Skończył się stabilny odsłuch Radia AM przez Andrychów. Niby to pierdółka ale jakoś lubiłem słuchać tego pilota od czasu do czasu, jakoś miał on swój klimat. Teraz to nie do końca pewnym źródłem jest Lipsko ze słabą jakością dźwięku + fale średnie w Krk.
Katolicyzm polsko-jasełkowy po prostu -- (Zuzler): Wiecie, ja już trochę, no niedużo może, ale trochę jednak żyję na tym świecie i trochę rzeczy rozumiem. Ale, kurde, dalej nie mogę pojąć, jak ludzie mogą jednocześnie otwierać usta głównie po to, żeby pluć jadem i wyrażać nienawiść i wyznawać wiarę w Boga, który nakazuje miłość bliźniego. No jak takim ludziom się to nie kłóci? Jak oni tak potrafią i nie mają żadnych wyrzutów sumienia albo choć poczucia, że coś tu nie pasuje? Do dziś pozostaje to dla mnie zagadką. --
Masz lepszy pomysł? Może etykietka, może akurat trafna diagnoza. -- (Zuzler): Spłycanie tematu i prosta etykietka. Przecież to musi, kurka, mieć jakieś wyjaśnienie. --
Tylko to jest trudne, bo ta obca kultura charakteryzuje się często również silną odpornością na próby badawcze, choćby najbardziej pokojowe i niewinne.
Nie powiedziałabym. Pierwsze - zbyt ogólnikowe i uproszczone, drugie - niepełne. Syndrom oblężonej twierdzy to nie jest, bo osobniki mają nastawienie pozornie pokojowe i są pozornie otwarci na dyskusję. Ale reagują jak Avast na pliki... jakiekolwiek pliki.
Łoj, to już wszedłeś w to? Szkoda. Chociaż fakt, ja byłam nawet młodsza od Ciebie. No ale szkoda i tak. -- (Kuba12565): Chce się pożalić na to że te dni za szybko mijają. Wolniej, błagam. --
No to katolicyzm polsko-jasełkowy połączony z syndromem oblężonej twierdzy z zachowaniem pozorów otwartości i dyplomatycznej postawy. -- (Julitka): Nie powiedziałabym. Pierwsze - zbyt ogólnikowe i uproszczone, drugie - niepełne. Syndrom oblężonej twierdzy to nie jest, bo osobniki mają nastawienie pozornie pokojowe i są pozornie otwarci na dyskusję. Ale reagują jak Avast na pliki... jakiekolwiek pliki. --
Ale dla nich to nie są pozory. Oni wierzą, że nie są. -- (MarOlk): No to katolicyzm polsko-jasełkowy połączony z syndromem oblężonej twierdzy z zachowaniem pozorów otwartości i dyplomatycznej postawy. -- (Julitka): Nie powiedziałabym. Pierwsze - zbyt ogólnikowe i uproszczone, drugie - niepełne. Syndrom oblężonej twierdzy to nie jest, bo osobniki mają nastawienie pozornie pokojowe i są pozornie otwarci na dyskusję. Ale reagują jak Avast na pliki... jakiekolwiek pliki. -- --
Na jakiej zasadzie wierzą, że nie są? Od dzieciństwa się uczą i niby wierzą w to, że bliźnim jest każdy, że trzeba tego bliźniego kochać, a przynajmniej nie być mu wrogiem, a potem radośnie robią bardzo dużo, żeby ów bliźni wrogiem się stał. Że co, że to tamci zaczynają, bo nie szanują ludu Bożego? No ok, może. Ale co oni robią, żeby to zakończyć? Co z przykazanien "a bliźniego swego, jak siebie samego"? Co z "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe"? No jak im to się mieści w głowie? Że niby to oni mają rację? Ale jak, skoro sami gardzą innymi ludźmi? Czy ktoś, kto pogardza, naprawdę oddał się Bogu? Czy tu cały czas nie powinno iść o Boga, a nie idzie? I skoro nie idzie, to dlaczego by nie przyznać, że w sumie to istotnie nie o niego chodzi?
Też mi się to nie podoba. Zeby tak 1 dzień trwał tyle, co 2, to byłoby wszystko łatwiej ogarnąć. -- (Kuba12565): Chce się pożalić na to że te dni za szybko mijają. Wolniej, błagam.
Ale oni nie zdają sobie sprawy z tego, że kimś gardzą. Ja wiem, popaprane to, ale tak jest. To jest ten sam przypadek, gdy np. mamy, nie wiem, przemoc w rodzinie, psychiczną na ten przykład, żeby było bardziej akuratnie. I taki rodzic czyta sobie posta czy tam ogląda w TVP reportaż o takiej przemocy w rodzinie. Problem właściwie ten sam, wszystko to samo. Ale on sobie myśli "Jak doooobrze, że u mnie tak nieeee maa..." i nawet nie wie, że jego dziecko właśnie za ścianą nabywa traumę. Kolejną. W tym miesiącu. Przez niego. :p -- (Zuzler): Na jakiej zasadzie wierzą, że nie są? Od dzieciństwa się uczą i niby wierzą w to, że bliźnim jest każdy, że trzeba tego bliźniego kochać, a przynajmniej nie być mu wrogiem, a potem radośnie robią bardzo dużo, żeby ów bliźni wrogiem się stał. Że co, że to tamci zaczynają, bo nie szanują ludu Bożego? No ok, może. Ale co oni robią, żeby to zakończyć? Co z przykazanien "a bliźniego swego, jak siebie samego"? Co z "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe"? No jak im to się mieści w głowie? Że niby to oni mają rację? Ale jak, skoro sami gardzą innymi ludźmi? Czy ktoś, kto pogardza, naprawdę oddał się Bogu? Czy tu cały czas nie powinno iść o Boga, a nie idzie? I skoro nie idzie, to dlaczego by nie przyznać, że w sumie to istotnie nie o niego chodzi? --
Całe życie uwielbiam żreć, i w końcu polatach doczekałem się wagi godnej takiego obżarstwa. Magiczna granica przekroczona. Trochę jednak mnie to martwi.
200?XD -- (djdenismusic): Całe życie uwielbiam żreć, i w końcu polatach doczekałem się wagi godnej takiego obżarstwa. Magiczna granica przekroczona. Trochę jednak mnie to martwi.
Nie wiem czy aż tak bardzo się uczą, często i z wielu stron dostają bodźce do nienawidzenia wszystkiego co od nich inne
-- (Zuzler): Na jakiej zasadzie wierzą, że nie są? Od dzieciństwa się uczą i niby wierzą w to, że bliźnim jest każdy, że trzeba tego bliźniego kochać, a przynajmniej nie być mu wrogiem, a potem radośnie robią bardzo dużo, żeby ów bliźni wrogiem się stał. Że co, że to tamci zaczynają, bo nie szanują ludu Bożego? No ok, może. Ale co oni robią, żeby to zakończyć? Co z przykazanien "a bliźniego swego, jak siebie samego"? Co z "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe"? No jak im to się mieści w głowie? Że niby to oni mają rację? Ale jak, skoro sami gardzą innymi ludźmi? Czy ktoś, kto pogardza, naprawdę oddał się Bogu? Czy tu cały czas nie powinno iść o Boga, a nie idzie? I skoro nie idzie, to dlaczego by nie przyznać, że w sumie to istotnie nie o niego chodzi? --