakaś masakra. Pozdrawiam serdecznie.
masakra jak masakra no niestety tak tam jest ja też byłem jakiś czas w internacie w Dąbrowie Górniczej i tam było na przykład zupełnie inaczej, bo tam nie brali nacisku na odrabianki można było sobie siedzieć w swoim pokoju, zrobić to co można było zrobić, nie było jakichś spotkań dziwnych tylko po prostu tam w internacie w Dąbrowie wyglądało wszystko zupełnie inaczej, to co chciałaś to robiłaś nie wiem chciałaś oglądać coś tego, że to oglądałaś bez żadnej bez żadnej krytyki no i co a na tym nieckiej z tego co się dowiedziałem jest ponoć fajnie nie wiem, bo ja tam nigdy nie byłem i ciężko mi jest na ten temat cokolwiek powiedzieć ale tak to mniej więcej wygląda tyle tyle mogłem, tyle co się dowiedziałem to wiem to tyle
Ja to tak jak mówię, no, były chwile fajne, ale były też i takie, że miałem ochotę po prostu prasnąć to wszystko o ścianę i po prostu wyjść stamtąd. Ale to jeszcze zależy kiedy, nie?
Nie no, jeżeli chodzi o mnie, to ja jak byłem właśnie w Raskach, to bardzo często takie momenty miałem, zwłaszcza jak kolegi nie było, Krzyśka, to miałem bardzo dużo takich momentów, że po prostu ja po prostu miałem ochotę gdzieś wyjść, coś z sobą zrobić. Nie wiem, jak były te wyjazdy, to miałem bardzo ochotę już nie wrócić tam, ale zawsze wracałem, choć ze względu na Krzyśka, bo wiedziałem, że on też za bardzo nie miał z kim tam po prostu gadać. No i zawsze jakoś wracałem. A w końcu, no w końcu wyszło tak, że po prostu z Rasek, że tak powiem, rezygnowałem, no bo w końcu nie wytrzymałem pewnych rzeczy. No i co? No jeżeli chodzi o Raski... No to tyle, no nie? Natomiast jeżeli chodzi o internat w Dąbrowie Górniczej, to tam była troszkę, minimalnie troszkę lepsza sytuacja, bo można było bez problemu wyjść na spacer, na przykład po południu, czyli wieczorem, tylko wystarczyło to zgłosić. A w Raskach tak nie było, bo a gdzie, a po co, a coś tam, a coś tam. No i tam w Dąbrowie Górniczej wiadomo było też troszkę inaczej, bo tam w internecie po prostu były osoby, że tak powiem, mieszane. Były też takie osoby, które były troszkę tam we własnym silniku. świecie, że tak powiem, ale było dużo osób takich ogarniętych, bardzo wiedzących, czego chcą i przede wszystkim nadających się do rozmowy o czymkolwiek, czyli coś, czego nie było za bardzo w Maksymilianie. Następna sprawa, to można było bez problemu iść, jak się już odrobiło te wszystkie lekcje, czy jak się zrobiło to, co się miało w internecie zrobić, to można było bez problemu pójść do koleżanki. Akurat tam było tak, że wystarczyło pójść na bodajże pierwsze piętro i już po prostu było się u koleżanki w pokoju. Nie było najmniej. Nie było najmniejszego naprawdę problemu, żeby tam pójść do niej do pokoju, czy nawet ją wziąć do sklepu w pobliżu, czy coś w tym stylu, więc pod tym względem tam było troszkę inaczej, tak. Natomiast w Dąbrowie, przepraszam, natomiast w Laskach, no to zapomnieć, zapomnieć można było, żeby można było o tak sobie po lekcjach pójść, po odrobiankach, szczególnie w tygodniu do jakiejkolwiek koleżanki do pokoju. Przede wszystkim, no wiadomo, że trzeba było pójść tam do domu dziewcząt i wiadomo, tam trzeba było pójść. A poza tym w weekendy zazwyczaj tam można było jako tako chodzić, bo w tygodniu, tak jak mówiłem, można było zapomnieć, ale w weekendy czemu nie? Dlatego, że te spotkania były w takim jakby, no pod czyimś okiem po