Forum

Wasze szkolne wybryki i wspomnienia z dzieciństwa

Forum mieszane

Poprzednia 3 / 5 Następna

strowbery

#41 ·

Transcription

Mnie się jeszcze przypomniało, a propos tego przedszkola, co Kmicis właśnie wspomniał, że ja byłam taka okropna, że jak wzięłam lalkę, ktoś miał lalkę, dziewczyna, ja tę lalkę chciałam odebrać, to ja zaczęłam tę koleżankę dusić i po jakimś czasie odpuściłam, bo była, bo tam nauczycielka się pojawiła i powiedziała, żebym tak nie robiła, bo dostanę, no karę.

<3 :* <3

matid25

#42 ·

Transcription

Matko, a propos, że ja coś chcę, a ktoś inny ma, o kurcze, były naprawdę złości, krzyków, rzasków, duszenia, bicia, o, to była masakra, nie odpuściłem, jak ja coś chciałem, to ja to musiałem mieć, chociażby siłą, ale musiałem.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

dash

#43 ·

2 likes
Transcription

Dobry wieczór, prawda, bo jest znów późna pora, a mnie tak wzięło, żeby sobie luknąć na forum głosowe z stacjonarki, dlatego z innego kąta. Co do moich szkolnych wybryków, to było tego, no, od cholery, mówiąc szczerze. I to były bardzo nieodpowiedzialne, że kiedy porzucanie klusiami z drugiego piętra przez schody, żeby sprawdzić, jak fajnie będą spadać. To był cud, że nikt nie szedł i nie rzucał w głowę, albo, prawda, podrzucanie kamieni i patrzenie, jak one spadają. To byłem, prawda, typowo małym szkrzynem. Później to znowuż rozwinęło się to w tę stronę, że zacząłem na przykład rozbierać sprzęt ze znajomymi w bardzo niekonwencjonalny sposób. Oczywiście nie umieliśmy go później złożyć. Więc wszystkie części rozdrabnialiśmy na najmniejsze możliwe sposoby, żeby były w jak najdrobniejszym stanie, prawda.

Ulotka, miouuuu!

matid25

#44 ·

Transcription

O matko, no to nieźle. Co do rzucania różnymi rzeczami, to też my z użytkownikiem Tomecki mieliśmy odpały, rzucaliśmy załóżmy butelkami z drugiego piętra, szklanymi, bo jeszcze wtedy były takie butelki coli, szklane butelki były wtedy. No i potrafiliśmy to wyrzucić, albo worki z wodą, więc też troszeczkę robiliśmy takich nieodpowiedzialnych rzeczy, a kiedyś Tomecki alkohol był niechcący, bo chłodził sobie frytki i jakoś tak zrobił, że jakby lewe skrzydło okna po prostu wypadło i się zbiło. Bo nie wiem, chciał chyba te frytki wyjąć. Bo tylko Tomek uważa i huk totalny taki, ale to akurat zrobił nie specjalnie. No a tamte reszty to specjalnie się wyrzucało, żeby słuchać jaki jest odgłos, załóżmy spadania czegoś tam.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

