Płucka są takie nijakie. Ale serduszka wspominam bardzo dobrze. I żołądki. Taka zupka np. warzywna na jednych albo drugich albo gulaszyk właśnie to pyszne rzeczy.
o właśnie. Bym zapomniał o żołądkach. Również dobre z gulaszem. Ewentualnie z krupnikiem. Tylko niestety lubią być twarde nawet po długim gotowaniu.
Gulasz z płucek... Dawno nie jadłem, a potrafił być znakomity. I flaki, proszę państwa... Takie gorące, doprawione gałką i imbirem.
Flaczki doprawione duuużą ilością pieprzu, zagryzane bułeczką to jest normalnie proszę państwa cymes!
Serduszka są git, za to za inne podroby, no może z wyjątkiem żołądków, podziękuję. Płucka zbyt gąbczaste, wątróbka - raz na ruski rok, jakoś tak nie jestem fanką, lecz o nerkach się nie wypowiem.
A propos wątróbki jeszcze - zawsze najpierw obsmażam cebulkę, później dorzucam ząbek czy 2 czosnku, następnie jabłka i dopiero na koniec wątróbkę. Po podsmażeniu, zalewam wszystko odrobiną wody, żeby się dusiło, a później doprawiam i tak, majeranek bezwarunkowo musi być.
A propos wątróbki jeszcze - zawsze najpierw obsmażam cebulkę, później dorzucam ząbek czy 2 czosnku, następnie jabłka i dopiero na koniec wątróbkę. Po podsmażeniu, zalewam wszystko odrobiną wody, żeby się dusiło, a później doprawiam i tak, majeranek bezwarunkowo musi być.
Spałem wczorajszy wieczór, pół nocy, pół rana, pół dnia, i dalej jestem zdepnięty jakiś. Co jest dzisiaj z tym dniem?
co do płucek nie, serca nie, wątrupka o dziwo z wiekiem zaczynam lubić, rzołądki drobiowe pycha, flaki pycha no i jeszcze ozorki z chrzanem pycha
Edytowano
Mam ochotę uciec i udawać, że problem nie istnieje. No ale niestety, istnieje i muszę się z nim jakoś zmierzyć. Otóż dowiedziałam się dziś, jaką jebyncką górę pracy mam do zrobienia na wtorek. I wiem już z całą pewnością, ze choćby skały srały, nie wykonam wszystkiego, a i z połową może być kłopot. Studia są fajne, tylko czemu oni tam na jakimś idiotycznym przedmiocie, który trwa pół roku i uzupełnia resztę, a jako taki nie ma szczególnego znaczenia, każą robić pracę w sumie bardziej pracochłonną od cholernej pracy rocznej z historii literatury? No nie rozumiem tego.
Kochana, bo niestety na stuiach robi się dużo niepotrzebnego i to pochłani nasz cas bardziej, niż byśmy tego chcieli.
-- (Zuzler):
Mam ochotę uciec i udawać, że problem nie istnieje. No ale niestety, istnieje i muszę się z nim jakoś zmierzyć. Otóż dowiedziałam się dziś, jaką jebyncką górę pracy mam do zrobienia na wtorek. I wiem już z całą pewnością, ze choćby skały srały, nie wykonam wszystkiego, a i z połową może być kłopot. Studia są fajne, tylko czemu oni tam na jakimś idiotycznym przedmiocie, który trwa pół roku i uzupełnia resztę, a jako taki nie ma szczególnego znaczenia, każą robić pracę w sumie bardziej pracochłonną od cholernej pracy rocznej z historii literatury? No nie rozumiem tego.
--
-- (Zuzler):
Mam ochotę uciec i udawać, że problem nie istnieje. No ale niestety, istnieje i muszę się z nim jakoś zmierzyć. Otóż dowiedziałam się dziś, jaką jebyncką górę pracy mam do zrobienia na wtorek. I wiem już z całą pewnością, ze choćby skały srały, nie wykonam wszystkiego, a i z połową może być kłopot. Studia są fajne, tylko czemu oni tam na jakimś idiotycznym przedmiocie, który trwa pół roku i uzupełnia resztę, a jako taki nie ma szczególnego znaczenia, każą robić pracę w sumie bardziej pracochłonną od cholernej pracy rocznej z historii literatury? No nie rozumiem tego.
--
Nie wiem czy się chwalić, czy żalić, bo nie wiem. Byłam dziś na rezonansie głowy bez kontrastu, bo na tym głupim skierowaniu było, że bez kontrastu. Byłam poraz pierwszy i tak buczało to, takie dziwne dźwięki były. No i bujam się z tą nogą od trzech tygodni? Jakoś tak, no nie? Dopiero rezonans, wyniki za miesiąc, rehabilitant 2 czerwca, a rehabilitacja pewnie z a pół roku, elektromiografia 9 lipca, bo chodźby skały srały, nie ma wcześniejszych terminów. Stabilizatora się jeszcze nie dorobiłam, bo przecież czekam na wizytę u rehabilitanta. Ręce opadają.
Chcesz być magistrem to musisz udowodnić, że jesteś gotowa na poświęcenia.
Proste.
-- (Zuzler):
Mam ochotę uciec i udawać, że problem nie istnieje. No ale niestety, istnieje i muszę się z nim jakoś zmierzyć. Otóż dowiedziałam się dziś, jaką jebyncką górę pracy mam do zrobienia na wtorek. I wiem już z całą pewnością, ze choćby skały srały, nie wykonam wszystkiego, a i z połową może być kłopot. Studia są fajne, tylko czemu oni tam na jakimś idiotycznym przedmiocie, który trwa pół roku i uzupełnia resztę, a jako taki nie ma szczególnego znaczenia, każą robić pracę w sumie bardziej pracochłonną od cholernej pracy rocznej z historii literatury? No nie rozumiem tego.
--
Proste.
-- (Zuzler):
Mam ochotę uciec i udawać, że problem nie istnieje. No ale niestety, istnieje i muszę się z nim jakoś zmierzyć. Otóż dowiedziałam się dziś, jaką jebyncką górę pracy mam do zrobienia na wtorek. I wiem już z całą pewnością, ze choćby skały srały, nie wykonam wszystkiego, a i z połową może być kłopot. Studia są fajne, tylko czemu oni tam na jakimś idiotycznym przedmiocie, który trwa pół roku i uzupełnia resztę, a jako taki nie ma szczególnego znaczenia, każą robić pracę w sumie bardziej pracochłonną od cholernej pracy rocznej z historii literatury? No nie rozumiem tego.
--
Chyba od tygodnia mam problem z okiem, oko łzawi.dodatku od wczoraj strasznie mam Katar, wczoraj myślałem że nie wytrzymam. Dzisiaj trochę już jest lepiej. Ale i tak rano np., nie mogę otworzyć oka, bo ciągle mi ropa wchodzi, mimo tego że parę razy w dniu myję oko. Tak mi się dzieje tylko z lewym okiem
przecież prywatnie chodzę