prostu, pod czyimś okiem, czyli na przykład jeżeli ktoś by miał tam dziewczynę, no to żeby spotkać się z nią sam na sam w pokoju, czy nie wiem, czy cokolwiek innego, no to byłby poważny problem w Laskach, tak. No ale to jest szkoła katolicka chociaż. Niektórymi swoimi przesądami to przesadzali. Ja pamiętam raz była taka sytuacja i to na samym cienkim początku mojej kariery w Laskach była taka sytuacja, że miałem jeszcze partnerkę, ale inną. Ja akurat nie miałem do niej aż tak daleko, no bo ona była, ona była o Złońsku. Więc w sumie nie było aż tak daleko, żeby wyjazd do niej był jako, jako problematyczny. No i ja pamiętam, że raz z jednym z wychowawców rozmawiałem o tym, czy po prostu nie byłoby możliwości, żebym na weekend sobie do niej raz na jakiś czas jeździł. No to wychowawca stwierdził, że nie za bardzo, bo jak on to stwierdził, mogłoby, mogłoby dojść do seksu czy coś. No to wychowawca stwierdził, że nie za bardzo, bo jak on to stwierdził, mogłoby, mogłoby dojść do seksu czy coś. No to wychowawca stwierdził, że nie za bardzo, bo jak on to stwierdził, mogłoby dojść do seksu czy coś. A że przed ślubem to jest grzech czy coś w tym stylu. A że przed ślubem to jest grzech czy coś w tym stylu. Że nie ma takiej opcji. No i tak to wyglądało. A jeżeli chodzi o internat w Dąbrowie Górniczej, to się tylko zgłaszało, że na weekend Cię nie ma i tyle. I tyle. Podpisywało się papierek i po sprawie. I można było nawet sobie jeździć do dziewczyny na weekend, i to ich nie interesowało. A więc różnica była. I można było nawet sobie jeść do dziewczyny na weekend, i to ich nie interesowało. Różnica była i to bardzo, bardzo wielka. Czy coś jeszcze była jakaś różnica? Chyba generalnie to nic sobie już nie przypominam. Jak mi się coś przypomni, no to tutaj dam znać. Także z mojej strony to tyle. Dziękuję za uwagę.
No właśnie, co do tego, tak jak mówiłeś, oni w klaskach tak mieli właśnie taką jeszcze talentalność, to była ich taka, że u nich nawet jak, no tak jak z tymi wyjściami do koleżanki, tak jak mówiłeś na przykład, nawet jak tylko pogadać z nią, nawet jak mówiłeś, tylko pogadać z nią idziesz na przykład. Chciałeś pójść na przykład. Albo powiedzmy, że nagrałeś jej płytę i chciałeś jej zanieść tylko płytę. Aha, a co myślą? Aha, akurat, pewnie szybki numerek będzie. I właśnie, przepraszam, że tak mówię, ale no, tak bezpośrednio to ci tego tak w taki sposób nie powiedzą, ale wiesz, ale to się tak wyczuwało. Bo już może do czegoś dojść, ojeju, ojeju, już może do czegoś dojść. Ludzie kochane, weźcie się, nie przesadzajmy. Nie przesadzajmy już, naprawdę. No, a jakbyście sobie tylko muzyki na przykład poszli posłuchać albo coś. No, czyli tak jak mówiłeś, do sklepu. Oni już sobie wyobrażają, Bóg wie co, nie?
No niestety w Laskach tak jest, no i raczej się tam nic nie zmieni, jeżeli chodzi o to, więc ja już tego po prostu nie chcę komentować, bo to jest po prostu masakra. Potem po paru latach taka osoba ci wyjdzie z Lasek, taka osoba niewidoma i co, i nawet nie jest do końca przystosowana do życia w społeczeństwie, bo przecież Laski, no to odizolowują praktycznie, bo samemu praktycznie nigdzie się nie możesz poza teren ośrodka Lasek poruszać. Też z tego co słyszałem, Laski nie są otwarte na to, żeby integrować się z innymi szkołami. No to masakra jest moim zdaniem, no. Nic dodać, nic ująć.
No, tam tak było jest i będzie, no. Nie poradzimy nic.
