W niedzielę wielkanocną odszedł do wieczności Pan Bolesław Jońca. Był swego czasu dyrektorem w domu świętego Maksymiliana.
Previous
6 / 6
W nocy z wtorku na środę po trzech udarach odeszła nauczycielka zajęć kulinarnych, Pani Krystyna Wypich.
Była też moją wychowawczynią w pierwszej czy drugiej grupie. Pamiętam ją dobrze. Kiedyś zaprosiła nas do siebie do domu i upiekła ciasteczka dla nas. A później miałam z nią zajęcia kulinarne.
16 sierpnia zmarła pani Elżbieta Szwedowska. Była moją nauczycielką. Wprawdzie nie jest jedną z osób na eltenie, ale niektórzy z nas mogą ją pamiętać. Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie.
@Iwkan. Mnie też ta pani uczyła.
Owińska
Zofia Biskupska-Grylewicz.
Wrocław
Antoni Audycki
Krystyna podgórska
Moją klasę uczyła chyba najdłużej, bo przeszła na tzw. starsze skrzydło dokładnie w tym samym czasie, co my, w dodatku przez cały czas była naszą wychowawczynią. Dość kontrowersyjna postać. Z jednej strony potrafiła komuś powiedzieć, że jest głupi do kwadratu, z drugiej głosiła, często niestety słuszny, pogląd, że jeśli chcemy konkurować na otwartym rynku pracy to musimy mieć lepsze kwalifikacje niż widzący. Co do nauczania to części osób, w tym mnie, matematyka w jej wydaniu wchodziła praktycznie sama, inni do dziś dnia mają traumy z tym związane.
1 likes
Chyba nigdy nie zapomnę, po mojemu genialnego wyjaśnienia rozwiązywania równań, czy może bardziej ich porządkowania. Oczywiście chodzi o takie wyjaśnienie dla drugo czy tam trzecio klasistów. Np. mamy sobie coś takiego: 2x +6 =3x +2. Tłumaczyła nam to mniej więcej tak: macie sobie wagę szalkową. Na jednej kładziecie trzy cosie i dwa kilo w odważnikach. Na drugiej dwa te same cosie i sześć kilo w odważnikach. Teraz trzeba jakoś tę plontaninę rozwiązać. Można pozdejmować tyle samo z obu szalek, bo może się coś wyklaruje. Na pierwszej mamy trzy cosie, na drugiej dwa cosie, czyli można z obu zdjąć po dwa i równowaga nadal zostanie zachowana. Na pierwszej zostanie jeden coś i dwa odważniki, na drugiej same odważniki, bo oba cosie zdjeliśmy. Skoro cosie mamy załatwione, przejdźmy do odważników: na pierwszej mamy dwa z cosiem, na drugiej sześć bez dodatków. No to można po dwa zdjąć. Co widzimy? na pierwszej samego cosia, na drugiej cztery kilo w odważnikach. No i rozwiązanie to x =4. Wystarczy teraz tylko niejako skonwertować ten sposób myślenia na matematykę. Takie zdejmowanie z szalek to przenoszenie na drugą stronę z odwróconym znakiem. No i cosie to niewiadome, odważniki to liczby. Ok, bardziej skomplikowane równania nie dają się aż tak łatwo przenieść na wagę, ale pewnie dałoby się to jakoś dalej ciągnąć. Ważne, że koncepcja nie jest z dupy wzięta i ma to jakieś, bo jakieś, ale przełożenie na rzeczywistość. Trzeba też pamiętać, że w połowie lat 90-tych w wielu osiedlowych sklepach stała sobie taka waga szalkowa i normalnie była użytkowana. Obok pojemnik z odważnikami i gdy jakaś jedna Hania z jakąś drugą Gienią chciały kartoflów kupić to pani Stasia faktycznie na jedne kładła worek zimnioków, na drugą odważniki i szło.
mimo, że upłynęło niemal 30 lat to jakoś nadal pamiętam tę analogię.
mimo, że upłynęło niemal 30 lat to jakoś nadal pamiętam tę analogię.
To brzmi zajebiście!
