Owszem, nie dyskwalifikuje, ale znacznie obniża atrakcyjność zatrudnienia, bo skoro jest duży socjal to niby po co pracować? Nie musi to być urząd pracy. Może wystarczyłaby jakaś organizacja, która jakieś działania wykonuje. oczywiście sporo z tych działań to pozory, ale chodzi o to aby zminimalizować sytuacje ewidentne, w których jeden z drugim jedzie na socjalu i ma wywalone na wszystko, bo skoro nie musi to nie chce. Tak swoją drogą możesz powiedzieć czemu nie są w stanie dojechać? O ile wiem, w Krakowie jakoś tam da się orientację załatwić, ale nie znam przesadnie dobrze tego rynku.
Chociażby po to, żeby sobie tyłek lepszym papierem podetrzeć, że o realizacji bardziej ambitnych marzeń nie wspomnę. Jakoś powodów, żeby pracować widzę o wiele więcej, niż żeby siedzieć na dupsku. A w zasadzie nie widzę żadnego innego, po za tym dużym socjalem, który mielicie bez wytchnienia.
Dokładnie, po to, aby poprawić sobie statut, żeby mieć możliwość wyjechania na wakacje, bo nam niewidomym również sięnależy odpoczynek, jakaś zmiana. Każdy ma jakieś inne cele, a ci co takich celów nie mają to nie będą ich realizować nawet jeśli będąmieli górępieniędzy, pieniądz jedynie pozwala, ułatwia realizację naszych dążeń, życie nie powinno składać się jedynie z walki.
Tomecki, odpowiadając na Twoje pytanie, boją się samodzielnie wychodzić z domu i tu nie chodzi o zmysł orientacji, bo ten posiadają dość dobrze rozwinięty.
Tak po za wszystkim jest sporo takich osób, które twierdzą i są o tym święcie przekonane, że nie dadzą rady zrobić tego czy tamtego. Mało tego, mają na to ileś logicznych powodów. Gdy jednak okazuje się, że muszą to nagle jakoś dziwnie zaczynają dawać sobie radę. Oczywiście nie wszyscy, ale osobiście co najmniej kilka takich przypadków znam. Jasne, że nie jestem odpowiedzialny, ale jak już pisałem, im więcej zatrudnionych, tym więcej dostosowanych stanowisk oraz firm, które wiedzą przy najmniej, że jest coś takiego jak niewidomy poszukujący pracy.
Ale dlaczego to ma być narzucone, jeśliniewidomy chce to idzie do pracy, jeśli chce być bardziej zrehabilitowany, samodzielny działa w tym kierunku, ale jeśli ma z tym problem lub znacznie mniej szczęścia niż ci którym się udało to dlaczego nie może mieć zapewnionego bytu na nie tyle przyzwoitym co ludzkim poziomie? To każdy z osobna powinien sam decydować o swoim losie, niewidomy nie jest w pełni sprawnąosobą mogącąpodjąć każdąpracę jeśli tego wymaga sytuacja, jest mocno w tym względzie ograniczony i powinien mieć zapeniony minimalny socjal na takim poziomie, aby przeżyć, ale nie pod mostem. Tak się wzbraniacie przed wyższym socjalem jakby to miało w was udeżyć, jakby wyższy socjal spowodował obniżenie waszego statutu finansowego, nie rozumiem takiego podejścia. Wielu newidomych statra się za wszelką cenę pokazać, że wniczym nie ustępują widzącym, takie zachowanie nie jest dobre, właśnie ze względu na tych mniejogarniętych, nie każdy potrafi być tak "zdrowym", nie każdy ma odwagę i predyspozycje, a przez tych "zdrowych" tracąwszyscy, ci mniej zorganizowani przede wszystkim, a tacy jak Wdówik mają wśród nich poprarcie dla swoich krzywdzących działań.
Mam rodzinę w Anglii, więc troszkę pokażę problem na jej przykładzie. W Anglii działa pięknie, znakomicie, no nazachwycać się nie mogę asysta. I rzeczywiście im tego zazdroszczę. Jak to działa? Chcę dojechać pociągiem ze stacji A do B, przez stację C. Zgłaszam się więc na stacji A do asysty, bez żadnej rezerwacji, żadnego dwie godziny wcześniej, nie, od razu mnie wezmą, nawet na pociąg odjeżdżający za 5 minut, a jak trzeba, to go nawet minutę/dwie wstrzymają, by na mnie poczekał. Zaprowadzą do pociągu, zgłoszą do stacji C jakim pociągiem jadę, w jakim wagonie, dokąd. Na stacji C są już gotowi, czekają przy właściwym wagonie, idziemy, wsiadamy do pociągu do stacji B. Na stacji B też czekają, spytają, dokąd idę, gdzie mnie odprowadzić. Bajka, naprawdę działa to świetnie.