Witajcie. Co do szkół, to ja byłem w ośrodkach szkolno-wychowawczych dwóch, Kraków i Laskiej. No i też byłem na Królewskiej, ale to jest szkoła dla dorosłych. No i tam już w sumie, można powiedzieć, bardziej po akademicku uczniowie byli traktowani. Bo nawet wychowawcy większość zwracała się do nas na pan i pani. A co do Lasek i Krakowa, żeby tak porównać, żeby też ten wpis, nie wiem, nie był długi i się nie ciągnął, to można powiedzieć tak. Na przykład na Tynieckiej taki głupi zakaz, że do internatu nie może wchodzić na przerwach. Zapomniałem ładowarki do laptopa, no to niestety mogę dostać jedynkę, na przykład z Polskiego czy z czegoś tam, ale ładowarki nie dostanę. W Laskach też teoretycznie nie można było wchodzić, ale jak się zagadało z Sport1, to puścił. Tyniecka niestety nie. Sprawa numer dwa, co do odrabiania lekcji. W Laskach odrabianie lekcji, no może powiedzieć, była to rzecz święta, trzeba było jednak siedzieć, odrabiać. No chyba, że ktoś miał zajęcia jakieś tam muzyczne, no to wtedy był z tego zwolniony. Na Tynieckiej odrabiania w sumie godziny były ustalone, ale czy te lekcje odrabiam teraz, czy je odrabiam po południu, no to w sumie jakoś wychowawcy stwierdzili, że nie nauczysz się, no to ty dostaniesz jedynkę, nie ja. No w Laskach to czasami to różnie z tym bywało, bo na przykład czasami wychowawcy chcieli, żebyśmy na przykład, nie wiem, o czym czytaliśmy, żebyśmy na przykład to streścili. Na Tynieckiej czegoś takiego na przykład nie było. W Laskach nie było, oczywiście goście byli, ale w Laskach miały taki, no może powiedzieć, duży kompleks, że goście sobie spokojnie, nie wiem, spali gdzieś tam w domu przyjaciół, czy gdzieś, jeżeli wycieczka była. No na Tynieckiej niestety był ten minus, że jeżeli byli goście, no to godzina na przykład siódma rano, ja się zbieram do szkoły, tutaj szukam, nie wiem, dodatki do komputera czy czegoś tam, czy tam jeszcze, nie wiem, coś tam jeszcze robię. Przychodzi wychowawca, no wiecie, ale musicie się jeszcze na szybko przenieść, bo o godzinie ósmej wasz pokój będzie sprzątany, bo do waszego pokoju wprowadzają się goście. No i cały system rozwalony, bo trzeba nagle szybko wszystko przenosić, albo na przykład, nie wiem, w popołudniu na przykład, trzeba się przenieść, bo goście przyjeżdżają za dwie godziny i też się trzeba przenosić. To takie troszeczkę dziwne. Aha, no i jak był wyjazd do domu, to trzeba było przeważnie wszystkie rzeczy zabierać, bo na 100% byli goście na Tynieckiej. W laskach może było sobie rzeczy zostawiać, wziąć tylko jakieś tam podręczne, a tutaj albo zabezpieczaliśmy rzeczy gdzieś tam w harcówce, albo trzeba było je zabrać. Do domu. Dlatego w sumie rzeczy się miało na Tynieckiej mało, tak żeby można było wszystko gdzieś na szybko pozabezpieczać. Mi się wydaje, że na razie to tyle, jeżeli jakieś takie porównanie. Jeżeli ktoś będzie miał jakieś takie pytania bardziej szczegółowe, czy o laski, czy o Tyniecką, to nie ma problemu. Pytajcie śmiało. Co będę wiedział, to odpowiem. Do zobaczenia.
Cześć, namnożyło się trochę wpisów, ja odpowiadam tak z marszu na pierwszy, co do loli wpisów. Ja rozumiem właśnie czy niecka i internet, bo gdzie Warszawa, gdzie Kraków, nie? Ale dopóki masz możliwość, to z niej korzystaj. Taka moja dobra rada. Rada człowieka, który w internacie jest od roku 2012.
Cześć. Co do wchodzenia, jak czegoś zapomniałem, to nie miałem z tym problemu. Byli tacy, którzy robili problem z tego, ale jakoś zawsze mi się udawało, jak czegoś zapomniałem, to wejść na przerwie i to zabrać. Zawsze jakoś tak było. Jakoś się udało to.
W Krakowie też się zdarzali wychowawcy, którzy przymykali na to oko i puszczali do tego internatu. Mówili, dobra, tylko szybko, żeby ci, nie wiem, kierownictwo nie założyła, dyrekcja, no to tam biegnij i se to weź, wysyła do walkę. A niektórzy po prostu byli tacy nieugięci, nie, koniec, do internatu nie wejdziesz, takiej możliwości nie ma. I chociażby, nie wiem, chociaż to byłaby sprawa życia i śmierci, to nie wpuszczą. I do tej pory tak jest, dlatego, że byłem u koleżanki jakoś chyba w wrzesiu czy w październiku i też ktoś tam czegoś zapomniał i też nie puścili. Nie koniec, do szkoły się wrócić trudno. No i tak niestety tam ta funkcjonalność działa.
Nie wiem, może to po prostu chodziło o to, że te kradzieże się zdarzały, czy coś takiego i dlatego, dlatego tak zrobili, no. Czemuś to musiało służyć, nie? No ale, no, to było jednak trochę wkurzające.