ewelinka

#45 ·

Transcription

Witajcie, dzień dobry. A propos szkolnych wybryków, miałam ich dosyć sporo ogólnie. Ja byłam ogólnie dzieckiem bardzo żywiołowym, bardzo takim energicznym, nie mogłam posiedzieć na dupie w jednym miejscu tylko wiecznie, po prostu wszędzie mnie było pełno. I po prostu potrafiłam nawet na lekcji wstać i zacząć się gdzieś tam kręcić, czy zacząć po prostu czymś szeleścić, coś tam robić, czymś merdać, czegoś dotykać. Nie mogłam po prostu jakby w swojej pozycji lekcyjnej pozostać zbyt długo. Ogólnie byłam dziewczyną bardzo taką... No byłam niegrzeczna, naprawdę moi rodzice zawsze jak od poniedziałku do piątku przyjeżdżałam do szkoły, tam w niedzielę mnie tata zawoził, w piątek mnie odbierał. Czy tam ktoś inny, nie wiem, wujek po mnie przyjeżdżał, czasami samochodem, czy ktoś, jakiś z członków rodziny, to zawsze dla mamy wiózł taką karteczkę z tym, co ja... Przewiniłam. W internacie, w szkole, jakieś tam uwagi dla dzienniczków. Nie wiem, Ewelina szarpie się z Kingą za włosy, bo miałam taką przyjaciółkę Kingę, której tutaj na Eltenie nie ma. Niektórzy może kojarzą Kingę Wiśniewską. Z Lasek była, potem poszła do Owińsk. Pochodziła w ogóle ze Świnoujścia. No... Wypięła się na wszystkich generalnie, z Lasek i nie wiem jak z Owińsk, ale chyba, z tego co wiem, od jednego z kolegów, z którymi mam kontakt, jakoś też tam przez... Przez Facebooka, tudzież przez telefon, że też podobno nie mają z nią kontaktu. No, wiecznie dawałyśmy wychowawczyniom do wiwatu. Na przykład była taka sytuacja, że było Boże Narodzenie, były jasełka. Ja miałam grać dziewczynkę, Kinga grała aniołka. Oczywiście aniołkiem nie była, ale aniołka grała. No i miałam jechać do siostry Jany Marii, do Bielska Białej, do jej domu, do rodziny. I miałyśmy w jakimś kościele wystawiać te jasełka, bo to była nasza grupa dziewcząt. Chyba wtedy byliśmy w siódmej grupie. To była jakaś druga klasa, czy trzecia. Pamiętam, że z tymi jasełkami byliśmy też kiedyś w szpitalu w Olsztynie, w Centrum Zdrowia Dziecka. Wystawiałyśmy dla personelu. Myśleliśmy też, że dzieci będą nas słuchały, ale dzieci po prostu jakoś tak było, że zostały na swoich oddziałach. A rozmawiał z nami personel. Pamiętam, że po wystawionym przedstawieniu zjechaliśmy windą na taką dużą, dużą jadalnię. Były kanapki. Dostaliśmy po takiej wielkiej czekoladzie z orzechami ogromnym Mikołaju. Każdy miał przy talerzyku. No, ja z nimi dużo rozmawiałam i pamiętam, że bardzo fajnie zagrałam tę rolę tej... Nie wiem, czy to właśnie były jasełka, że grałam tą dziewczynkę, czy... Nie, to były inne jasełka. Grałam któregoś z królów. Zdaje się, że złoto miałam, czyli Kacpra najpewniej. Melchiora nie pamiętam kto grał. Nie pamiętam kto grał. Melchiora grała Agnieszka Karwowska, a Mirrę nie wiem kto miał. Nie pamiętam w tej chwili. Ale pamiętam właśnie taką sytuację też, że grałam. No, a niestety co do tych jasełek u siostry Jany Marii, no to mnie nie wzięto, ponieważ żeśmy tam oczywiście dawały do wiwatu z Kingą. I... I po prostu... Oczywiście... Oczywiście ja dostałam opierdziel, jak to ja. Zawsze Kingę jakoś tam czyścili, a ja po prostu zjebkę dostawałam i nie mogłam pojechać. No więc siostra Jana Maria wzięła kogoś od siebie z rodziny. Także w ogóle, wiecie, miała pojarkę, że gra ktoś tam od niej z rodziny, nie? Ale mówię, no spoko, no. Nie, to nie, mówię, nie będę się... Nie będę się na... No nie chcą, to nie chcą, no. Dobrze, niech będzie im, że mam karę. Pamiętam, że strasznie płakałam z tego powodu, strasznie było mi przykro i czułam się bardzo niesprawiedliwie potraktowana, że Kinga pojechała, a ja nie. No, były jeszcze kilka takich sytuacji właśnie, że Kinga się wylizywała, a ja po prostu gdzieś tam w dupę dostawałam za... Za nas dwie. No, na przykład obie miałyśmy manię brania słodyczy, bo każdy miał taką skrzyneczkę swoją plastikową. I ja miałam numer trzy. I Kinga tam chyba dziewiętnaście miało. I myśmy, no, mieli taką szafkę, gdzie te skrzynki ponumerowane stały. I pamiętam, że Kinga... No, wzięłyśmy jakieś