Asperger to jest jakiś rodzaj autyzmu, czy coś takiego, nie do końca się wczytywałem w to, no i ta koleżanka właśnie też, jak można było coś jej tam właśnie kazać, to mówiła, powtarzała na przykład, bo kiedyś była taka sytuacja, że coś tam, była taka sytuacja, że coś tam pan od historii zapytał, co spowodowało, już nie pamiętam, coś tam,
a ja jej powiedziałem cichu, że to spowodowała klątwa i ta na całgu, że to spowodowała klątwa, no i cóż, potem był 40-minutowy wykład i w ogóle, a ona zamiast sobie jeszcze wziąć to serce, no to jeszcze siedziała po prostu i się temu nauczycielowi śmiała w twarz,
no a on był właśnie taki, że jak się śmiał, czy coś, jak on opieprzał, czy się orwało go, to on po prostu wpadał w podwójne, jak to się mówi.
No i dzięki koleżance mieliśmy lekcję historii z głowy.
no to pięknie
no to naprawdę pięknie
no z tym kolegą właśnie co
on był chory na prawdopodobnie ten
autyzm chociaż tam no nie wiem
nie pamiętam czy to było dokładnie to czy nie
też była raz
taka sytuacja
ale to było wtedy kiedy mieliśmy raz
zastępstwo
no i no wiadomo
że tam jakaś pani przyszła tam coś
nie wiem no bo to było takie luźne zastępstwo
już nie pamiętam za co
ale generalnie była taka sytuacja
że
ktoś szepnął temu kolece
do ucha żeby powiedział
malutka pszczółka
że tak powiem nie zacytuję tego
wprost
no i tak
tak siedzimy siedzimy
i tak kolega jeden mówi
tak
malutka pszczółka
a ten kolega
na cały głos
wszyscy w śmiech
pominę fakt
że potem był apel
no i oczywiście
co niektórzy
musieli wyjść na środek
w tym też ja
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Nie, no to u nas to aż tak źle nie było, albo na przykład była taka akcja, że ta koleżanka telefonu nie wyciszała, po prostu miała telefon cały czas po prostu z dźwiękami w ogóle i nieraz żeśmy dzwonili do niej na lekcji, a ona się z tego cieszyła i mówi, to do mnie ktoś zadzwonił, i że taka ucieszona, że ktoś do niej dzwoni.
I w końcu pani zabrała jej ten telefon i wyłączyła na lekcję i powiedziała, że dopiero odda jej po lekcji, bo to się po prostu nie da.
Ale właśnie bardzo często po prostu wybierało się przez kieszeń numer z pamięci i się do niej dzwoniło, ona się cieszyła, a nauczyciele się wkurzali, a tak naprawdę ona nie miała naszych numerów w ogóle jakoś pozapisywanych.
Więc nawet raz była taka sytuacja.
Także pani nauczycielka chciała odzwonić na ten numer, kto to dzwoni, dlatego że my mieliśmy wszystko powyciszane, więc tak naprawdę pani nie była w stanie ustalić skąd kto to dzwoni, bo były telefony po prostu u nas powyciszane.
Ja nawet wibracje wyłączyłem, tylko po prostu był dźwięk, a telefon se leżał bezpiecznie w kieszeni.
A raz zapomniałem wyłączyć wibracji, no to po prostu byłem pewien, że nauczycielka oddzwoni i rzeczywiście oddzwoniła, tylko że po prostu ja się rozłączyłem i wyłączyłem telefon.
I było, że tam abonent jest niedostępny.
Nie, no to pięknie, pięknie Mati, pięknie.
U nas chyba takich jaj nie było, jeżeli chodzi o telefony komórkowe.
Bo w tych czasach, kiedy byliśmy w szkole, rzadko kto miał z nas telefon komórkowy.
Ja na przykład nie miałem telefonu komórkowego wtedy, w piątej klasie szkoły podstawowej.
I ten kolega też nie miał telefonu komórkowego.
Ale za to ja kiedyś wywinąłem taki numer.
Że miałem uwagę do dzienniczka.
A generalnie poszło o to, że była lekcja matematyki.
No i był sprawdzian.
No i wszyscy napisali ten sprawdzian.
Ja też napisałem, ale ktoś jeszcze pisał, chyba jedna osoba.
No i tak taka cisza, no bo sprawdzian, no to trzeba się skupić.
I taka cisza, cisza, cisza, cisza.
A ja wpadłem na pewien genialny pomysł.
I na całą klasę krzyknąłem.
O!
I skaczę.
Wszyscy w śmiech.
No i cóż.
