Jeśli chodzi o mnie to ja najbardziej lubie karkówkę na cocacoli, pieczony schab w sosie chrzanowym, udziec z indyka oraz karkówkę z jajkiem, kotlety mielone nadziewane pieczarkami, żeberka gotowane z lekko ostrym smakiem. Jestem praktycznie ujmując jajkomanem, sałatkomanem i ciastomanem. Jeżeli chodzi o ciasta i lody to nie lubie orzechowych, kakaowych, kawowych, czekoladowych, pistacjowych smaków.
Ananasy często podają na różnych uroczystościach "na sali". Jeżeli są odpowiednio dojrzałe, nic nie może bardziej ożeźwić (no może poza granatem). Te z syropu też są dobre, ale jednak świeże biją je na głowę! Ostatnio też polubiłam takie połączenia jak kurczak +ananas, cammembert +żurawina itp; jednym słowem - "ostre" ze "słodkim".
Ja nie mam nic przeciwko wszelkim zupom krem. Mogą być ze wszystkim, polubiłam się ostatnio również z zupą rybną, owocami morza (krewetki, kalmary, mule). We Francji zdarzyło mi się spróbować ślimaczków z masłem czosnkowym i naprawdę, smakowały jak grzybki czy coś ;) Dania mączne: pierogi, ze wszystkim n słono, na słodko tylko z jagodami, kopytka, pyzy z mięskiem też wchodzą spoko, knedle. Mięsko: kurczak moze być, ale z tym ostrożnie. Niechętnie, ale wchodzi. Karkówka, też ostrożnie, tylko marynowana z grilla. Wołowina? Tu nie wiem co mam powiedzieć. Musi być dobrze zrobiona. Indyk wywołuje u mnie odruch wymiotny. Ryby? Wszystkie, bez wyjątku. Wieprzowina wchodzi spokojnie i bezproblemowo: boczek, kaszanka, pasztetka niekoniecznie, salceson też nie, szynki, wędliny, wszystkie inne schaby czy polędwice, też ok. Galareta - kocham nad życie, obojętnie czy z octem, czy cytrynką, do tego obowiązkowo pajdka chleba. Smalczyk, obowiązkowo z pomidorem do tego ;) Zupy: oprócz krem, to żurek, barszcz czerwony z uszkami, krupnik, pomidorowa, lecz bardziej z ryżem, rosołek też. Nie lubię wszelkich zup warzywnych: szczawiowej, ogórkowej, jarzynowej, koperkowej, tego typu historie gdzie pływa dużo zieleniny, a pietruszka to najgorszy wróg. Sałatki: każda, jestem otwarta na sugestie. Co i jak na mieście: Mc Donald's stosunkowo żadko, preferuję KFC. Pizza, mogłabym jeść co tydzień, każdą prócz Hawajskiej. Byłam kiedyś koneserem hotdogów na stacjach benzynowych, zapiekanki też, najprostrze, nie jakieś powydziwiane. Nie lubię kebsów, jakoś mi się to nie widzi, a może nie trafiłam nigdy na dobrego? Sushi - uwielbiam, ze wszystkim. Przekąski: popcorn, wafle ryżowe, chipsy, ale tylko zwykłe solone, tęsknię za nimi bardzo, jogurty z wszelkimi dodatkami: otręby owsiane, orzechy, chia, wszystko prócz rodzynek, suszonych owoców ogólnie. Orzeszki ziemne, batony i czekolada, nie często. Owoce: jabłka, banany, truskawki, jagody, borówki, granaty, kiwi, arbuzy, śliwki, nektarynki, pomarańcze, mandarynki, grejpfruty, maliny, brzoskwinie, morele, mango, wszystko, w kazdej ilości z zastrzeżeniem: muszą być półdojrzałe lub na początku dojrzewania. Przejrzałych lub miękkich nie przyswoję. Inne: moim faworytem jest sok pomaranczowy zawsze i wszędzie, najlepiej z Hortexa, ten z farfoclami w środku. Alkoholu niet, kawy też raczej nie, ostatnio w ogóle nie wiem dlaczego ser żółty odrzucam, i nie wiem czym go zastąpić. Informacja dla przyszłego adoratora: ulubiona kuchnia to włoska, jak można się domyślić. Może tak być, że przez żołądek do serca. Znajdź lub zrób dobrą lasagnę, to ja pójdę za tobą na koniec świata czy coś. :D Ulubione spaghetti? Makaron z pesto orzechowo-bazyliowo-rukolowym, do tego duużo czosnku. Może nie danie na randkę, ale porusza zmysły... :D I powiedzcie mi, moi drodzy. Jak tu na dietę przejść? ;) Prędzej ogłuchnę i umrę z holesterolem powyżej miliona...
Wszelkie ananasy kocham, zarówno same, jak i na pizzy, tak i ze wszelkim mięsem. Granatów nienawidzę. Zupę krem zjem, ale nie podbijają moich zmysłów. Pomidorową uwielbiam, szczegulnie z makaronem. Do rosołu też nic nie mam, pod warunkiem, że zjem go raz na pół roku. Koperkową, ogórkową, barszcze wszelkiego rodzaju kocham, ale szczawiowej czy grzybowej nienawidzę. Kocham kuchnię włoską- wszelkie spaghetti, lazanie, makarony i pizze. Za indykiem nie szaleję, ale zjem, jednak bardziej mi podchodzi mięso z kurczaka. Wołowina musi być dobrze zrobiona, ale najlepsze są zrazy zawijane. Wieprzowiny staram się nie jeść, bo tak. Ryby lubię pod każdą postacią prucz sushi, jednak na żadne dania z owocami morza bym się nie skusił. Z owoców- wszelkie jabłka, chodź nie wszystkie, maliny, czereśnie, gruszki, śliwki, brzoskwinie, ale nie nektarynki, za to mandarynki kocham. Pomarańcze- raczej nie, już wolę te słodkie grejfruty. I też nie lubię pływającej pietruchy w zupie i koperku na pyrkach. Wędlina tylko wędzona domowej roboty. W sklepie jest ciężko dostać dobrą wędlinę. I wszelkie pomidory, ale szczegulnie zimą już są niedobre.
Potrzebuję papugę, gdyż ściga mnie kruk, za to że pożyczyłem pieniądze od bociana.
Apropo awokado, to ostatnio miałam okazję jeść lody czekoladowe z kostkami ananasó i takich tam jak również awokado. Szczerze mówiąć to było dość średnie połączenie.
Zupami to się można napić. Ja kocham włoskie jedzenie. Spaghetti bolonese, canneleoni, lasagne, pizze. Lubię też na ostro z papryczkami jalapenos. Oprócz tego pierogi z kapustą i grzybami babci i różnego rodzaju kluchy. Oliwki i ananas kategorczne nie. Nie lubię też rodzynek i bakali.
This site uses cookies to enhance your experience.