koleżance, jakieś mamby czy coś. No, Kinga też coś tam wzięła. No, miałyśmy niestety niepochlebny zwyczaj spożywania nie swoich wiktułów ze skrzyneczek. Zawsze każdy chyba miał lepsze niż my. Nie wiem. No, głupią mi strasznie, bo... No, nie wiem, jak ja, jako takie dziecko, które jakby miało wszystko od rodziców, tak? Bo zawsze słodyczy miałam do statek i różnych innych rzeczy. Mogło wyciągać rączki po... Do skrzyneczek innym. No, słabe. Ale, no, tak było po prostu. I... I Kinga oczywiście zjadła ze mną te mamby. Coś tam jeszcze zjadła. Pamiętam, jak robiła zbiórkę. Robiliśmy zbiórkę. Internat robił zbiórkę do takiego wielkiego kosza. Słodycze dla domów dziecka. Kinga też coś tam brała i wyjadała. I potem ja oczywiście dostawałam zjebkę, bo dziewczyny mówiły, że to ja. No i cała akcja krzywa była, bo zwalały wszystko na mnie, jakby. No i ja najwięcej dostawałam z tego tytułu. No, nie ukrywam, że jadłam też, bo jadłam, prawda? Ale najbardziej jakoś tam obrywałam. I wszystko się skupiało na mnie. No, dużo było... Takich rzeczy. No, na przykład moja klasa szła gdzieś nad rzeczkę. Było takie miejsce zwane Michałówką i taka rzeczka tam płynęła. I moja klasa szła coś tam robić. Jakąś lekcję mieli. A ja coś tam odpisknęłam nauczycielce i kazała mi zostać z inną nauczycielką. Z panią Zosią Paszkowską. Moją wychowawczynią była wtedy pani Lucyna Pilaszek. I ja jej coś tam odpowiedziałam nie tak. I kazała mi zostać po prostu w szkole i robić działania pisemne na kubarytmach. Taka była kara. Wiedziała, że ja tego strasznie nie lubię, że ja tego nie umiem. I taka była jej kara. No, mnóstwo, mnóstwo rzeczy. Darłyśmy, nie wiem, jakieś łańcuchy na choinkę, żeśmy targały z klingą. Połamałyśmy kiedyś mapę taką plastikową do... No, jak to były te mapy, wiecie, jak to wyglądały. Te, te, te... Z tymi obrajlowieniami, z tymi... Do geografii. Tak, do geografii, dokładnie, kochanie, do geografii. Z tymi fakturami, takie plastikowe, z takiego grubego plastiku. I myśmy tym waliły. Śpiewały jakieś głupoty. I żeśmy połamały tą mapę. No, różne dziwne rzeczy, naprawdę. Wzwiałyśmy z rekolekcji kiedyś, bo nam się nie chciało siedzieć. No... Chyba by nie starczyło forum głosowego, jakbym miała wszystko opowiadać. Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką, bardzo krnąbrną. Używałam wulgaryzmów. No... No niestety, no. Cóż mogę powiedzieć, no. Taka byłam. Uspokoiłam się, może gdzieś tak chyba, jak przeszłam do... Do czwartej klasy. Jak już przeszłam na to tak zwane starsze skrzydło u nas w podstawówce, to przejęła mnie pani Ania Chojecka. Jeszcze, wiadomo, jakieś tam skargi na nas były, na mnie i na Kingę, ale... No było tego znacznie mniej niż... Niż... Niż podstawówce tej od 0 do 3. No, już całkowicie, już jak przeszłam do gimnazjum, to to się potem tak... Zupełnie uładziło. Ale... No, ale nie byłam. No na pewno, na pewno ci, którzy mnie znają, to pamiętają. Jakieś ciekawe sytuacje, to możecie tu wspominać. Może, może jest coś ciekawego, o czym... O, jeszcze. Pamiętam, jak stał pojemnik ze złożytymi bateriami. I nie wiem, co nam odwaliło z Kingą, żeby w nocy po prostu wziąć... Nad ranem wziąć kilka tych baterii. I któraś z nas zaczęła to gryźć. I zaczęły wypadać te... No całe buzie, całe ręce miałyśmy w tej smole takiej baterianej. Nie wiem, jak to się nazywa. Ale w tym, w tym kwasie... Nie wiem, dlaczego to gryzłyśmy. A jeszcze potem chciałyśmy gotować je w czajniku bezprzewodowym. Przyznacie, że byliśmy bardzo pomysłowe. Ale... No i tak jak mówię, no... Już chyba, już chyba wszyscy dziękowali Bogu, jak Kinga odchodziła do Owinsk, bo... I jak ja zaczęłam dojeżdżać, bo... Potem w trzeciej, czy drugiej, czy trzeciej podstawówce... W trzeciej zaczęłam dojeżdżać. I Kinga została sama. Także też się rzadko, rzadko widziałyśmy. Rodzice już mieli większą kontrolę nade mną, nad tym wszystkim. Ale naprawdę dawałyśmy nieźle jazzu. No tak jak mówię, jak coś pamiętacie ciekawego, to... To wspominajcie, bo sama jestem ciekawa. Może, może coś się Wam przypomni, o czym ja akurat zapomniałam.