Co do kradzieży, to było tak, że nic nie ginęło, na przykład jak byliśmy w szkole. Dlatego, że wtedy było większe prawdopodobieństwo, podejrzenie, że złapią, na przykład sprawdzą klasę, które nie miały wtedy lekcji i będą jakby bardziej na celowniku. A ginęło, jak wszyscy już byli po szkole, dlatego, że wtedy było większe prawdopodobieństwo, że delikwenta się nie złapie. Bo nawet teraz była taka sytuacja, że zginął koledze telefon i ukazało się po dwóch tygodniach, że ten telefon ma jego kolega w spokoju. Tylko, że po prostu sobie powyciszał wszystko i się po prostu nim legalnie bawił. Na widoku, dopiero chyba ktoś tam szedł i zobaczył. Afera z tego dosyć była całkiem niezła, z tego co wiem. A co do wzięcia z pokoju czegoś tam, to niektórzy wychowawcy po prostu wstawali, szli ze mną, otwierali sami pokój, bo ja w ładowarkę wychodziłem. A niektórzy byli tacy służbistami, że po prostu powiedzieli nie i koniec i nie było nawet możliwości, żeby on ze mną pochodził. Bo nie wiem, może się nie chciał wstać, czy nagle ma jakieś raporty do zrobienia, czy coś tam.
No, ale ten telefon przynajmniej się znalazł, a ja miałem taką sytuację z pendrive'em na przykład, który się niestety nigdy nie znalazł. Jeszcze tak odwrócili sytuację, że to moja wina, że powinienem pilnować, że to moje gapiostwo i tak dalej. W ogóle nawet zamiast pomóc czy coś, to też powiedzieli, że po prostu wyszło coś takiego, że dobrze mi tak. Znaczy nie powiedziała kierownik, pani kierownik nie powiedziała tak dosłownie, że dobrze ci, tak, że ci, ale to się dało odczuć.
Pilnuj rzeczy to standard, że zginęło, bo nie pilnowałeś, tylko że czasami takie rzeczy się pilnować nie da. Bo jeżeli idziemy na jakąś lekcję czy coś, no to nie bierzemy pendrive'ów, różnych takich dziwnych elektrycznych gadżetów, no bo po co na przykład na lekcję fortepianu pendrive lub paleta z bateriami, bo miałem paletę z bateriami do dyktofonu i ktoś mi ją wciął. No wiadomo, że baterie to tam mało rzeczy, no ale pan w chłopcu mówi, to czemu pilnować te baterie? No dobra, ale po co baterie? Mówi, że zginęły baterie, to zginie coś większego. Kasę to ja zawsze przy sobie nosiłem, a zwykle nie wypłacałem, tylko miałem kartę, więc było mało ryzyko, że ktoś mi coś weźmie, takie drobne kwoty. Wypłacałem tam 5, 10, 15 do automatu, a tak to miałem wszystko na karcie.
No właśnie, pilnuj, pilnuj. Może miałem jeszcze strażników wstawiać przy tych rzeczach, nie wiem, przy szufladzie, przy szafce. No, bo jak? Wszystko brać za sobą, nosić to się nie da przecież. No dyktafon to się czasem brało na informatykę, nie? Nie, ale tak to przecież wszystkiego się nie da zabrać. To było wkurzające.
U nas w szkole, co do kradzieży, to w ogóle strasznie rozbestwili się na WF-ie. Dlatego, że były tam szatnie chłopców i dziewcząt. No i na przykład była taka sytuacja w 2011 roku, że jakiś chłopak się przebierał, położył telefon na ławie, ubrał bluzę i telefonu już nie było. Spuścił go na chwilę z oka. No i co ginęło, no to też tutaj widzący koledzy ze stołówek jedzenie brali, no bo szczerze powiedziawszy, racja żywnościowa internatu to woła o pomstę do nieba. Po prostu jedna wielka masakra. Dziękuję. Na jeść się w ogóle tym nie dało. A jak na obiad było na przykład co niedzielę tzw. gryzione, czyli mięso mielone, zmielone na papkę, to jak się nie miało kasy, to się do kolacji głodowało. Jak kolacja była nie za bardzo, to się głodowało do poniedziałku. No a jak się kasy miało, to się zamawiało pizzę. No i zwykle w niedzielę pizzeria miała największy utarg w szkole. Zamawiało się tam z Toskany. I wtedy obroty pizzerii szły na jakieś 100, 200, 300 złotych. Bo jak tam parunastu chłopa zamówi pizzę, no to trochę im przebywało. No i nieraz szkoła wygrywała różne konkursy. Właśnie za najwięcej zamówionych pizz. Jak się nie mylę, to chyba Dekoder Cyfry Plus wygrali. Ale nie jestem pewien. Ale wiem, że coś takiego tam było.