-- (tomecki):
Chyba nigdy nie zapomnę, po mojemu genialnego wyjaśnienia rozwiązywania równań, czy może bardziej ich porządkowania. Oczywiście chodzi o takie wyjaśnienie dla drugo czy tam trzecio klasistów. Np. mamy sobie coś takiego: 2x +6 =3x +2. Tłumaczyła nam to mniej więcej tak: macie sobie wagę szalkową. Na jednej kładziecie trzy cosie i dwa kilo w odważnikach. Na drugiej dwa te same cosie i sześć kilo w odważnikach. Teraz trzeba jakoś tę plontaninę rozwiązać. Można pozdejmować tyle samo z obu szalek, bo może się coś wyklaruje. Na pierwszej mamy trzy cosie, na drugiej dwa cosie, czyli można z obu zdjąć po dwa i równowaga nadal zostanie zachowana. Na pierwszej zostanie jeden coś i dwa odważniki, na drugiej same odważniki, bo oba cosie zdjeliśmy. Skoro cosie mamy załatwione, przejdźmy do odważników: na pierwszej mamy dwa z cosiem, na drugiej sześć bez dodatków. No to można po dwa zdjąć. Co widzimy? na pierwszej samego cosia, na drugiej cztery kilo w odważnikach. No i rozwiązanie to x =4. Wystarczy teraz tylko niejako skonwertować ten sposób myślenia na matematykę. Takie zdejmowanie z szalek to przenoszenie na drugą stronę z odwróconym znakiem. No i cosie to niewiadome, odważniki to liczby. Ok, bardziej skomplikowane równania nie dają się aż tak łatwo przenieść na wagę, ale pewnie dałoby się to jakoś dalej ciągnąć. Ważne, że koncepcja nie jest z dupy wzięta i ma to jakieś, bo jakieś, ale przełożenie na rzeczywistość. Trzeba też pamiętać, że w połowie lat 90-tych w wielu osiedlowych sklepach stała sobie taka waga szalkowa i normalnie była użytkowana. Obok pojemnik z odważnikami i gdy jakaś jedna Hania z jakąś drugą Gienią chciały kartoflów kupić to pani Stasia faktycznie na jedne kładła worek zimnioków, na drugą odważniki i szło.
mimo, że upłynęło niemal 30 lat to jakoś nadal pamiętam tę analogię.
--
-- (tomecki):
Chyba nigdy nie zapomnę, po mojemu genialnego wyjaśnienia rozwiązywania równań, czy może bardziej ich porządkowania. Oczywiście chodzi o takie wyjaśnienie dla drugo czy tam trzecio klasistów. Np. mamy sobie coś takiego: 2x +6 =3x +2. Tłumaczyła nam to mniej więcej tak: macie sobie wagę szalkową. Na jednej kładziecie trzy cosie i dwa kilo w odważnikach. Na drugiej dwa te same cosie i sześć kilo w odważnikach. Teraz trzeba jakoś tę plontaninę rozwiązać. Można pozdejmować tyle samo z obu szalek, bo może się coś wyklaruje. Na pierwszej mamy trzy cosie, na drugiej dwa cosie, czyli można z obu zdjąć po dwa i równowaga nadal zostanie zachowana. Na pierwszej zostanie jeden coś i dwa odważniki, na drugiej same odważniki, bo oba cosie zdjeliśmy. Skoro cosie mamy załatwione, przejdźmy do odważników: na pierwszej mamy dwa z cosiem, na drugiej sześć bez dodatków. No to można po dwa zdjąć. Co widzimy? na pierwszej samego cosia, na drugiej cztery kilo w odważnikach. No i rozwiązanie to x =4. Wystarczy teraz tylko niejako skonwertować ten sposób myślenia na matematykę. Takie zdejmowanie z szalek to przenoszenie na drugą stronę z odwróconym znakiem. No i cosie to niewiadome, odważniki to liczby. Ok, bardziej skomplikowane równania nie dają się aż tak łatwo przenieść na wagę, ale pewnie dałoby się to jakoś dalej ciągnąć. Ważne, że koncepcja nie jest z dupy wzięta i ma to jakieś, bo jakieś, ale przełożenie na rzeczywistość. Trzeba też pamiętać, że w połowie lat 90-tych w wielu osiedlowych sklepach stała sobie taka waga szalkowa i normalnie była użytkowana. Obok pojemnik z odważnikami i gdy jakaś jedna Hania z jakąś drugą Gienią chciały kartoflów kupić to pani Stasia faktycznie na jedne kładła worek zimnioków, na drugą odważniki i szło.
mimo, że upłynęło niemal 30 lat to jakoś nadal pamiętam tę analogię.
--
Zmarł Grzegorz Kukiełka. Modlitwa za niego będzie w kościele na nowogrodzkiej o29 października o godz 16:00, natomiast pogrzeb w terminie późniejszym o którym zawiadomi rodzina. Ogłoszenie zostało zamieszczone na facebooku przez Towarzystwo opieki nad Ociemniałymi. A umieściłam je tu, bo chyba Grzegorz Kukiełka był również użytkownikiem eltena.
Previous
6 / 6