Że tak powiem.
Miałem potem rozmowę z wychowawczynią.
I oczywiście uwaga do dzienniczka.
A ja tylko potem powiedziałem.
Jak dobrze pamiętam, o co pani chodzi.
Przecież chciałem, żeby było śmiesznie, bo to taka cisza jak w nie wiem gdzie.
No i to mnie nie poratowało.
Także tak to wyglądało.
Tak sobie teraz właśnie o tym przypomniałem.
Powiem szczerze, że trochę tych czasów brakuje czasami.
Są takie momenty, kiedy by człowiek chciał do tych czasów wrócić jednak.
No bo fajnie było.
W końcu się było jeszcze jakby nie patrzeć.
Przekonanego nie odwiedziecie od przekonania, tak samo nieprzekonanego do niego nie przekonacie.
Ja w gimnazjum byłem 2001/2004. Telefon miałem już bo w laskach był problem jeżeli chodziło o kontakt do domu. I taki numery się robiło. U nas połowa klasy w gimnazjum miała telefony.
no to co ja mogę powiedzieć
jesteśmy sobie na przerwie
stoję z naszym byłym chryńkiem
tam w pewnym miejscu
w podstawówce
całe szczęście trochę
wzmocnili jedną część
stoimy przy parapecie
który był z taką szafą
i w środku był grzejnik
zaczęliśmy nawalać w niego
dodatkowo chryniu
odwalał dźwięki
coś pomiędzy kwiczeniem świni
i miałkiem
ktoś nas już potem zaczął uciszać
dobra
spadamy do szatni
zamknęliśmy drzwi
ja tam nagrywałem chyba na komórkę
no
i cóż chryniu zaczyna znowu
jedziemy
idzie idzie wali w tą ścianę
a raczej kopie
chyba był jakiś lekki trzask
no dobra skończyliśmy
patrzymy
no cóż skoro w laskach był
i szczególnie w podstawówce
był stosowany karton gips
no to była całkiem
no można powiedzieć prosto
powiem zajebista dziura
mówię o
tylko żeby ktoś tutaj
nas nie podejrzewał
no dobra
całe szczęście się upiekło
ok
jest sobie na przykład zbiórka
w jednej grupie
to chyba było moje
któreś moje gimnazjum
tylko teraz już które
to wam nie powiem
nie jestem pewien
siedzimy
tam w wychowawczyni nie wiem
czy dzwoniła
czy dzwonił telefon
ona nie mogła coś tam się
coś tam po prostu pogadać
nie mogła się jakby z kimś połączyć
cały czas halo coś tam halo
oczywiście myślałem
skoro za bardzo nie kojarzy angielskiego
czy tego to może nie powinienem
tego zrozumieć
jestem w lepszej sytuacji
no to tego
i w pewnym momencie
mówiłem to po cichu
oczywiście było to w miarę słyszalne
telefon mówi
fuck off
wszyscy oczywiście w śmiech
cała świetlica
no niestety problem był taki
że to zrozumiała
no cóż
co się okazało
za chyba to
albo inny wybryk
ale za któreś
z tych
okazało się musiałem
przeczytać całą Ewangelię
co tak naprawdę chyba zrobiłem
może jedną
dwie strony
i ona po prostu stała
do końca
roku stała po prostu na półce
i teraz nie wiem tutaj czy
czy
czy to było za to czy co innego
wychowawca nasz
Tadziu
uczy tam tłumaczy koledze coś
ja tam siedzę z kimś jeszcze
sobie tego
zacząłem po cichu powoli recytować
trzynastą księgę
mówię mówię mówię mówię to co tego
dochodzę do pewnego momentu nagle słyszę cisza
ups
no i oczywiście
okazało się że
no cóż
człowiek wiedział o czym mówić
to coś tam jest
tak że tu się znowu coś dostało
to co mówię
że tu się znowu coś dostało
no i z takich jeszcze
z takiego to co mi się podobało
to powiem tak
to co mi się podobało
Ewelina przypomnij sobie
trzecią liceum
i
i wycieczkę na Litwę
to co się podwalało
niekoniecznie tylko my
jeszcze co
nie wiem czy zdążę więc
zapodam sobie
nie wiem czy zdążę więc zapdam sobie
zapdam sobie
Podam sobie to w następnym odcinku.
No jak widać mnie wywaliło więc następny. Zrobiliśmy raban na religii w gimnazjum, co potem trochę z jednej strony no mi było głupio, że tak od zaczęliśmy robić, bo no cóż, po moim zdaniem bardziej w porządku ksiądz i tak dalej, ale zauważył, że my nie chcemy religii i raczej chcielibyśmy, chcielibyśmy po prostu przejść bardziej na etykę.
