Polazłby polazł, to akurat teżbyło w charakterze samego Harrego. Choć faktycznie, ktoś po takie traumie samemu sobie nie powinien być pozostawiany w ten sposób. Z drugiej strony, to jest wojna, każdego się nie upilnuje. A tak naprawdę o wielu śmierciach tkich, jak Syriusza łatwo jest pomyśleć, że są bezsensu, bo nam się niepodobają po prostu.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Myślę jednak, że gdyby miał większe poczucie, że jest potrzebny to mniejsze by było prawdopodobieństwo, że by tam poszedł, choć oczywiście całkowitej pewności mieć nie można. No wojna to wojna, tylko zauważ regółe, w wojnie zwykle giną losowe jednostki. Straty są zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. A tutaj ile mamy strat losowych osób, a ile ważnych osób dla Harrego? No i mam wrażenie, że śmierciożerców też jak by mniej zginęło.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
No racja, ale ile tych śmierciojadów zginęło? Tylko Bellatrix z takich ważniejszych i może kilku pomniejszych. Na pewno sporo zginęło w bitwie o Hogwart, ale tego nie wiemy, bo nie ma nic właściwie na ten temat.
Nigdy nie można być pewnym, że to co już masz będzie Ci dane na zawsze, a pewne w życiu są tylko dwie rzeczy, śmierć i podatki.
Jest gdzie były ich ciała, poza tym nie znamy ich nazwisk zbyt wielu i faktycznie też raz, że Rowling często nie dopatrywała liczb, a dwa, że jednak po stronie Harrego często widzimy ludzi od strony Harrego,z jego pokolenia, a onisię najczęściej starająjednak nie zabijać. Co do poczucia przynależności itd. Zagrożona była jedyna osoba, która mu została, plus był przymuszany wewnętrznie przez Voldemorta, który mu mieszał w głowie, plus jeszcze był po przejściach i na bank też jasno nie myśliał. Gdyby w necie poszukać, a bank sięznajdzie jakieś opracowanie psychologiczne, które wyjaśni, za co on tam chciał za dość uczynić itd.
rzeczy niemożliwe od ręki, cuda w przeciągu trzech dni.
Brzydko mówiąc, z punktu widzenia fabuły, Syriusz w pewnym momencie zaczął przeszkadzać. Dlatego go prawdopodobnie zabiła. Ale co do przypadkowości, bezsensu niektórych śmierci, to była wojna. A z Weasley'ów tylko jedno przecież zginęło. My to mamy skondensowane w książkach, ale jakby tak prześledzić losy jakiejś dużej rodziny na przestrzeni lat, to zawsze by się tego nazbierało. Ten zachorował, tamten się zbiesił. Życie.