Transcription
Witajcie kochani, tytuł wątku nie bez przypadku, znaczy nie z przypadku, tak chciałem powiedzieć, Restoruje reaktywacja wątku z klangą o jedzeniu. Słuchajcie kochani, co lubicie jeść, co lubicie żreć, pożerać, zażerać się czym. U mnie tego jest dużo, to bardziej, że tak powiem, fajnie by było jakby mnie ktoś zapytał czego ja nie lubię, ja nie lubię tylko i wyłącznie szpinaku z czosnkiem, z innych rzeczy, no to nie wiem, nie lubię tanich wędliń z biedronki, które są nadzbyt naczoskowane i nadzbyt pieprzne. Tak to wszystko lubię, no. Co najbardziej, moją ulubioną potrawą są zdecydowanie pierogi ruskie, zwłaszcza mojej babci, zwłaszcza jak ich nie rozgotuję, niestety ostatnio je rozgotowała, ale jak ich nie rozgotowuję, to po prostu jest magia, farsz ma wtedy taką fajną konsystencję i no generalnie jest to coś pięknego, coś smacznego można powiedzieć. Nie wiem, no z pizzę lubię, uwielbiam frytki, same po prostu frytki solone, bez niczego, a jeżeli nawet z czymś, no to powiem Wam, że ewentualnie sos czosnkowy lub majonez, nie lubię ketchupu na frytkach, nie wiem dlaczego, jakoś. Jakoś nie lubię po prostu, dla mnie ketchup to jest profanacja do frytek, najlepsze frytki są właśnie takie nasolone z jakimś burgerem albo najlepiej ze skrzydełkami, o, o, o, to wtedy to jestem po prostu w raju, w raju, słuchajcie. No, co ja chciałem jeszcze Wam powiedzieć, kurczę, co ja jeszcze lubię z takich rzeczy, to sałatka. Sałatka. Sałatki uwielbiam różne, z sera żółtego, moja mama robi taką sałatkę, że kroi ser żółty, daje paprykę, daje kurczaka, daje makaron, jakieś tam chyba rodzynki, ananas, to jest naprawdę pyszna sprawa. Lubię ryby, zwłaszcza smażone, nie lubię, nie lubię ryb, nie lubię sushi, nie po prostu mi to w ogóle nie przemawia do mnie. Nie dość, że się obrzydziłem, jak usłyszałem słowo surowa ryba, to jeszcze jak spróbowałem, stwierdziłem, że nie, to jednak nie dla mnie. No i co, lubię oczywiście żarcie od Turków, kebaby, to jest po prostu mega... Turcja, w Turcji może nie było wybitnych wynalazców, ale kebab to jest u nich samo dobro, za to powinni dostać jakiegoś, nie wiem, Nobla z fizyki nawet, bo to, tego jeszcze nie grali. Tak dobrać smaki, żeby to tak smakowało. Naprawdę sztuka. Inna sprawa, że to mnie zapycha taki kebab tylko na chwilę i potem dalej mi się gdzieś tam za 3-4 godziny znowu chce jeść. Chyba, że wezmę naprawdę tego większą porcję, no to wtedy mogę jeść i jeść i jeść i jeść tego kebaba. Co dalej, kurczę, nie wiem, z deserów coś, czego po prostu nie jadłem od roku 98. Tort z mandarynką. Nasączony, nie wiem, czy to był sok z cytryny, czy wódka, czymś takim kwaśnym, chyba jakiś sok był pod spodem. No w każdym razie, nasączony tort z kremem i mandarynką. Nie wiem, czy tam galaretki jakieś na wierzchu nie było, a propos to uwielbiam galaretki owocowe w cieście. Co tam jeszcze, sernik, ale koniecznie z rodzynkami i najlepiej, jakby nie był z dużą ilością czekolady, tylko z lukrem. Albo w ogóle bez wierzchu, tylko po prostu sernik z rodzynkami i spód. Co tam jeszcze. Szarlotkę zjem, ale też ja wiem, czy tak lubię. Zjem. Generalnie u mnie jest tak, że dużo rzeczy traktuję w tak zwanej kategorii zjem, bo zjem, ale tak... Ni to lubię, ni to nie pogardzę. Jak jest to super, jak nie ma to... I u mnie włącza się też coś takiego... A kto zrobi? No i jak ktoś zrobi dobrze, no to zrobi dobrze. Ktoś zrobi źle, no to mi nie posmakuje i nie zjem. Słuchajcie, na Tynieckiej jeszcze, a propos takich jeszcze innych potraw, była taka sałatka. Może i prymitywna, ale bardzo dobra, bardzo ją lubię. Słuchajcie, pasta, właściwie na kanapki, to nie sałatka. Pasta z sera, żółtego grochu, majonezu i chyba cebuli. Groszku oczywiście konserwowego. Ser żółty był tarty, czy tam mielony, już nie pamiętam. Ale nie wiem, ludzie po prostu to wynosili talerzami do kuchni, bo im nie smakowało. A ja, ja to wpierniczałem aż się uszy trzęsły. Zawsze jak była pasta z sera