No i skończyło się to tak, że zaczął po prostu już nie było za bardzo aż tak religijnie, przyniósł jakąś książkę i czytał. Ja całe szczęście po prostu uwielbiałem religię, no dobrze, że czytał książkę, nawet było ciekawie, ale lubiłem to już później tym bardziej przez to, że mogłem się przespać.
Zasypiałem, okej, było wszystko w miarę normalnie, lekcja się skończyła, przerwa, okej, no ale cóż, zasnąłem. Wszystko fajnie, pięknie, nagle czuję jakieś walnięcie w ramię.
Mówię, o co chodzi, no ale dobra, już nie mogłem przez to zasnąć. Co się okazało?
Ponoć teraz tak aż tego nie robię, ale przez parę ileś tam lat zacząłem jechać po prostu jak piła na...
Na całą klasę, jak zasnąłem. No cóż, musiał ksiądz mnie obudzić.
No więc, jak na teraz, to w zasadzie to se...
A, no cóż, maniak ze mnie trochę tabaczny, oczywiście, mówiłem, że kolejny, dogram to w następnym, no i chyba to będzie ostatnie to, co sobie przypomnę.
A więc tak, jest sobie lekcja matmy w liceum, a że nauczycielka też niewidoma, no to cóż, zrobimy po cichu.
Miałem przy sobie Red Bulla miętowego, mówię, a dobra, lubię, fajnie się po tym człowiek czuję.
Lekko wstrząśnięte, łeb pod biurko, no i oczywiście sobie trzeba było zapodać.
Dobra, nic tam się nie dzieje, mi wszystko fajnie, w porządeczku.
Słyszałem, ponoć już chyba ktoś tam się podśmiewał lekko, ale to chyba nie za dużo i tak naprawdę nie byłoby łatwo do wysłyszenia.
Okej, zrobione.
Nagle ktoś tu jakieś podejrzenia już zapachu, czy jakimś syropem, czy perfumami i tak na, ja tak mówię,
ty żeby tylko to po prostu.
Wszystko nie wyszło.
Jakiś taki zarytek, trzeba było głupa udać, no ale całe szczęście, udało się, nic się nie stało.
No, podobał mi się też, no cóż, znowu, cóż za chrynka powiem, podobały mi się odwały na angielskim,
przez to, że no cóż, w liceum miało się nauczyciela jakiego się miało, więc można było robić sobie w zasadzie co się chce.
Więc, więc, więc...
Więc skoro tak można było robić, no to cóż, ja tam sobie zawsze siedziałem, bo tak naprawdę nie musiałem w ogóle pisać i za byle co można było u niego piątki dostać.
No ale dobra, ja tam sobie siedziałem, robiłem swoje na necie i słuchałem jakiejś muzyki z Winampa.
No a cóż, chryniu, trochę chciał się popisać, włączył sobie Need for Speeda, no i na głośnikach, prawie że na całą parę, zaczęła się Need for Speedowa zadyma.
Policja ścigała, wszystko po prostu się działo, panie Krzysztofie, proszę wyłączyć czy sciszyć jakoś tak, ten mu powtarza, chryniu, ma to wszystko głęboko w dupie i po prostu tak się dzieje.
Aż tak nie w jakichś swoich wybryków ostrych.
No, nie miałem, no ale cóż, stało się jak się stało.
No, trudno mnie było, niestety był większy problem, gdy chciałem sobie porobić takie rzeczy, no, facet od geografii, widać, lubił się lampić w ekran, więc prawie wiedział, wiedział, że, wiedział prawie wszystko, a już się przełączałem na inne okna.
No więc tu się nie udało, no, fakt, i tak człowiek w porządku.
No, ale, no, ale właśnie tu już się nie udało.
Co do jeszcze owińskowych, owińskowych tych, gdzieś tam chyba było, za oknem tam jest coś takiego jak kwadrat, czy nie wiem, może się coś zmieniło, ale wiem, że wtedy jak w czwartej klasie tam byłem, jest, było coś takiego jak kwadrat.
No i tam sobie się coś dzieje. Dokładnie nie wiem, co tam w ogóle było. Już nie pamiętam. Stoję sobie, czy tam siedzimy se z kimś. Okej, miałem chyba butelkę już pustą po coli, tak mi się zdaje. No i okej.
Poszedłem do kibla nalać wody do niej. Dobra, lekko przykręciłem. Mówię, okej, wyrzucamy to. Poleciała. Jebnięcie było niezłe, nie powiem. No, wystrzał dość ciekawy.
