I wiecie, to nie tak, że mi w domu źle. Absolutnie nie. Dlatego myślę, że to może być jeden z głównych powodów u osób zarówno niewidomych, jak i widzących. Jak ktoś słusznie zauważył, zwłaszcza w sytuacji kiedy nie ma się partnera. Choćby dlatego, że... No cóż, nawet mnie, zdeklarowanej introwertyczce, czasem pewnie smutno będzie tak samej siedzieć. Ale myśl o większej przestrzeni dla siebie, o braku konieczności podporządkowywania się ogólnie przyjętemu w rodzinnym domu rytmowi dnia, o możliwości zaproszenia kogoś i generalnie niezależności jednak wygrywa. I dla rodziców przecież lepiej. Więcej miejsca, więcej prywatności. :)
no i super, jak masz możliwośćy to działaj. -- (Elanor): I wiecie, to nie tak, że mi w domu źle. Absolutnie nie. Dlatego myślę, że to może być jeden z głównych powodów u osób zarówno niewidomych, jak i widzących. Jak ktoś słusznie zauważył, zwłaszcza w sytuacji kiedy nie ma się partnera. Choćby dlatego, że... No cóż, nawet mnie, zdeklarowanej introwertyczce, czasem pewnie smutno będzie tak samej siedzieć. Ale myśl o większej przestrzeni dla siebie, o braku konieczności podporządkowywania się ogólnie przyjętemu w rodzinnym domu rytmowi dnia, o możliwości zaproszenia kogoś i generalnie niezależności jednak wygrywa. I dla rodziców przecież lepiej. Więcej miejsca, więcej prywatności. :)
Tak, zdecydowanie samotność jest argumentem przeciw. I jeżeli naprawdę występuje, niestety jest argumentem decydującym. Przynajmniej ja tak uważam. Człowiek sam, często samotny, naprawdę usycha. Niestety czasem jest jednak tak, że samotność lub jej widmo wynika właśnie z tego, że ktoś mieszka z rodziną i ma taką wizję przyszłości. Ja także miałam.
Dlatego jeśli będę się wyprowadzać, to na pewno nie daleko. Tak, żeby móc w każdej chwili odwiedzić rodzinę, a jednocześnie mieć tę swoją przestrzeń. Przestrzeń, w której nikt mi nie będzie notorycznie przestawiał rzeczy! xd
Paulinux mam podobnie. Mam swoje mieszkanie, ale gdy jest mi wygodnie mieszkam u rodziców? Kiedy? Np. w lecie, gdy mi nie chce się grzać w płycie, na wsi mam więcej przestrzeni, a gdy mam pracę wymagającą kontaktu z miastem mieszkam u siebie. Dzisiaj np. przyjechałam do rodziców, bo znajduje się tam mój kaseciak, a jest mi to potrzebne. Tak samo w pandemii miałam dostęp do orbitreca. Może jestem niesamodzielna, może to, może owo, ale wiecie co dobrze mi tu gdzie jestem. Naprawdę Mir ganz egal co sądzi o tym reszta świata.
-- (Paulinux): Nooo. Taka ja na przykład. Co z tego, że obydwu stronom się to opłaca. Mam się wynosić z domu, żeby pokazać środowisku że jestem super, bo teraz to przecież jestem nikim.
