Jeśli chodzi o pranie, to moja ulubiona czynność domowa. Znam moją pralkę bardzo dobrze, czasy prania i który program do czego, po kolei, więc to nie stanowi problemu.
Generalnie, w całkiem białych rzeczach nie chodzę, więc tym się akurat nie muszę przejmować, używam kapsułek do prania już od lat i bardzo sobie chwalę, tylko czasem, na bardzo krótkim programie np 40 minut nie zdązą się całkiem rozpuścić i może zostać na ubraniu kawałek tej rozpuszczalnej folijki. Niestety, po kapsułkach pranie jest dosyć twarde i niemiłe, więc zdecydowanie zawsze dodaję płyn do płukania tkanin.
Proszku używam tylko kiedy piorę ręcznie, albo przy dużych zabrudzeniach.
Husteczki, o których mówicie są super rozwiązaniem, bo można wrzucać wszystko razem.
Znam chyba wszystkie, mam nadzieję, że wszystkie, moje ubrania, które lubią zafarbować i pamiętam, żeby ich nie wrzucać z innymi.
Teraz segregacja i pranie bielizny.
Brudne skarpetki zwijam w kulki - we dwie, żeby się nie pomieszało, a potem, kiedy robię pranie, używam oringów, czyli takich silikonowych pierścionków. Przewlekam przez takiego gumiaka parę skarpetek i wtedy nie ma szansy rozparowania w pralce. Dodatkowo, wszystkie skarpetki i majtki chowam do woreczków z siatki na zamek błyskawiczny, po uprzednim policzeniu. Wtedy nie ma, że mi jakaś np koronkowa bielizna ucieknie i się ślizga po domu :)
Po wyjęciu z pralki wieszam bieliznę na takich ośmiorniczkach z Ikei,, na pewno znacie. Jeśli chodzi o skarpetki, to ściągam z oringa parę skarpetek i zawieszam ją na jednym spinaczu ośmiorniczki, po wyschnięciu zdejmuję i od razu robię kulkę, żeby para była nadal razem :)
Takie to moje life hacki