Dobra, woda sobie tam musiała się rozlać. Butelka sobie upadła. W pewnym momencie nagle przychodzi wychowawca.
Ale jakiś taki spokojny, chyba w miarę. No, nie powiem. Gdyby nie może lekko, prawdopodobnie gdybym lekko się obrócił w prawo i to wystarczyło naprawdę niedużo, podejrzewam, że ktoś by nieźle w łeb dostał pełną butelką.
No, jakieś parę metrów od jakiegoś krzesła upadło, a ktoś tam siedział. Więc, no, było blisko, żeby...
Dosłownie.
Dostał, no, prosto w łeb całą butelką lecącą. Lekko przykręconą, żeby potem woda mogła się, no, i tak wylać.
Także było blisko, nie wiadomo czego, więc... No, mam nadzieję, że nie doszłoby do wzywania pogotowia, chociaż jak z pierwszego piętra, no, wszystko by było możliwe.
Wybryk, nie wybryk. Myślałem, że też będzie wszystko w porządku.
Nic się nie stanie. Mówię, a nie chce mi się wyłączać płyty, a leciał sobie jeden kawałek PEI. Mówię, dobra, ja polecę do kibla, nic tu nie będzie. Tego.
No, dobra, wróciłem.
Radio odłączyłem.
Nagle widzę właśnie radio odłączone całkowicie z kontaktu. Nie no. I co się okazało? No niestety, nie pamiętam na tej płycie dokładnie jakie tam były piosenki, ale skończyła się jedna.
I następną akurat na to wychowaca trafił, włączyła się piosenka, chyba to ma tytuł Życie Kurewskie i niestety wszedł po prostu w tą piosenkę. A ja myślałem sobie, że spokojnie, nic się nie stanie.
No, nic się nie stanie, nic się nie stało, oczywiście. I tutaj też był jakiś problem, chyba to może i tu, to może przez to było z tą Ewangelią, ale nie chcę już teraz kłamać, bo no.
Już nie wracałem za bardzo łepetyną do tego, więc już się nie pamięta, co, jaką karą miało być. No i tak, to co sobie przypominam, coś może by się jeszcze znalazło, ale to,
raczej podejrzewam, jak dla mnie jakiś wybrykaczem za bardzo nie byłem chyba, nie miałem za dużo takich rzeczy. Na razie tyle, zobaczymy.
Takie mi się głupawe teraz przypomniało, jak to kiedyś kumpel z naprzeciwka miał radio w pokoju, była przerwa, na tramwaju te drzwi były rozsuwane, nie były zamykane u nas.
Kto wchodził do Owinsk w ostatnich latach, to na pewno wiedział, co chodzi z tramwajem, dla postronnych wyjaśnień. Mieliśmy korytarz i były tam takie rozsuwane drzwi. No i ten korytarz był bardzo wąski i stąd się chyba wzięła nazwa tramwaj, przynajmniej tak ja to pamiętam.
No i w każdym razie przeszliśmy sobie na przerwę do pokoju na nieregalu, bo to niby nie było wolno, ale w sumie niektórzy wychowawcy to tam spoko, róbta co chcę.
No i może nie aż tak, ale wiadomo. No i z kumplemi stwierdziliśmy, że trzeba zrobić coś głupiego, no i wjechaliśmy tam do tego pokoju, gdzie wziąłem radio.
Przełączyliśmy się na falę średnią z MW. No a u nas, niestety, na tym zakresie prawie nic nie było słychać, samo buczenie, a jak było już wpięte coś pod gniazdko, to radio to już kompletnie bez pomocy.
brzęczenie i w zasadzie tyle.
No bo...
z prądu po prostu.
Wzięliśmy, uznaliśmy na największy
warkot brum i wszystko
razem, rozwaliliśmy
głośność na fulla i co, już poszliśmy.
I później...
bo już było koniec przerwy oczywiście.
Później słyszeliśmy, że tam wychowawca chyba
leciał, ale my już byliśmy na schodach.
No, w każdym razie, później
padło pytanie, kto to radio
wypalił na fullakie, to Wy?
A my nic nie wiemy, proszę Pana.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
No to kolejny post i kolejna historyjka, jakby się tamtego kogoś nie chciało słyszeć, bo to były totalnie głupie głupoty.
Mieszkę z krasów przedszkola.
Otóż czas obiadu, zupa wjechała na rejon, tylko ja tak nie bardzo tej zupy chciałem jeść, bo pływało tam niedogotowane mięso.