matid25

#46 ·

Transcription

No w szkołach to rzadko się zdarzało, że ktoś był taki grzeczny bardzo, no ja i w szkole i w domu dawałem, w domu załóżmy, no jeżeli mi coś nie pozwolą to się darłem tak, że słyszeli mnie z dziesiętego na szóstej i z szóstego na dół, po prostu cały blok mnie słyszał i wszyscy, aha Mateusz dostał karę, bo tak się właśnie darłem, albo załóżmy wychodziłem na klatkę i dałem się, że mordują, no ale wszyscy wiedzieli, że nikogo tam nie mordują, tylko po prostu ja dostałem karę. No albo na przykład w domu mama mi czegoś tam nie pozwoliła zrobić, czy gdzieś tam iść, no to oberwałem tapetę ze ściany, podszedłem i taki kawał cichu, nie ma tapety. No więc, więc troszeczkę tego moich domowych wybryków jest, trochę by się ich tam znalazło, jak broiłem i psociłem.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#47 ·

Transcription

każdy broił czy to w szkole, czy to w domu takie jest moje zdanie

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#48 ·

Transcription

No to jest prawda, chociaż mój brat Bartek jest jakimś takim odmiennikiem, gdyż on nie ma jakiejś manii, żeby załóżmy broić jak ja, czy załóżmy robić po złości. Kiedyś tak samo wkurzyłem na mamę, że nie mogę iść się pobawić z Agnieszką. Miałem taką ręczną piłę, wziąłem deskę, pociąłem na mniejsze deski i rzucałem w tym po prostu po domu. Albo zacząłem taką plastikową doniczką w piłkę grać. No a załóżmy Bartek nie jest taki. On przyjdzie do tego domu z tej szkoły, no i w sumie do komputera. Nie żeby coś tam broić, kombinować. Już chyba nie to pokolenie. Chociaż nie. No bo tam Zośka i Tadek trochę broili. A Bartek nie. W szkole tam czasami, że ktoś tam pobił, czy coś. To tak, ale że coś w domu takiego zrobił, co ja, czy ktoś nie zrobił, to nie. On nie.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#49 ·

Transcription

A propos szkolnych wybryków, nie wiem czy tu już to mówiłem, bo nie chce mi się tego przeglądać wszystkiego, a wątek już trochę ma. W każdym razie pamiętam jak u mnie w internacie, w szkole podstawowej to było, kazali nam czytać Światełka i Promyczki. No i ja z racji tego, że byłem w internacie, rezultat był tego taki, że te promyczki leciały z czwartego piętra przez okno. I to było ich czytanie, tych promyczków i światełek. Tak to wyglądało.