--
Wojna to pokój. wolność to niewola. Ignorancja to siła. G. Orwell "Rok 1984"
No to mała aktualizacja, w kwietniu zamieszkałem na dobre z moją przyboczną, mieszkanie zmienione z 30 na praktycznie 50M. Zaleta jest taka, że sobie wzajemnie nie przeszkadzamy np. Młoda się uczy na studia czy tam ogląda Netflixa w sypialni - tam też ma swoje całe biurko, lapka, drukarkę i wszystkie klamoty biurowe. Ja zaś w salonie mam w kącie biurko ze sprzętem, całe nagłośnienie i tp. Kiedy ona się uczy, ja mogę komfortowo z kimś pogadać, zdalnie komuś coś tam poprawiać na kompie czy prowadzić szkolenia ON Line. Wadą jest rozmiar mieszkania, i tego nie jestem od A do Z obskoczyć porządkowo w jeden dzień. Tu okna, tu kurze, tu cała kuchnia z myciem płytek, płyty gazowej, zlewu, blatów i tym podobnych, łazienka - tam też trzeba te płytki co jakiś czas wyszorować, wanna umywalka i kibel. Do tego odkurzanie, mycie podłóg, czyszczenie mebli, filtrów od klimy którą trza rozebrać w dość skomplikowany sposób. Staliśmy sie także posiadaczamy używanej, ale jak że wygodnej skurzanej sporej kanapy do salonu. Ją też wypada potraktować specyfikiem do czyszczenia skór. Okien, miast 1 duże i 1 małe tak jak miałem poprzednio, mam 3 duże, 3 małe i jedno balkonowe. Umyć to to od zewnątrz, od środka, parapety, balkon to zabiera sporo czasu. Bywa tak, że mówię sobie. Pier***ę, nie robię. Poza tym, mam też obecnie więcej luster/ powierzchni szklanych lubiących się ubrudzić. Generalnie jest sporo do robienia. Wspomnę też, że z racji na pracę po 12 godzin, narzeczonej często w domu nie ma i to ja robię te porządki. Nie uskarżam się :D. Fajnie jest.
Sytuacja dość podobna. Ja robię to tak, że jednego dnia część, drugiego część i tak to się kręci. -- (Pitef): No to mała aktualizacja, w kwietniu zamieszkałem na dobre z moją przyboczną, mieszkanie zmienione z 30 na praktycznie 50M. Zaleta jest taka, że sobie wzajemnie nie przeszkadzamy np. Młoda się uczy na studia czy tam ogląda Netflixa w sypialni - tam też ma swoje całe biurko, lapka, drukarkę i wszystkie klamoty biurowe. Ja zaś w salonie mam w kącie biurko ze sprzętem, całe nagłośnienie i tp. Kiedy ona się uczy, ja mogę komfortowo z kimś pogadać, zdalnie komuś coś tam poprawiać na kompie czy prowadzić szkolenia ON Line. Wadą jest rozmiar mieszkania, i tego nie jestem od A do Z obskoczyć porządkowo w jeden dzień. Tu okna, tu kurze, tu cała kuchnia z myciem płytek, płyty gazowej, zlewu, blatów i tym podobnych, łazienka - tam też trzeba te płytki co jakiś czas wyszorować, wanna umywalka i kibel. Do tego odkurzanie, mycie podłóg, czyszczenie mebli, filtrów od klimy którą trza rozebrać w dość skomplikowany sposób. Staliśmy sie także posiadaczamy używanej, ale jak że wygodnej skurzanej sporej kanapy do salonu. Ją też wypada potraktować specyfikiem do czyszczenia skór. Okien, miast 1 duże i 1 małe tak jak miałem poprzednio, mam 3 duże, 3 małe i jedno balkonowe. Umyć to to od zewnątrz, od środka, parapety, balkon to zabiera sporo czasu. Bywa tak, że mówię sobie. Pier***ę, nie robię. Poza tym, mam też obecnie więcej luster/ powierzchni szklanych lubiących się ubrudzić. Generalnie jest sporo do robienia. Wspomnę też, że z racji na pracę po 12 godzin, narzeczonej często w domu nie ma i to ja robię te porządki. Nie uskarżam się :D. Fajnie jest.
Trzeba zacząć od podstaw. Czyli czy potrafisz w samodzielne poruszanie się, przyżądzanie podstawowego jedzenia. Sprzątanie. Potem praca. Jak jest to, to po prostu trzeba się wyprowadzić. I nie będzie łatwo, ale takie jest życie. Teraz renta z tym dodatkiem jest na tyle duża, że przez jakiś czas da się bez pracy, więc jest to okazja, żeby wyprowadzić się i szukać. Za rok może się coś zmienić, choćby ceny, albo komuś się ważność skończy, ale moim zdaniem, nigdy nie było tak łatwo.
