Ja nigdzie nie działkuję. CHciałam sobie posiać trochę badylków i wykiełkować między oknami, bo mmy podwójne, ale 1. nie mam ziemi, 2. za tydzień przyjdą panowie i będą wymieniać okna z podwójnych, drewnianych i spróchniałych na nowe, cool jazzy trendy plastikowe pojedyncze.
A poza tym lubię historię języka polskiego, a że jestem właśnie na wykładzie z tejże, to sobie już idę. No ale lubię ten przedmiot, lubię, zwłaszcza że uczy pasjonat, który ciekawie i barwnie opowiada. Co prawda nie stroni od anekdot i dygresji, ale one też są na ogół złote.
A co siejesz w tym roku? -- (Zuzler): Ja nigdzie nie działkuję. CHciałam sobie posiać trochę badylków i wykiełkować między oknami, bo mmy podwójne, ale 1. nie mam ziemi, 2. za tydzień przyjdą panowie i będą wymieniać okna z podwójnych, drewnianych i spróchniałych na nowe, cool jazzy trendy plastikowe pojedyncze.
To jest ten moment, w którym wszyscy udają, że chodzi o jedzenie.
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
Głodnemu chleb na myśli, Mustafko. Ja bym se zjadła tort bezowy. Albo piernika. Albo batoniki Nutelli. Albo lody Nutelli. A Ty se marz, o czym chcesz. :D -- (mustafa): To jest ten moment, w którym wszyscy udają, że chodzi o jedzenie.
Po tej liście sam zacząłem traktować temat poważnie. Mustafko przemilczę. Idę kręcić kogel-mogel.
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
A co się nawinie. Zostały mi tam z poprzednich lat różne takie - aksamitki, nagietki, bazylia, cząber - nawet jeśli wyrosłoby jeno ziarenko na 5, to i tak nie stracę, bo sporo leży. Tylko że nie sieję nic, bo nie mam pomysłu, jak to uchronić przed kocimi buziami i kopytami.
-- (Julitka): A co siejesz w tym roku? -- (Zuzler): Ja nigdzie nie działkuję. CHciałam sobie posiać trochę badylków i wykiełkować między oknami, bo mmy podwójne, ale 1. nie mam ziemi, 2. za tydzień przyjdą panowie i będą wymieniać okna z podwójnych, drewnianych i spróchniałych na nowe, cool jazzy trendy plastikowe pojedyncze.
Kiedyś będąc jeszcze w Laskach, zasadziłem pestkę nektarynki z podwieczorkowej uczty i faktycznie wyrosło takie małe, liściaste cóś :D Nadal się zastanawiam, co by z tego wyrosło, jeżeli cokolwiek.
Mój tata przez 16 lat kiedyś miał cytrynkę. Tzn. było sobie po prostu drzewko w doniczce, maks 30 cm, nie pamiętam i nawet były owoce, tylko adekwatne do rozmiaru xd Chyba sam pomyślę o czymś takim, bo do kwiatków to nie mam ręki, a takie coś może by sobie urosło w moich warunkach.
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
Z moim botanicznym talentem to nawet kaktusa bym ususzył. Mamy jedną, dosłownie jedną roślinę, jakieś takie grube liście na zdrewniałym pniu i żyje toto tylko dlatego, że jest mega odporne i pewnie jakoś tam zahartowane niedoborami wody.
A to jest ciekawe, że z pestki Ci takie cuś wyrosło po prostu samo. Ja siałem pestki brzoskwini. 3 razy i nic. I to nie byle jakie jakieś przemielone chemicznie ze sklepu, a zwykłe z niepryskanych stojących dzikich drzew.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Hm... Pelargonię może? Jak pamiętasz, żeby raz na parę dni podlać, to to po prostu sobie stoi, rośnie i czasem nawet kwitnie. Coś o tym wiem, przez lata udało mi się mimo praktycznego braku wiedzy i zainteresowania nie zamordować kilku sztuk. :D -- (mustafa): Mój tata przez 16 lat kiedyś miał cytrynkę. Tzn. było sobie po prostu drzewko w doniczce, maks 30 cm, nie pamiętam i nawet były owoce, tylko adekwatne do rozmiaru xd Chyba sam pomyślę o czymś takim, bo do kwiatków to nie mam ręki, a takie coś może by sobie urosło w moich warunkach.
Mimo wszystko wolę obecne muzyczno-remontowe doznania od sąsiada z góry. Ten przynajmniej zaczyna od rana i kończy maksymalnie do 15:00. Nie tak jak Janusz remontu rok temu, zaczynający wieczorem. Wyobraźcie sobie, że ktoś wraca po robocie i zamiast spokoju ma hałas.
Swego czasu też hodowałam cytrynkę, niestety, umarła z braku wody, zabiłam ją, zapominając o podlewaniu, a aktualnie mam bazylię, zwaną przez Zuzę Brazylią, ananasa, który też wziął i umarł (powód, jak wyżej), miętę, której zabić się nie da i kolendrę, którą prawie uśmierciłam, ale zdaje się, że chyba coś ztego jeszcze będzie.
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. ... Jestem tylko ja." - Litania Bene Gesserit przeciw strachowi ("
Mięty zabić się nie da może, ale otruć nią kotki, ku mojemu zasmuceniu, można, a szkoda, bo ona nie kocha wielkiego słońca, więc mogłaby być badylem rosnącym gdzieś indziej niż na balkonie.