Lekarz wchodzi na oddział anemików. — Cześć orły, sokoły! — Dlaczegoooo pan doktor takkk dooo nas móóówi? — A kto wczoraj latał pod sufitem, jak siostra przełożona włączyła wentylator?
Pani od języka polskiego jest bardzo przejęta. Jej lekcji przyszli posłuchać wizytator wraz z dyrektorem. Usiedli w ostatniej ławce. Pani napisała kredą na tablicy zdanie. Kreda upadła jej na podłogę, więc schyliła się, żeby ją podnieść. — No, które z was przeczyta, może ty, Heniu — zwróciła się do siedzącego w przedostatniej ławce chłopca. — Ale ma dupę! — sylabizuje Heniu. — Siadaj, źle, dwója. — Jak nie umiesz czytać, to nie podpowiadaj — mówi z gniewem Henio, odwracając się do wizytatora.
Zając — chuligan dokuczał małym liskom mówiąc, że jeśli tylko zechce, to zgwałci ich matkę. Liski opowiedziały o tym lisicy. Ta wściekła postanowiła dopaść zająca. Zobaczyła go i puściła się za nim w pogoń. Miała jednak pecha. Zajączek przebiegł przez wydrążony pień, a lisica utknęła tak, że tylko wystawał jej zadek. Zając wyszedł z drugiej strony pnia, zaszedł lisicę od tyłu. — Wiesz moja droga, mi na tym specjalnie nie zależy, ale skoro już obiecałem twoim dzieciom...
Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos wilka. — Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...
Stary baca siedzi na przyzbie i patrzy na przechodzącą Jagnę. — Chodź no Jagna, pochędożyjny — A co wy też baco, do kościoła ida... Mija pięć minut i Jagna wraca. — Wicie baco, tak sobie myślę. Kościół stał i stać będzie, a z wami to już różnie bywa...
W sklepie z pomocami naukowymi do lady podchodzi milicjant. — Chciałbym kupić episkopat. — Chyba epidiaskop? — Możliwe, nigdy nie byłem w szkole prymasem.
I pamiętaj wnusiu, po śmierci macie mnie skremować, a urnę zanieść do monopolowego. Ale dlaczego do monopolowego? Bo na cmentażu będziecie mnie odwiedzać raz w roku, a w monopolowym jesteście codziennie.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Drogi Święty Mikołaju! Chciałabym dostać pod choinkę mężczyznę moich marzeń. Beata Anna do: :Beata Anna Droga Beato Anno! Pozwolę sobie rozłożyć na raty Twój prezent. w tym roku ch*ja dostaniesz. Święty Mikołaj”
Jeej. Poznałam nowy kawał o wariatach. To są moje ulubione typy kawałów. U psychiatry siedzi trzech wariatów. Lekarz podchodzi do pierwszego i pyta: - Ile jest 2x2? - 4895. Do drugiego: - Ile jest 2x2? - Środa. Podchodzi do trzeciego: - Ile jest 2x2? - 4. - Brawo, jak na to wpadłeś? - Podzieliłem 4895 przez środę.
Jasiu, podobno bardzo nieładnie przeklinasz w piaskownicy. To nieprawda, a kto tak babci powiedział? Ptaszki mi wyćwierkały... Aja te ku* chlebkiem karmiłem...
Siedzą w parku na ławce starszy pan i starsza pani, tak po siedemdziesiątce. Starszy pan w pewnym momencie mówi do starszej pani: - Może byśmy tak coś ten tego, no wie pani... - Czegoż się panu zachciewa w tym wieku, wstydziłby się pan - Cóż, każdy wiek jest dobry, miejsce też, to może chociaż by pani potrzymała? W końcu usilne starania staruszka opłaciły się i starsza pani potrzymała i tak spotykali się w tym parku na ławeczce i starsza pani trzymała starszemu panu, nawet się jej to spodobało. Pewnego dnia, starsza pani przychodzi na ławeczkę, a starszego pana nie ma, zaczęła go szukać, aż w końcu znalazła, siedział na ławeczce z panią koło dziewięćdziesiątki, która również go trzymała. - Co takiego ma ta stara zdzira czego nie mam ja?! Staruszek odpowiada: - Parkinsona
Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia.
Pewien młodzian dostał nowy, podobno wspaniały towar. Zamknął się z nim w kiblu i zapalił. Zaciągnął się raz - światło zgasło i znów się zapaliło. Zaciągnął się drugi - to samo. Gdy brał się do trzeciego macha, ktoś zaczął dobijać się do drzwi i dobiegł go głos matki. - Wojtek, co ty tam robisz?! - Myję zęby! - Od trzeh dni?