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#50 ·

Transcription

A no tak, to to z plomyczkami też się robiło różne rzeczy, też się je wyrzucało gdzieś tam z drugiego, trzeciego piętra. Ale nie wiem czy też to mówiłem, chyba nie, ale w Laskach kiedyś była jedna akcja, że coś mi zabronili. No to ja im się odgrażałem, że idę włączyć syrenę w straży. I wypadłem, jak stałem, tak wypadłem w takim totalnym biegu. I chyba ktoś tam mnie złapał, chyba pan Waldek, ale ja powiedziałem, tak to ja idę włączyć syrenę. I wypadłem po prostu z grupy na totalnym biegu po prostu. No i chciałem do tej remizy biec.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#51 ·

Transcription

No ale chyba zostałeś powstrzymany, no bo jakbyś to faktycznie włączył, no to sytuacja mogłaby być dosyć nieciekawa.

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#52 ·

Transcription

Tak, powstrzymali mnie, złapali mnie, jak byłem gdzieś na środku lipówki, to mnie pan złapał i zaciągnął do internatu.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#53 ·

Transcription

To a propos jeszcze promyczków i światełek, to ja pamiętam taki fajny epizod. Generalnie sytuacja była tego typu, że to nie byłem ja na pewno, to był chyba mój taki kolega. Coś mu się bardzo nie spodobało, a te promyczki to można było na stałe wziąć do domu, nie trzeba było ich oddawać. W każdym razie nie wiem co się stało, bo już tego nie pamiętam, ale... Chyba dwie, albo trzy, albo cztery strony promyczka jak nie więcej zostały stargane na kawałeczki i wyrzucone przez okno z czwartego piętra. No rozmowa potem była nieprzyjemna, ale to ja już to tak pamiętam. O, piąta przez dziesiąte, bo to już dawny dzieje był. A jeszcze dobrze pamiętam sztocheletę. Jak mój kolega miał mieć sprawdzian z jakiegoś przedmiotu i specjalnie, żeby nie pisać tego przedmiotu, on się wytrwalił. I specjalnie, żeby nie pisać z tego przedmiotu, sprawdzianu wziął i przed lekcją zdjął żyłkę z maszyny brejlowskiej, po czym powiedział, że maszynę ma uszkodzoną. Babeczka kazała mu tą maszynę dać do naprawy na przerwie, a on na przerwie tą żyłkę z prorotem wmontował. No.

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

lwica

#54 ·

1 likes
Transcription

Dzień dobry. W kwestii moich wybryków to pewnie znalazłoby się sporo rzeczy, ale ja nie mam pamięci, więc jak sobie coś przypomnę, to dam znać. Teraz na pewno mogę Wam powiedzieć, że ja jestem z Moonlight w pokoju i ogólnie to było w naszym pierwszym roku egzystencji, byliśmy same. Teraz w sumie też jesteśmy same na razie, ale zobaczymy jak w tym roku. No, w każdym razie ja sobie wyszłam po 22 z pokoju i jakby ona nie chciała mnie wpuścić, więc złapała za drzwi i ciągnęła je, a ja ją złapałam z drugiej strony i też je ciągnęłam, bo chciałam ją otworzyć i ona je w pewnym momencie puściła, a ja je pociągnęłam tak, że niestety spadły z jednego zawiasu, więc po 22 z grupką koleżanek je zakładałyśmy dobrze, żeby były ogarnięte dziewczyny wtedy w grupie, między innymi z Asem. I kolejna taka sytuacja, troszkę mniej ekstremalna, to była jak dziewczyny po 22 postanowiły sobie otworzyć puszkę z brzoskwijami, bo były jakieś brzoskwini w puszce. Dziewczyny bardzo chciały je zjeść i tego się nie dało pisać, to trzeba by było widzieć, ale jakby nożem i piłą do błeg i tak dalej już ta puszka była naprawdę w masakrycznym i opłakanym stanie. Nawet zrobiły dziurkę, ale nie udało im się zrobić na tyle dużej dziurki, żeby dało się z tej puszki te brzoskwini wyciągać i jeść.

