Ja też żadnego wsparcia nie mam, a z tego, co pytałem tempo wpuszczania lektorów mam porównywalne z widzącymi. Sprawdzałem moje tempo do innych niewidomych i jeśli ktoś faktycznie się do roboty przykłada to mamy dość podobnie. Nie mierzyłem tego stoperem, ale jeśli jest jakaś różnica to nie jest duża. Jedyne, z czym mamy problem to sytuacja, w której lektor nagrywa sam siebie i klaszcząc wskazuje miejsca pomyłek, bo wtedy coś takiego na wykresach widać niemal natychmiast, a my musimy słuchać całości, jednak takie sytuacje zdarzają się dość rzadko, bo większość lektorów nadal nagrywa w studio. Do tego biorąc pod uwagę fakt, że mamy też pracowników słabowidzących można pracę ustalić tak aby ci, co trochę widzą robili to, co efektywnie można zczytać z wykresów, a niewidomi coś innego. W dodatku część tych słabowidzących nie ma wiele wspólnego z realizacją dźwięku i pewnych rzeczy zwyczajnie nie są w stanie zrobić, bo wymaga to pewnej wiedzy z tego zakresu więc niewidomi, którzy w tym kierunku się kształcili będą w stanie zrobić coś, co widzący nie ogarnie. Osobną sprawą jest rodzaj pracy. Takie audiobooki są dość nudnym zajęciem. Słuchasz jak pan lub pani czyta książkę tyle, że pod innym kątem niż reszta ludzi. Wydaje mi się więc, że to nie jest szczyt marzeń dla człowieka, który uczył się tej realizacji z myślą, że spotka się z sławnymi muzykami, a jego nazwisko będzie widnieć na co bardziej popularnych wydaniach albo przy najmniej liźnie sobie trochę atmosferki z jakiegoś większego koncertu za free. Dodatkowo u nas w pracy specjalnie zatrudnia się pracownikó ze znacznym stopniem właśnie ze względu na dofinansowanie i skoro firma działa niemal dziesięć lat to znaczy, że pomysł zadziałał i przynosi realne zyski. Oczywiście to wszystko jest oparte na fakcie, że te dofinansowania istnieją więc jeśli któryś z rządzących wpadłby na genialny pomysł, że się z tego wycofa to firma albo zmienia profil albo się zwija.
Mam też znajomych dwóch niewidomych programistów, którzy osiągają dochody znacznie przekraczające dofinansowanie z PFRON, a po za tym pracują na zlecenie i w ogóle mają pozakładane działalności gospodarcze więc te dofinansowania i tak ich nie dotyczą. Mimo to są zatrudnieni i działają razem z innymi w zespole. Z tego, co mówili każdy programista ma jakąś swoją działkę, którą ogarnia lepiej niż większość pozostałych więc nawet jeśli brak wzroku uniemożliwia rysowania, ogarniania wyglądu itd to z reguły można znaleźć sobie coś, co przez innych jest na tyle mało wyeksploatowane, że można się podczepić pod zespół i robić coś, co będzie realnie potrzebne. Inna rzecz, że programowanie to jednak dość skomplikowana historia i nie każdy jest w stanie tak fajnie się ustawić. No i tu dochodzimy do tego, o czym w ośrodkach również prawie w ogóle się nie mówi czyli, że zanim sobie wybierzesz drogę rozwoju miło byłoby sprawdzić jakie masz szanse, bo można się niewąsko zdziwić. Jest ta realizacja na Tynieckiej, ale nikt nie mówił, że jeśli sobie ktoś nie znajdzie bardzo specjalnej niszy to szanse na znalezienie czegokolwiek są iluzoryczne. Skoro tak to na cholerę w ogóle jest ten kierunek? idą tam różni i potem mają problem, bo pracy ni ma, a przecież na słuchawkę nie pójdą, bo nie po to się kształcili. Skoro jednak tak jest to rzeczywiście, najważniejszym problemem są świadczenia. hahaha niech sobie nadal ośrodki kształcą w dziwnych zawodach pt. pracownik biurowy. Normalnie super przydatny kierunek.