Nie o to chodzi czy oni zrobili źle czy dobrze. Rzecz w tym, że w społeczeństwie nadal panuje silne przekonanie, że niewidomi są niezdolni do robienia masy rzeczy w tym do rodzicielstwa. Bezrefleksyjne przyjmowanie pomocy, przy najmniej wtedy, gdy nie jest potrzebna raczej utwierdza ludzi w takim przekonaniu, co utrudnia nam masę rzeczy. Przykład ze szpitalem miał pokazać co konkretnie utrudnia i jakie konsekwencje mogą się pojawić. Tego jest więcej, dlatego wspomniałem również o powodzie braku przyjęcia do pracy. Mogę jeszcze kilka przykładów dać: nie wpuszczanie niewidomych do Energylandii, która to sprawa należy już do przeszłości. Nie wiem, kto zadziałał, ale zrobił to dość skutecznie i obecnie ponoć nie ma takich ograniczeń. Jest co najwyżej kilka atrakcji, na które nie możemy sami wchodzić, ale to już rzeczywiście da się logicznie wytłumaczyć.
Kolejną kwestią jest branie odpowiedzialności za niewidomego przez rówieśników w szkole. Chodzi o sytuacje, w której czują się odpowiedzialni za to żebyśmy niczego sobie nie zrobili, przez co dość mocno utrudniona jest integracja, ponieważ zamiast relacji kumpel - kumpel tworzy się trochę coś jak opiekun - podopieczny, więc trochę kula u nogi na różnych imprezach albo co bardziej dziwnych wyjściach. Tworzy się szklany sufit bardzo trudny do przebicia i dość często niewidomi w masówkach nie umieją sobie z tym poradzić. Oczywiście nie wszyscy i znam kilka przypadków bardzo skutecznego niwelowania tego typu przeszkód, ale jednak ma to miejsce.
Jeszcze bardziej jaskrawym tego przykładem jest rodzina. Następująca sytuacja faktycznie miała miejsce. Pewien niewidomy miał rodzeństwo. Rodzice gdzieś tam wyszli, zostawiając dzieci samym sobie. Towarzystwo od razu wyszło na zewnątrz i pech chciał, że niewidomy spadł z jakiejś skarpy, górki czy czegoś tam. Płaczu sporo, aczkolwiek skończyło się na strachu. kto dostał klapsa? no oczywiście rodzeństwo, któe nie pilnowało dobrze ślepego. To też może w późniejszym okresie rodzić różnego rodzaju problemu zwłaszcza, gdy rodzeństwo młodsze więc przyjęło się, żze to starszy w razie czego zajmuje się młodszymi, a tu nagle siuprajs, odwrotnie jest.
Jasne, można tu dyskutować o tym, że to rodzice powinni pilnować, a nie rodzeństwo, czy to dobrze, że pozwolili wyjść itd itp. Ważne, że niezależnie od faktycznego stanu rzeczy niewidomych bardzo często traktuje się jakby faktycznie wszyscy byli jednakowo niezdolni niemal do niczego. Jak wiemy to nie jest prawdą i po mojemu warto o tym jakoś mówić ludziom, ale większość z nas nie ma takich możliwości. Co więc zostaje? pokazywanie przypadkowym przechodniom, że chociażby umiemy iść sobie po chodniku z laską i nie potrzebujemy do tego pomocy, o ile faktycznie jej nie potrzebujemy, bo ja wcale nie twierdzę, że pomoc w ogóle jest niepotrzebna. Chodzi mi wyłącznie, ale to wyłącznie o takie sytuacje, w których jesteśmy przekonani, że damy sobie radę.