Transcription
Witajcie, dzień dobry. A propos szkolnych wybryków, miałam ich dosyć sporo ogólnie.
Ja byłam ogólnie dzieckiem bardzo żywiołowym, bardzo takim energicznym, nie mogłam posiedzieć na dupie w jednym miejscu tylko wiecznie, po prostu wszędzie mnie było pełno.
I po prostu potrafiłam nawet na lekcji wstać i zacząć się gdzieś tam kręcić, czy zacząć po prostu czymś szeleścić, coś tam robić, czymś merdać, czegoś dotykać.
Nie mogłam po prostu jakby w swojej pozycji lekcyjnej pozostać zbyt długo.
Ogólnie byłam dziewczyną bardzo taką...
No byłam niegrzeczna, naprawdę moi rodzice zawsze jak od poniedziałku do piątku przyjeżdżałam do szkoły, tam w niedzielę mnie tata zawoził, w piątek mnie odbierał.
Czy tam ktoś inny, nie wiem, wujek po mnie przyjeżdżał, czasami samochodem, czy ktoś, jakiś z członków rodziny, to zawsze dla mamy wiózł taką karteczkę z tym, co ja...
Przewiniłam.
W internacie, w szkole, jakieś tam uwagi dla dzienniczków.
Nie wiem, Ewelina szarpie się z Kingą za włosy, bo miałam taką przyjaciółkę Kingę, której tutaj na Eltenie nie ma.
Niektórzy może kojarzą Kingę Wiśniewską.
Z Lasek była, potem poszła do Owińsk.
Pochodziła w ogóle ze Świnoujścia.
No...
Wypięła się na wszystkich generalnie, z Lasek i nie wiem jak z Owińsk, ale chyba, z tego co wiem, od jednego z kolegów, z którymi mam kontakt, jakoś też tam przez...
Przez Facebooka, tudzież przez telefon, że też podobno nie mają z nią kontaktu.
No, wiecznie dawałyśmy wychowawczyniom do wiwatu.
Na przykład była taka sytuacja, że było Boże Narodzenie, były jasełka.
Ja miałam grać dziewczynkę, Kinga grała aniołka.
Oczywiście aniołkiem nie była, ale aniołka grała.
No i miałam jechać do siostry Jany Marii, do Bielska Białej, do jej domu, do rodziny.
I miałyśmy w jakimś kościele wystawiać te jasełka, bo to była nasza grupa dziewcząt.
Chyba wtedy byliśmy w siódmej grupie.
To była jakaś druga klasa, czy trzecia.
Pamiętam, że z tymi jasełkami byliśmy też kiedyś w szpitalu w Olsztynie, w Centrum Zdrowia Dziecka.
Wystawiałyśmy dla personelu.
Myśleliśmy też, że dzieci będą nas słuchały, ale dzieci po prostu jakoś tak było, że zostały na swoich oddziałach.
A rozmawiał z nami personel.
Pamiętam, że po wystawionym przedstawieniu zjechaliśmy windą na taką dużą, dużą jadalnię.
Były kanapki.
Dostaliśmy po takiej wielkiej czekoladzie z orzechami ogromnym Mikołaju.
Każdy miał przy talerzyku.
No, ja z nimi dużo rozmawiałam i pamiętam, że bardzo fajnie zagrałam tę rolę tej...
Nie wiem, czy to właśnie były jasełka, że grałam tą dziewczynkę, czy...
Nie, to były inne jasełka. Grałam któregoś z królów.
Zdaje się, że złoto miałam, czyli Kacpra najpewniej.
Melchiora nie pamiętam kto grał.
Nie pamiętam kto grał.
Melchiora grała Agnieszka Karwowska, a Mirrę nie wiem kto miał.
Nie pamiętam w tej chwili.
Ale pamiętam właśnie taką sytuację też, że grałam.
No, a niestety co do tych jasełek u siostry Jany Marii, no to mnie nie wzięto,
ponieważ żeśmy tam oczywiście dawały do wiwatu z Kingą.
I...
I po prostu...
Oczywiście...
Oczywiście ja dostałam opierdziel, jak to ja.
Zawsze Kingę jakoś tam czyścili, a ja po prostu zjebkę dostawałam i nie mogłam pojechać.
No więc siostra Jana Maria wzięła kogoś od siebie z rodziny.
Także w ogóle, wiecie, miała pojarkę, że gra ktoś tam od niej z rodziny, nie?
Ale mówię, no spoko, no.
Nie, to nie, mówię, nie będę się...
Nie będę się na...
No nie chcą, to nie chcą, no.
Dobrze, niech będzie im, że mam karę.
Pamiętam, że strasznie płakałam z tego powodu, strasznie było mi przykro
i czułam się bardzo niesprawiedliwie potraktowana, że Kinga pojechała, a ja nie.
No, były jeszcze kilka takich sytuacji właśnie, że Kinga się wylizywała,
a ja po prostu gdzieś tam w dupę dostawałam za...
Za nas dwie.
No, na przykład obie miałyśmy manię brania słodyczy,
bo każdy miał taką skrzyneczkę swoją plastikową.
I ja miałam numer trzy.
I Kinga tam chyba dziewiętnaście miało.
I myśmy, no, mieli taką szafkę, gdzie te skrzynki ponumerowane stały.
I pamiętam, że Kinga...
No, wzięłyśmy jakieś koleżance, jakieś mamby czy coś.
No, Kinga też coś tam wzięła.