żółtego, to na stołówce zostawałem parę minut po regulaminowym czasie. Nie wyrzucano mnie właśnie dlatego, że wiedzieli, że Michał, Michał jest żarłokiem, Michał to zeźre i przynajmniej nie wyrzucimy. Także ja to żarłem, jak opętaniec po prostu, taką pastę. No, także ten, wracając do deserów i słodkości, no to co? No jeszcze oczywiście, tiramisu jest dla mnie za słodkie. O, tu już od razu uprzedzę pytanie, jakby ktoś pytał. Tiramisu jest dla mnie za słodkie, jest za mulące, potem mam podrażnienie gardła, nie lubię. Zjem, znaczy nie, inaczej zjem, ale nie jest to jakiś efekt wow. O, co jeszcze, co jeszcze? Kolega mi kiedyś, o, kolega mi kiedyś kupił, jak on to nazywał, bułki pana Marka. To są takie bułki, duże, jak takie słodkie bułki, drożdżowe, z rodzynkami w środku. Mogą być z jabłkiem, ale ja preferuję z rodzynkami, z kruszonką na wierzchu. Wszystko, co jest z kruszonką na wierzchu, na drożdżach i z rodzynkami, to ja po prostu uwielbiam. Jeszcze jak jest skórka pomarańczowa, o właśnie, w serniku też skórka pomarańczowa to podstawa, przynajmniej na zapach, kandyzowana. Co tam krawakawka jeszcze chciałem powiedzieć? Snudzę trochę, ale tego jest dużo, tego muszę sobie przypominać. No co jeszcze lubię ze słodkich? Oczywiście czekolady, najlepiej gorzkie, niemieckie, z orzechami, te z dużymi orzechami, Nussbeiser albo inne, Alpengold. Bo są też takie te czekolady nasze, co są z orzechami, ale takie w środku te orzechy. Nie wiem, jakoś nie przypadło mi to do gustu. Oczywiście lentilki, żurawina w gorzkiej czekoladzie, to w Czechach jadłem i po prostu się zakochałem. Krawakawka. No i cóż. Oczywiście wszelkie kinderki i czekolada z kinder niespodzianek, to jest po prostu mistrzostwo. Lody uwielbiam najbardziej, na patyku lody Magnum, czekolada, truskawka pod spodem, lód wiadomo w czekoladzie oblany, pod spodem polewa truskawkowa. Znaczy, no lód truskawkowy. W latach dziewięćdziesiątych, słuchajcie, były też takie lody, dosłownie na patyku, które miały kształt takiego pedału od roweru i one były zazwyczaj, one nie były polane czekoladą ani nic, ale miały taki, one były takie zajebiście cytrynowo, truskawkowo jakieś tam. Ale to nie były te kolorowe takie gówna albo i były tylko, że mnie nie uświadomiono. Ale to było wiele lepsze niż te wszystkie jakieś, nie wiem jak to się nazywają te lody kolorowe teraz, kurczę. W każdym razie wiadomo o co chodzi i nie były one z wody. To były lody na patyku owocowe w kształcie pedała od roweru. Były też lody na patyku w latach dziewięćdziesiątych, lody na patyku słuchajcie, owocowe. Nie, one nie były owocowe. One były też w czekoladzie, ale w środku też były owocowe chyba, już nie pamiętam. Nie pamiętam jaki smak. W każdym razie one były takie bardzo walcowate, podłużne. Nie wiem czemu one mi się z kobietami kojarzyły, no ale byłem mały, to miałem dziwną wyobraźnię. Natomiast te lody były też naprawdę smaczne, ja ich szukam i może ktoś wie, jakby ktoś wiedział to chętnie, chętnie kogoś tu posłucham. Co jeszcze? Z lodów, z lodów. No oczywiście lody gałkowe. Były w Krakowie na Sławkowskiej, po prostu polewa naturalna, lody jagodowe, brało się po trzy, po cztery gałki albo szło się do Grycana i też po prostu lody tam są zajebiste. Co jeszcze? Z lodów. Nie wiem, jakoś nie przepadam za lodami w kubkach, w pudełkach, chociaż trafiałem czasami na dobre, na przykład dobre są z Grycana. Jezu, aż bym teraz lody zjadł, chyba pójdę do sklepu. Nie wiem, czy ludzie się nie będą na mnie patrzeć jak na idiotę, jak sobie tam, są lody? Ale trudno. Raz kozie śmierć. No, tyle o lodach. Starczy na dzisiaj tej przyjemności. No i co jeszcze? Jakby się coś wam przypomniało. Aha, aha, aha, jeszcze rzeczy kolacyjne. Kolacyjno-śniadaniowe. Ja tutaj też staram się ładnie kategoryzować i tak właśnie średnio mi to wychodzi, ale chyba zaczyna mi to wychodzić. Z rzeczy typowo na kolację, na śniadanie. Tosty, ser żółty, pieczarki, szynka, ogórek, ewentualnie ser