A jednak ja do końca zadowolony z tego nie jestem. Dlaczego? Bo w rezultacie niewidomi tam się rzadko sami poruszają. W Londynie nie widziałem ani jednej prowadnicy - na żadnym dworcu, żadnej stacji, nigdzie. Na peronach brakuje kropek. Ludzie na ulicach nie rozpoznają białej laski.
Tak więc masz tu przykład problemu, w którym nastawienie systemu na pomoc, bardzo sprawną i fajną, uderza w tych bardziej samodzielnych.
Idąc takim tokiem rozumowania, jeśli ktoś nie jest zrehabilitowany i samodzielny, to i nikłe szanse, że nie wiadomo jak wysoki socjal mieć będzie. Gdzieś dojść i poprawnie złożyć wniosek też trzeba umieć..
Podwyższony socjal, przepraszam, socjal na poziomie pozwalającym przeżyć nie koliduje z żadną formą rehabilitacji, bycia aktywnym jeśli tylko ktoś tego chce. Podwyższony socjal nie ma wpływu na ograniczanie lub podnoszenie pomocy, asyście itp, to są zupełnie odrębne tematy, tu chodzi o to, aby pozwolić niewidomym czuć się jak człowiek, a nie nędzarz. A gdybym miał wybierać między pomocą tak rozwiniętą jak w Angli i bez prowadnic, a taką jak u nas z prowadnicami to wybiorę Anglię, rozgarnięty sobie poradzi bez prowadnic, a nierozgarnięty nie poradzi sobie nawet z prowadnicami.
Dawid, ja naprawdę nie chcę być złośliwa, ale przykład z Anglią to tak trochę jakby ktoś powiedział, że trzeba Ci dać jak najgorszy komputer, żebyś stał się jak najlepszym informatykiem, bo wtedy będziesz miał większą motywację do rozwoju.
Nie, to przykład, że zbyt dobre warunki nie służą nikomu, bo teraz jeśli niewidomy sam sobie pojedzie, to nie jestem przekonany, że ten Anglik sobie poradzi bez asysty. No i nie piszemy o skrajnościach, tylko, żeby nie popełniać błędów tych co je popełnili.
Tak, w idealnym świecie, ale na to na ile jesteś samodzielna wpływa wiele czynników. Jeśli każdy by mnie wszędzie prowadzał i mówił, że nie dam rady sam pójśc, to bym nie chodził. Z resztą dużo newidomych w kółko walczy z rodzicami, niestety nie zawsze mają na tyle zacięcia, żeby np. sięsamemu poruszać, a skoro systemowo nie będzie żadnej presji, no to lepiej nie będzie.
A ja wręcz przeciwnie. Im bardziej by mi ktoś mówił, że nie dam rady czegoś sama, to tym bardziej właśnie starałabym się to zrobić. Czyli jak widać, nie jedna motywacja dla każdego.
Nie jedna, ale patrząc po Anglii, fakt jest taki, że laski tam niekoniecznie rozpoznają, może tgo inna przyczyna, ale jst to przynajmniej mocno zastanawiające.
Teraz mnie dziwi ta argumentacja. Przecież to jest oczywiste, że w większości sytuacji kiedy ludzie mogą pracować albo nie, wybiorą to drugie. Są wyjątki, jest wiele osób szukających samorozwoju, ale na pewno to mniejsza część.
Przykład Anglii jest odpowiedzią na wpisy łowcy, pokazującą, jak lepsze wsparcie może utrudnić sprawę tym, którzy czegoś chcą. Ja uważam, że system angielski jest świetny. Dla mnie, jako osoby przyjezdnej i będącej tam okazjonalnie maksymalnie te 2-3 tygodnie, jest to rzecz niezwykle pomocna i bardzo żałuję, że to tak nie działa w Polsce, chciałbym mieć tak u nas. Ale pokazuję, jakie były efekty uboczne wprowadzenia takiej pomocy.
Pomoc, zasiłki, owszem, ale trzeba równoważyć wszystkie aspekty, biorąc pod uwagę bardzo wiele czynników.
Pozostaję przy opinii, że renta około 2000 zł byłaby odpowiednia, ale przy chociażby symbolicznej i mało istotnej pracy, ale takiej, która pokaże, że odbiorcy zależy.