No, miałyśmy niestety niepochlebny zwyczaj spożywania nie swoich wiktułów ze skrzyneczek.
Zawsze każdy chyba miał lepsze niż my.
Nie wiem.
No, głupią mi strasznie, bo...
No, nie wiem, jak ja, jako takie dziecko, które jakby miało wszystko od rodziców, tak?
Bo zawsze słodyczy miałam do statek i różnych innych rzeczy.
Mogło wyciągać rączki po...
Do skrzyneczek innym.
No, słabe.
Ale, no, tak było po prostu.
I...
I Kinga oczywiście zjadła ze mną te mamby.
Coś tam jeszcze zjadła.
Pamiętam, jak robiła zbiórkę.
Robiliśmy zbiórkę.
Internat robił zbiórkę do takiego wielkiego kosza.
Słodycze dla domów dziecka.
Kinga też coś tam brała i wyjadała.
I potem ja oczywiście dostawałam zjebkę, bo dziewczyny mówiły, że to ja.
No i cała akcja krzywa była, bo zwalały wszystko na mnie, jakby.
No i ja najwięcej dostawałam z tego tytułu.
No, nie ukrywam, że jadłam też, bo jadłam, prawda?
Ale najbardziej jakoś tam obrywałam.
I wszystko się skupiało na mnie.
No, dużo było...
Takich rzeczy.
No, na przykład moja klasa szła gdzieś nad rzeczkę.
Było takie miejsce zwane Michałówką i taka rzeczka tam płynęła.
I moja klasa szła coś tam robić.
Jakąś lekcję mieli.
A ja coś tam odpisknęłam nauczycielce i kazała mi zostać z inną nauczycielką.
Z panią Zosią Paszkowską.
Moją wychowawczynią była wtedy pani Lucyna Pilaszek.
I ja jej coś tam odpowiedziałam nie tak.
I kazała mi zostać po prostu w szkole i robić działania pisemne na kubarytmach.
Taka była kara.
Wiedziała, że ja tego strasznie nie lubię, że ja tego nie umiem.
I taka była jej kara.
No, mnóstwo, mnóstwo rzeczy.
Darłyśmy, nie wiem, jakieś łańcuchy na choinkę, żeśmy targały z klingą.
Połamałyśmy kiedyś mapę taką plastikową do...
No, jak to były te mapy, wiecie, jak to wyglądały.
Te, te, te...
Z tymi obrajlowieniami, z tymi...
Do geografii.
Tak, do geografii, dokładnie, kochanie, do geografii.
Z tymi fakturami, takie plastikowe, z takiego grubego plastiku.
I myśmy tym waliły.
Śpiewały jakieś głupoty.
I żeśmy połamały tą mapę.
No, różne dziwne rzeczy, naprawdę.
Wzwiałyśmy z rekolekcji kiedyś, bo nam się nie chciało siedzieć.
No...
Chyba by nie starczyło forum głosowego, jakbym miała wszystko opowiadać.
Byłam bardzo niegrzeczną dziewczynką, bardzo krnąbrną.
Używałam wulgaryzmów.
No...
No niestety, no.
Cóż mogę powiedzieć, no.
Taka byłam.
Uspokoiłam się, może gdzieś tak chyba, jak przeszłam do...
Do czwartej klasy.
Jak już przeszłam na to tak zwane starsze skrzydło u nas w podstawówce,
to przejęła mnie pani Ania Chojecka.
Jeszcze, wiadomo, jakieś tam skargi na nas były, na mnie i na Kingę, ale...
No było tego znacznie mniej niż...
Niż...
Niż podstawówce tej od 0 do 3.
No, już całkowicie, już jak przeszłam do gimnazjum, to to się potem tak...
Zupełnie uładziło.
Ale...
No, ale nie byłam.
No na pewno, na pewno ci, którzy mnie znają, to pamiętają.
Jakieś ciekawe sytuacje, to możecie tu wspominać.
Może, może jest coś ciekawego, o czym...
O, jeszcze.
Pamiętam, jak stał pojemnik ze złożytymi bateriami.
I nie wiem, co nam odwaliło z Kingą, żeby w nocy po prostu wziąć...
Nad ranem wziąć kilka tych baterii.
I któraś z nas zaczęła to gryźć.
I zaczęły wypadać te...
No całe buzie, całe ręce miałyśmy w tej smole takiej baterianej.
Nie wiem, jak to się nazywa.
Ale w tym, w tym kwasie...
Nie wiem, dlaczego to gryzłyśmy.
A jeszcze potem chciałyśmy gotować je w czajniku bezprzewodowym.
Przyznacie, że byliśmy bardzo pomysłowe.
Ale...
No i tak jak mówię, no...
Już chyba, już chyba wszyscy dziękowali Bogu, jak Kinga odchodziła do Owinsk, bo...
I jak ja zaczęłam dojeżdżać, bo...
Potem w trzeciej, czy drugiej, czy trzeciej podstawówce...
W trzeciej zaczęłam dojeżdżać.
I Kinga została sama.
Także też się rzadko, rzadko widziałyśmy.
Rodzice już mieli większą kontrolę nade mną, nad tym wszystkim.
Ale naprawdę dawałyśmy nieźle jazzu.
No tak jak mówię, jak coś pamiętacie ciekawego, to...
To wspominajcie, bo sama jestem ciekawa.
Może, może coś się Wam przypomni, o czym ja akurat zapomniałam.