Nawet jeśli jesteś aniołem, zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie przeszkadzał szelest twoich skrzydeł. Autor nieznany.

lukasz1993258

#55 ·

Transcription

to ja powiem tak bo teraz tak sobie wspominałem i tak przeglądam ten wątek i teraz przypomniało mi się, że kiedyś jeszcze był dosyć taki niemiły incydent u mnie w szkole, to było jeszcze w Dąbrowie Górniczej generalnie chodziło o to, że był jakiś sprawdzian, no i pół klasy go nie chciało pisać, bo się nie przygotowało no to trzeba było coś wykombinować, żeby tego sprawdzianu nie pisać no to mój kolega wpadł na genialny pomysł pod tytułem wsadzenie szpilki do zamka co poskutkowało to tym że niestety, ale sprawdzian został przełożony na dzień następny no bo trzeba było wezwać hydraulika tylko po to, żeby po prostu te drzwi móc otworzyć to zajęło dwie godziny a skutkiem czego my wylądowaliśmy na świetlicy no bo akurat potem była godzina wychowawcza po tym sprawdzianie a to był sprawdzian z matematyki także tak to wyglądało

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#56 ·

Transcription

Co do drzwi, to też kiedyś z kolegą mieliśmy taką sytuację w Laskach, lubiliśmy się ogółem ganiać, bić, gdzieś tam szaleć i w ogóle i byliśmy najdalni, poszliśmy się najdalniej ganiać i bić i też nam drzwi wypadły. I co ciekawe w ogóle, kolega miał zakładać drzwi, bo wcześniej widział, więc umiał takie rzeczy robić, ale wtedy szedł portier na obchód i potem szedł na górę i nie wiem, albo nie zobaczył po prostu, żebyśmy te drzwi wyjęli, albo po prostu stwierdził, aha, no jak założą, to okej. Więc to w ogóle było ciekawe, a był blisko w sumie tej jedalni, więc nie było możliwością, żeby tego nie widział. Tak samo też była akcja biegów. Zobawialiśmy się na kanapie, no i przepychanki, nie przepychanki, tzw. MMA. Wtedy nie wiedzieliśmy, że to jest MMA, ale to było bardziej w stylu MMA, tak dla, można powiedzieć, rozładowania stresów szkolnych. No i kanapa po prostu się złożyła. Kanapa, po prostu jeden bok został po prostu, można powiedzieć, urwany. I ucierpiał na tym czajnik. Gdyś, któryś... Ktoś z nas po prostu kopnął nogą, czajnik ze stołu zleciał i dwa litry wody się wylało.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#57 ·

Transcription

O kurcze, Mati, ostro, ostro, ostro, ostro. A ja jeszcze wrócę do maszyn brajlowskich. A propos, to pamiętam, że w klasie piątej czy szóstej szkoły podstawowej była taka sytuacja, że uszkodziliśmy specjalnie cztery maszyny brajlowskie i zgoniliśmy na jednego kolegę, który po prostu nam podpadł czymś, ale nie pamiętam czym. No i cóż, pamiętam, że te trzy maszyny udało się naprawić i to bardzo szybko. Gorzej było z tą czwartą maszyną, bo tam już był problem dosyć poważny, bo tam coś się stało z łożyskami i po prostu tam w środku te kuleczki wylatywały z tej maszyny. Tam jak jest ten wózek, to jest tym podwózkiem, tam co się rozkręca. No i mimo to, że ta maszyna była kilkukrotnie naprawiona, to i tak ona się już po prostu w jakimś czasie rozsypywała. No i nawet z niej wałek wyleciał, więc chyba ta maszyna najbardziej ucierpiała z tych trzech maszyn. No ale potem żeśmy się przyznali, że to... Bo w sumie ja i trzech kolegów żeśmy wpadli na ten właśnie pomysł z tymi maszynami. Także takie cyrki też u nas tam były. Tak. W szkole. No i co, no raz tylko wybiłem szybę, ale to w sumie w łazience. Ale to głównie chodziło o to, że po prostu zamknęli mnie w toalecie. No i nie mogłem wyjść, bo ktoś te drzwi przytrzymywał, jak pamiętam. No i skutek był tego taki, że w końcu ten ktoś puścił te drzwi. Czekajcie, bo się kończy. Zapraszam do oglądania Moje inneowinga.pl

