No wychodziło, ale np do połowy
Tak, tak. Ja nie mówię, że generalnie podręczniki do eliksirów były do d, tylko, że ten konkretny, dla szóstego roku. Coś z nim było zdecydowanie nie tak. Snape naniósł poprawki, Harry się do nich stosował i wychodziło. Rzecz właśnie w tym, że Hermionie też nie wychodziło do końca, z podręcznikiem bez poprawek.
A Harry'emu wcześniej mogło nie iść z wielu przyczyn. Choćby dlatego, że nieznosił Snape'a, a dla wielu uczniów jest to powód wystarczający, żeby z przedmiotu nie szło. Podobnie rzecz się ma z oklumencją. Gdyby go uczył Dumbledore, pewnie postępy by były.
A Harry'emu wcześniej mogło nie iść z wielu przyczyn. Choćby dlatego, że nieznosił Snape'a, a dla wielu uczniów jest to powód wystarczający, żeby z przedmiotu nie szło. Podobnie rzecz się ma z oklumencją. Gdyby go uczył Dumbledore, pewnie postępy by były.
wiecie co, ale tutaj z tym podręcznikiem macie racje. Poprostu autorka uznała, że hermiona zawsze musi być super, ale jak hary miał podręcznik snapea to przecież musiało się pozmieniać żeby pasowało :D
no i jeszcze, dlaczego snape nie nauczał zgodnie z swoim doświadczeniem tylko z podręcznikiem, skoro wiedział lepiej? Dziwaczne.
Myślę, że Snape akurat nauczał zgodnie ze swoim doświadczeniem. To Slughorn się coś nie ogarnął z tym podręcznikiem. Bo cały czas utrzymuję, że wszystkie, poza tym dla szóstego roku były ok. Przyjmijmy, że jakiś nieuk go napisał, kolejna banda nieuków dopuściła do publikacji i tak sobie został. Zresztą zauważcie, że Snape sam zwykle podawał instrukcje na tablicy, a Slughorn nie. Więc może Snape w ogóle coś do tych podręczników miał? To jest prawdopodobne.
Poza tym może było tak, że istniało kilka sposobów na zrobienie jednego eliksiru. Mnie interesuje to, dlaczego te podręczniki nie były przez lata zmieniane.
Wiesz co, Moniu, może to się akurat zaliczało do wiedzy, która wielkim zmianom nie ulegała, jeśli w ogóle. Tak to sobie tłumaczę. Ale skoro już rozważamy w ten sposób, ktoś powinien od czasu do czasu sprawdzać, czy jednak korekty nie wymagają.
Tak. Z drugiej, albo może nawet trzeciej strony, wiadomo jak jest z edukacją. Teraz podręczniki zmieniają się co chwilę, ale dawniej przecież bywało tak, że z takiego podręcznika uczyły się pokolenia.
Tak, tylko że wydaje mi się, że jednak rozwija się jakoś nauka o eliksirach, prawda? Że to nie jest tak, że ludzie już wszystko odkryli i niczego nowego nie odkryją. Byłoby to bardzo nielogiczne
DLaczego? A no dlatego, że, co by o Hogwarcie nie mówić, nowoczesnością nie grzeszył, a jeszcze mniejszą nowoczesnością grzeszył SLughorn. A pamiętajcie, że minęło 20, a nie 80 lat. Inna sprawa, że, rzeczywiście, SNape mógł coś do podręczników mieć, bo, jak wiadomo, miał coś do wszystkiego.
Hahahahahahaha! Majaaa!!! W punkt, co do Snapea. Z tym, że do podręczników mógł coś mieć całkiem słusznie.
a skoro już mówimy o naszym kochanym snape, to dlaczego on zawsze miał tłuste włosy, fuuj przecież taki łuj śmierdzi, czyż nikt nie wyczuł smrodu bijącego z jego głowy, może miagia była tam tak namacalna że zatykała nozdrza ciała pedagogicznego a raczej wszystkich.
A wiecie co? To nie jest śmieszne wcale. Ani trochę. Są ludzie, którzy mają taki problem. Umyjesz głowę, a za godzinę i tak łeb tłusty, czego byś nie robił.
Jak wynika z książek, miał tak już jako dzieciak, przez co miał zresztą dodatkowo przerąbane. I tyle w tym temacie, bo to nie podpada pod absurd.
Jak wynika z książek, miał tak już jako dzieciak, przez co miał zresztą dodatkowo przerąbane. I tyle w tym temacie, bo to nie podpada pod absurd.
Niedawno zacząłem odświerzać sobie cykl i prócz dość dużej ilości niekonsekwencji i innych dziwactw zauważyłem bardzo poważny problem. Nie ma opcji utrzymania w tajemnicy tak rozbudowanego systemu jakim jest społeczność magiczna.Zawsze, zawsze znajdą się ludzie o odmiennych poglądach, którzy będą chcieli a to odkłaman, a to wykorzystania, a to jakiegoś misjonarstwa, a to cegoś jeszcze innego. Części z nich na 100% uda się wkręcić do tworó typu ministerstwo magii. Z resztą wystarczy bliżej poznać pierwszego z brzega członka ww. instytucji żeby dowiedzieć się na początku II tom że powstała ustawa aby było mu łatwiej kontynuować hobby pt. kombinowanie ze standardowymi przedmiotami.
o za tym z jednej strony totalna pogarda względem wszystkiego, co "mugolskie", z drugiej większość świata ściągniętego z naszego z radiem i koleją na czele. Nie wspomnę już o wybitnie niekonsekwentnemu systemowi zabezpieczeń, który na ten tychmiast lokalizuje niewłaściwe użycie czaru, z drugiej nie jest w stanie zapobiedz katastrofom magicznym skalę co najmniej krajową.
o za tym z jednej strony totalna pogarda względem wszystkiego, co "mugolskie", z drugiej większość świata ściągniętego z naszego z radiem i koleją na czele. Nie wspomnę już o wybitnie niekonsekwentnemu systemowi zabezpieczeń, który na ten tychmiast lokalizuje niewłaściwe użycie czaru, z drugiej nie jest w stanie zapobiedz katastrofom magicznym skalę co najmniej krajową.
CO do tego ostatniego, to tak, jak tak patrzę, połowa książek fantastycznych / przygodowych opiera się na łąmaniu "niezawodnych" systemów zabezpieczeń / pokonywaniu niepokonywalnych przeciwników.
Wiem, że zasadniczo to nie jest absurd, ale zastanawia mnie jak możliwy anatomiczno-praktycznie był związek olbrzyma ze zwykłym człowiekiem. Mam na myśli, że z opisu Grawpa wnioskować można, że olbrzymi byli... No olbrzymi po prostu, bardzo z naszego punktu widzenia niezgrabni, nieuważni i prawdopodobnie nie grzeszyli rozumem, a poza tym więksi tyle razy od ludzi chyba, ile ja razy jestem większa od kota. No to jak taki związek mógł funkcjonować? W ciągłym strachu przed zostaniem spłaszczonym?
Chyba aż tyle więksi nie byli, w sensie aż tyle razy. Podejrzewam, że takie związki, jeśli już się pojawiały, to między niewielkimi olbżymami i bardzo dużymi ludźmi. Nawet, jeśli Hagrid mówi o swoim ojcu, że był mały i w ogóle, no umówmy się, dla niego każdy był mały.