To, że jest to okropne, to swoją drogą, to, że jeszcze kiedyś w kumpel wkręcił mi, że to są mózgi, tylko teraz wiemy tam, czy świn, czy krów, czy kurczaków, chyba kurczaków, to drugie.
No i tej zupy jeść nie chciałem, a żeby dostać drugie, no to ja byłem trochę tego zjeść.
I się wykłócałem z przedszkolankami, jak to ja, że ja tego jeść nie będę.
No i cóż, na moim stanąć nie mogło, to wziąłem sobie ten talerzyk z zupą, zestawiłem na niższy taboret, tak żeby talerzykowi się nic nie stało, w sensie zestawiłem go ze stałym na taboret.
I cyk, z całym impetem zwaliłem to na podłogę, zupa się rozlała, wszystko tego.
I mówię, to za karę, sprzątajcie sobie teraz, jak nie chcieliście mi dać drugiego dania.
Tak, walczyłem o swoje.
Brawo.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
No to trzecia, w sumie chyba najgłupsza z tych wszystkich sytuacji, o których mówiłem, ale mam nadzieję, że nikt nie z moich kumpli za to, że to opowiem, nie zabije, jeżeli kiedyś na to wpadnie, bo w sumie nie była ona zbytnio z moim udziałem.
Otóż mój znajomek miał telefon dotykowy, całkowicie ucedlony, ekran prawie nie reagował, bo w ogóle telefon nie uczynił się włączać nawet.
No w każdym razie, typowa cegła, koniec, nic już się tu nie dało za bardzo zrobić.
No i jak to cegła, to stwierdzili żeńskie cegłą po rzucaniu.
Jeden stał na dole, pod oknem naszego pokoju, drugi siedział w oknie.
No i tak se rzucali, z okna na ziemię, z ziemi do pokoju.
W sumie fajnie to furwało, podobność, ale zabawa skończyła się w momencie, kiedy kumpel niewidomy,
właśnie wyrzucił ten telefon, nie zdając sobie sprawy, że pod oknem przechodziła pani dyrektor i rozmowa była.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Albo słynne przeklinanie poprzez krótkofalówki, tak żeby nikt nie słyszał po cichu, ale żebyśmy słyszeli.
W momencie jednym niestety na patokiu się nauczyciel, który usłyszał co jeden z drugim gada i konfiskata.
Sygnatura to może być w sądzie. Sygnatura sprawy np. :P
Co do wyboryków i wspomnień z dzieciństwa, to mi się przypomniał na razie jeden.
To było w mojej drugiej klasie gimnazjum, w ostatni dzień przed feriami 2014 roku.
Bo to było tak, że sytuacja się działa na długiej przerwie.
No i w trakcie tej długiej przerwy, jeden z moich kolegów szkolnych, widzący, dodam, zobaczył, że mam głośniki.
No i powiedział, żebym mu pożyczył, bo chciał coś tam z telefonu, popuszczać muzykę, czy coś takiego.
No okej, zgodziłem się, pożyczyłem, było okej. Wszystko ładnie.
Ale jakie piosenki to było?
Zapuszczał to, ojejku, jakieś takie wulgarne, brzydkie, w ogóle.
I też czynał głośność na prawie cały regulator.
No ale okej, oddał mi te głośniki, bo się przerwa skończyła.
Jest sobie lekcja plastyki, nauczyciela to by nie było, znaczy nauczycielki właściwie.
No i ten kolega do mnie, proszę, pożycz mi głośniki.
No ja mówię, po co?
No to on, że chce popuścić muzykę.
Ja tak niechętnie, ale mu pożyczyłem.
No i dalej było tak, że...
A jeszcze mówił, że ten głośnik w jego telefonie jest słaby, a moje są lepsze.
No okej, pożyczyłem mu.
Ale znowu zaczął dopuszczać coś wewnętrznego.
Kontynuując, no i znowu zaczął ten kolega puszczać te piosenki brzydkie, no i po pewnym momencie nauczycielka wchodzi i mówi, aha to Marek tak puszcza muzykę, no Marku, no to ja mówię, że to nie ja, tylko kolega, no ale któraś koleżanka mówi, no to oddajcie mu te głośniki, w sensie mi, no i mnie oddali,
ale nie wiem czy tam nauczycielka, nie wiem czy ten kolega coś dostał za puszczanie takiej brzydkiej muzyki, nie pamiętam, ale no w każdym razie taka sytuacja była z mojej szkoły, to dodam, że to była szkoła dla widzących, ja byłem jedyny w klasie niewidomy.
This site uses cookies to enhance your experience.