żółty, bo szynkę nie bardzo, szynka to tak różnie, ser żółty, pieczarki i do tego, i do tego oczywiście ogórek kiszony, papryka i cebula. Ketchup na wierzch. Nie rozumiem ludzi, którzy dają ketchup do środka. Ja nie lubię, wolę dać majonez. Też jest super. Albo ogórek, nie, o ogórku kiszonym już mówiłem, dobrze. No ewentualnie jeszcze chili dodaję. To jest dopiero bomba wtedy, takie tosty to są po prostu zajebiste. Takie tosty są po prostu świetne. Biedny moderator forum głosowego. Dobra, tak, poza tostami. Jajecznica oczywiście. Ja nie lubię z tak zwanymi glutami. Musi być twarda, sucha, gęsta. Najlepiej jak jajko, jak jajko jest na tyle twarde, że da się je na chleb położyć. A jeśli już nie, to robię sobie jajecznicę taką dość gęstą, z boczkiem, z pieczarkami, z cebulą. Też z jakąś papryką. Przepraszam. Tak z obżarstwa. Właśnie przed chwilą sobie kabanosy zjadłem z Krakusa, bardzo dobre. Na drugim miejscu są z Tarczyńskiego. O właśnie, kabanosy lubię. Najlepiej kiedyś, słuchajcie, był to rok 2002. Miałem lat 8 wtedy, prawda. I, że tak powiem, była taka sytuacja, że po prostu w radiu RMF leciała sobie wtedy lista hop-bands. A ja niewiele, ja zawsze sobie słuchałem tej listy hop-bands. A to już były czasy, gdzie był tylko hop-bands na weekend. Pamiętam, czy to był chyba 2000, jakoś tak pod koniec 2001 albo już 2002. Nie, nie, dobrze, to był koniec 2001. Bo pamiętam, że oni od września wprowadzili ten hop-bands na weekend. I wtedy właśnie doznałem czegoś, co naprawdę nie raz powtarzam sobie. Pieczone kabanosy bezpośrednio na gazie. To jest po prostu bomba. Nie trzeba żadnych garków, nic nie trzeba. Bierze się takiego kabanosa. Nabije się na jakiś widelec, na coś, co tam ma drewnianą, co tam ma jakąś oddzieloną tą rączkę, żeby się nie poparzyć, prawda. Bierze się tego kabanosa, nabija na to długie coś. Kładzie się nad gazem, obkręca się, się piecze. Macza się w majonezie albo i nie. Świetna sprawa, słuchajcie, świetna sprawa. No. Inna jeszcze, z innych rzeczy. No wiadomo, szynki, wędliny, no to są rzeczy z kategorii... To są rzeczy z kategorii typu zjem, ale nie pogardzę i nie ma efektu wow. To są rzeczy, potrawy tego typu. Lubię. Pieczę boczek w prodigi lub w piekarniku i zawsze robi się takie kanapki. Chleb zamiast masła, majonez, na to sałata, boczek, a na wierzch papryka, to się soli, to się je i to jest zajebiste. Jeszcze z innych rzeczy. Ser, camembert, na to pomidor, sól i cebula albo papryka, lepsza jest papryka. Sałatka z sera, fety, oleju lnianego, papryki i pomidora, też bardzo dobra. Oczywiście z przyprawami typu sól i pieprz. Co jeszcze? A, z deserów. Naleśniki. Naleśniki też będzie pewnie przez Was kategoria podchwycana, o ile się wątek rozpowszechni. Pewnie tylko nagra się Lukasz16666 i nikt więcej. Ale dobra, niech się nagra. Zobaczymy jak mu to wyjdzie. Co on powie? Tak, co ja miałem mówić? Aha, o naleśnikach. Naleśniki, mój drodzy, tylko na zimno, niegdy na ciepło. Ciasto nie może być chrupiące w naleśnikach, tylko musi być miękkie, dobre, ciasto naleśnikowe. U mnie w szkole zawsze palili te naleśniki. Ja nie jadłem, ja po prostu zawsze jak były naleśniki na drugie, to szedłem sobie ze szkoły. Po prostu ze stołówki do internetu, po prostu nie wytrzymywałem tego smrodu i tych naleśników. Jak lubiłem we Wrocławiu różne rzeczy w szkole, na przykład pierogi, tak naleśniki mieli okropne. Jeszcze z rzeczy obiadowych, schabowy jak najbardziej, ale musi być cienki, nie lubię grubych schabowych. Musi być cienko ubity, cienko rozbity. Nie lubię kotletów z... z indyka. Musi być tylko schabowy. Schab, najlepiej schab z tego z wieprza czy z tego co tam się robi. Patrzcie, jema się, nie znam, no. To jest dramat. No dobra, słuchajcie, coś mi się przypomni, to jeszcze się dogram, tak się nagadałem, zaraz mnie tutaj chyba limit jakiś obejmie. Nie wiem, jakieś chyba 20 minut na nagranie wpisu. Trzymajcie się. Mam nadzieję, że wątek się upopularyzuje. Na razie.