Biorę z konta każdego Eltenowicza po 500 zł i słucham państwa.
Powyższa wypowiedź, wyraża jedynie moją opinię w dniu dzisiejszym. Nie może ona służyć przeciwko mnie ani w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie. Ponadto zastrzegam sobie prawo zmiany poglądów bez ostrzeżenia i podawania przyczyn.
Mieszkam na swoim, ale nie daleko mam rodziców, więc na obiady czasami chodzę do domu, czasami coś zamówię, bo też nie lubię gotować i nie mam do tego cierpliwości. Ja nie lubię robić porządków, więc odkurzę, sprzątnę łazienkę i zmopuje mieszkanie, a resztę mama mi pomaga, jak do mnie przychodzi. Gotuję jakieś proste rzeczy, jak parówki, czy jajka, ale smarzyć mi się nie chcę.
To se wzbogać repertuar o zupy. W dobie wszystkiego, co się da mrożonego w formie wygodnej kosteczki, zrobienie zupy nie musi wymagać praktycznie nakładu pracy, a cierpliwości tylko tyle, by pilnować, kiedy wyłączyć.
Teraz jest erfrajer i naprawdę to jako dla nas jest mega ułatwienie. Wstawisz coś małego i upieczesz nawet dla jednej osoby. Jestem twierdzenia, że na upartego jeżeli nie chcesz naleśników, albo jajecznicy nie musisz nawet mieć w domu patelni
Zgadzam się. Kupujesz taką zupkę z Hortexu, nawet zdrowe to, bo warzywka itp, do tego kostka bulionowa lub rosół od mamy, do tego ugotować torebkę ryżu i obiadek na 2 dni. Chociaż jak znam chłopów, to zupą się nie najedzą. ;) Na śniadania można też robić tosty. A jeśli ma się odpowiedni toster, a raczej opiekacz, można też w nim ugrillować pierś z kurczaka pokrojoną na pseudoplasterki w przyprawach. -- (Zuzler): To se wzbogać repertuar o zupy. W dobie wszystkiego, co się da mrożonego w formie wygodnej kosteczki, zrobienie zupy nie musi wymagać praktycznie nakładu pracy, a cierpliwości tylko tyle, by pilnować, kiedy wyłączyć.
hm, jestem teraz przed studiami, my jako niewidomki mamy super prosto bo możemy mieć prywatne studia dofinansowane a ja i tak nie wiem czy nie iść na publiczną tam gdzie się dostałem, bo tam dostałbym akademik i bym se mieszkał jakby na swoim - brzmi bardzo ciekawie i satysfakcjonująco... jeszcze wybór nie podjęty xd
@JM to się trochę tak wydaje, że prosto, ale tak, dofinansowanie do studiów to fajna rzecz. Ale faktycznie radzę Ci pójść na uczelnię publiczną, do akademika - trochę się nauczysz, życia zakosztujesz...
Mieszkam z rodziną i szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Przyznaję to z trudem, ale zaliczam się raczej do tych niesamodzielnych niewidomych. Myślę, że moja mama nie jest, i nigdy nie była nadopiekuńcza w taki klasyczny sposób. Po prostu nie wiedziała, jak mnie nauczyć tych wszystkich rzeczy, tak niezbędnych do samodzielnego funkcjonowania. Poza tym nigdy nie należałam do cierpliwych i w dzieciństwie często wybuchałam płaczem, gdy coś mi nie wychodziło. Nigdy też nie miałam takiego samozaparcia i determinacji, jaką wielu z was posiada. Po liceóm nie miałam pomysłu na siebie, więc motywacja w postaci dalszego kształcenia, również nie istniała. Poza tym w grę wchodzą również kwestie ekonomiczne i emocjonalne, o których wspominaliście w poprzednich wpisach. Nie sądzę, że byłabym w stanie samodzielnie się utrzymać i ogarnąć cały dom. Obawiałabym się również samotności. Mimo tego, że jestem introwertyczką, chyba nie czułabym się komfortowo będąc zupełnie sama przez cały czas.