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

lukasz1993258

#58 ·

Transcription

No i była właśnie taka sytuacja, że w końcu ktoś te drzwi puścił, a ja się zdenerwowałem, otwarłem te drzwi i z całej siły po prostu tymi drzwiami trzasnąłem. No i szyba się pięknie rozsypała. Potem jakiś czas później po prostu powyrywałem wszystkie krany w łazience. W szkole pamiętam, no to cała szkoła musiała wrócić pieniądze, w sensie po złotówce się każdy zbierał, jak z tego co pamiętam, dokładał w sensie, żeby te krany naprawić. No i chyba już to tyle, jeżeli chodzi o moje wybryki, bo już więcej wybryków nie pamiętam. Jak coś mi się przypomni, to oczywiście tutaj dam znać.

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.

matid25

#59 ·

Transcription

No to a propos maszyn i uszkodzenia, to już było w gimnazjum, pewna koleżanka miała zespół Aspergera i po prostu ją się dało namówić na wszystko wręcz. No i kiedyś kolega, a jak robi piesek, no to ona wiadomo, a jak robi kotek, no to miały w ogóle, a jak konik, to wiadomo. No i kolega, a jak spada maszyna, ta wzięła maszynę, walnęło o ziemię, jakby nigdy nic i nagle na lekcji nie może pisać. No i w końcu kolega się przyznał, że to on kazał jej tą maszynę zepsuć. Koleżanka przyniosła kasę na profil maszyny, chyba 20 zł, ale pani chłopczyń powiedziała, że nie, że to kolega ma pokryć, gdyż on kazał jej to zrobić. Dziękuję.

Zapraszam do mojej biblioteki dźwiękowej :)

lukasz1993258

#60 ·

Transcription

No z tymi maszynami to się różne rzeczy działy. Pamiętam, że ta ostatnia właśnie maszyna, która została uszkodzona, to jeszcze potem miała problem z wybijaniem punktów. Strasznie słabo punkty wybijała ta maszyna. A propos właśnie takich osób chorych na Aspigera, to właśnie mieliśmy takiego kolegę w klasie i to była podstawówka, który był właśnie chyba na to chory, aczkolwiek nie wiem, wiem tylko tyle, że musiał jeść bezglutynowe rzeczy. Każdy bądź radzie. Była taka sytuacja, że ten kolega nie lubił muzyki. Jak się włączało radio, to on wpadał w szał. No i z dwa albo trzy razy ten był. Ten boombox jak się zamachnął, jak wziął tego boomboxa, wyrwał z kontaktu, jak nim rzucił, był taki huk, to następnym razem jak rzucił tym boomboxem, no to głośniki były wgniecone. Przycisk od kompaktu wyleciał, więc trzeba było nożyczkami otwierać płyty, jak pamiętam, ale jeszcze ten boombox jako tako działał, tylko że głośniki były pięknie wgniecone, a tam były głośniki po bokach. Także taka sytuacja też miała miejsce. No i tak to właśnie się działo. Raz był dziennik zalany przez tego kolegę właśnie, bo żeśmy go nakłonili, żeby zalał dziennik. Nie wiem, czy coś z tego dziennika potem zostało, a to chyba była 5 klasa szkoły podstawowej, ale chyba coś potem odratowano z tego dziennika. W sumie on był cały zalany i to jeszcze, jak dobrze pamiętam, to sokiem malinowym. Ale słowa nie daję, bo nie pamiętam dokładnie, którym to było sokiem, ale to było zalane sokiem malinowym.

Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Poprzednia 3 / 5 Następna